Dwaj mężczyźni, którzy w poniedziałek, 15 stycznia 1951 roku, w południe weszli do Banku Spółdzielczego w Nasielsku (kilkutysięczne miasto położone między Pułtuskiem a Nowym Dworem Mazowieckim), nie wyróżniali się spośród klientów. Z powodu mrozu byli opatuleni w ciepłe okrycia. Przed okienkiem kasowym rozpięli płaszcze. Pod nimi mieli wojskowe mundury, z otwartych kabur wystawały kolby pistoletów, przy pasach wisiały granaty. „Nie bójcie się, jesteśmy z partyzantki!”– usłyszały kasjerki. Wydały 46 tys. 500 zł. Mężczyźni zapowiedzieli, żeby nie wszczynano alarmu przez godzinę, bo przez tyle czasu będą jeszcze w mieście, po czym zniknęli.

Zrabowane pieniądze nie były bardzo wielkie, za to efekt napadu – ogromny, choć żadna gazeta o nim nie napisała. W szóstym roku istnienia Polski Ludowej władza wszak głosiła, że antykomunistyczne podziemie już nie istnieje. Tymczasem demonstracyjnego napadu na bank dokonano w dzień, w środku miasta, kilkaset metrów od siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa. „Chłopcy z lasu”, jak ich wtedy nazywano, pokazali, że są groźni.

Napadu dokonał „Rój” (którego zidentyfikowano na podstawie opisu jego wyglądu) z towarzyszem (prawdopodobnie Bronisławem Gniazdowskim – „Mazurem”). Pseudonim „Rój” nosił Mieczysław Dziemieszkiewicz, wróg numer 1 dla komunistów na północnym Mazowszu. Jego starszy brat Roman dowodził Narodowymi Siłami Zbrojnymi w powiecie ostrołęckim i został zabity przez sowieckich żołnierzy w 1945 r. w Ciechanowie. Wtedy to 19-letni Mieczysław wstąpił do partyzantki. Był w oddziałach NSZ, potem w Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym, kierował Pogotowiem Akcji Specjalnej, a od 1949 r., kiedy zostały rozbite ostatnie struktury organizacyjne antykomunistycznego podziemia na Mazowszu, dowodził partyzancką grupą liczącą około 40 ludzi. Z czasem większość partyzantów poległa; od 1950 r. „Rój” ukrywał się z kilkoma towarzyszami, korzystając z pomocy ludności.

Dziemieszkiewicz był na Mazowszu, podobnie jak Józef Kuraś – „Ogień” na Podhalu, postacią kontrowersyjną. On i jego ludzie zabijali funkcjonariuszy UB, milicjantów, członków ORMO, agentów i osoby podejrzewane o donoszenie UB, sekretarzy partii, ale i zwykłych członków PPR, sołtysów, wójtów, poborców podatkowych. Dokonali dziesiątków „likwidacji”. Wsławili się spektakularnymi akcjami. 6 września 1949 r. zatrzymali np. pociąg, zrewidowali pasażerów, i jeśli byli wśród nich funkcjonariusze UB, milicjanci lub oficerowie polityczni LWP, funkcjonariusze ochrony kolei – zabijali ich. Dziemieszkiewicz wygłaszał antykomunistyczne mowy do wystraszonych pasażerów.

Jego partyzanci dokonali kilku akcji ekspropriacyjnych. 19 września 1949 r. opanowali miejscowość Czernice Borowe pod Przasnyszem, rozbili posterunek MO, zabili milicjanta i ORMO-wca. W spółdzielni „Samopomoc Chłopska” zastrzelili kierownika i zabrali z kasy 1 milion 300 tys. zł. 21 stycznia 1950 r. ze spółdzielni w Wierzbowie koło Opinogóry zrabowali 246 tys. zł. 24 lutego 1950 r. ludzie „Roja” sterroryzowali 6 sołtysów w powiatach ciechanowskim i pszczyńskim, konfiskując zebrane podatki: około 300 tys. zł.

W końcu zwerbowano dziewczynę, którą „Rój” uważał za narzeczoną. Zgodziła się go wydać za zwolnienie z więzienia rodziców. 14 kwietnia 1951 r. on i Gniazdowski zostali otoczeni przez kilkuset żołnierzy i milicjantów w miejscowości Szyszki pod Pułtuskiem. Zginęli, gdy próbowali przebić się przez kordon otaczający wieś.

ANGIELSKI KRYMINAŁ