Szukalski od wczesnej młodości uważał, że to, co tworzy, jest własnością Narodu i wobec tego prawie nie sprzedawał swoich dzieł. Podczas pobytów w Polsce stworzył najlepsze rzeźby i obrazy (przyjeżdżał tu zawsze na 2–3 lata) i tu je pozostawił, gdy – ścigany przez gestapo za antyniemieckie wypowiedzi – wyjeżdżał do Ameryki (już w roku 1936 przewidywał, że wojna wybuchnie lada dzień i nawoływał do dozbrojenia polskiej armii). Wkrótce jego dzieła hitlerowcy uznali za „sztukę zdegenerowaną” i zniszczyli. Tylko kilka co cenniejszych rzeźb z brązu udało się uratować ze złomowiska i zakopać – dziś zdobią sale Muzeum Śląskiego w Bytomiu.

Artysta stracił wszystko: ojczyznę, dom, swoją sztukę. Zapomnienie znalazł w nowej wielkiej idei, która pochłonęła jego umysł i energię na długi czas. Tym razem była to idea naukowa, nie artystyczna, choć lepiej byłoby ją określić jako pseudonaukową – teoria „macimowy”. Głosiła ona, że wszystkie języki świata pochodzą od polskiego oraz że kolebką Lachów i Sarmatów była Wyspa Wielkanocna. Udowodnieniu tej koncepcji poświęcił artysta pracę naukową liczącą 50 tomów maszynopisu oraz 20 tysięcy wykonanych piórkiem ilustracji (znakomitych!). Zajęło mu to kilkadziesiąt lat. Gdy w Ameryce, gdzie pozostał już do końca życia, upowszechniło się wideo, zaczął także nagrywać swoje wykłady. W ostatnim z nich dowodził z przekonaniem, że Niemcy są w istocie zgermanizowanymi Polakami.

Gdyby Szukalski miał grób, to powinien się na nim znaleźć ten sam napis, który widnieje na krakowskim pomniku Adama Mickiewicza: „On kochał Naród”. Choć rodzinne miasto opuścił we wczesnym dzieciństwie, do końca życia podpisywał się: „Stach z Warty Szukalski”. Długo nie miał też amerykańskiego obywatelstwa – mimo że mieszkał w USA od 1907 r., przyjął je dopiero w latach 80. Wtedy też rozpakował swoją walizkę, którą trzymał gotową w pokoju od 1940 r., kiedy to w burzliwych okolicznościach, ścigany przez gestapo, zdołał się przedostać do Stanów Zjednoczonych.

Jego prochy przyjaciele rozsypali w miejscu, które uważał za „matecznik polskości”, czyli na Wyspie Wielkanocnej (jej oryginalną nazwę – „Mata Weri” – tłumaczył w „macimowie” jako słowiańską „Matkę Wiary”). Ostatnio jego prace coraz częściej pojawiają się na różnych oficjalnych wystawach, więcej też się o nim mówi. W 2000 r. w The Laguna Art Museum pod Los Angeles została zorganizowana, przy finansowym wsparciu Leonarda DiCaprio, duża ekspozycja jego prac. Zaś w tym roku wydawnictwo „Toporzeł” wznowiło dziejawę „Stacha z Warty” – „Kraka, syna Ludoli”. Przede wszystkim zaś ukazała się, długo oczekiwana przez fanów twórczości Szukalskiego, książka prof. Lechosława Lameńskiego: „Stach z Warty Szukalski i Szczep Rogate Serce”, będąca pierwszą tak obszerną monografią twórcy i grupy artystycznej, którą założył.

Maciej Miezian

Publikował w „Tygodniku Powszechnym”, „Echu Krakowa”, „Gazecie Wyborczej”. Autor m.in. książki „Nowa Huta. Socjalistyczna w formie, fascynująca w treści”.