"Pomijamy etap posiadania dzieci – od razu rodzimy sobie wnuki” – powiedziała Marilyn Nolen. Ta Amerykanka, która po raz pierwszy została matką w wieku 58 lat, wpisuje się w trend coraz późniejszego macierzyństwa. Pary w krajach rozwiniętych coraz większą wagę przykładają do zdobycia wykształcenia i dobrej pracy, odkładając posiadanie dzieci na bliżej niesprecyzowaną przyszłość. Teraz, dzięki postępom medycyny, mogą przesunąć naturalne granice płodności o całe dziesięciolecia. Taka wygoda ma jednak mroczną stronę. „W Polsce, gdzie dzieci rodzą się jeszcze stosunkowo wcześnie, a dzietność jest niska, coraz późniejsze rodzenie dzieci może utrudnić podniesienie poziomu dzietności, konieczne dla uniknięcia silnego spadku liczby ludności oraz głębokich zmian struktury wieku, niekorzystnych z punktu widzenia perspektyw rozwoju gospodarczego” – ostrzega prof. Irena Kotowska, kierownik Zakładu Demografii w Instytucie Statystyki i Demografii SGH.

Coraz starsi rodzice

Symptomy nadchodzącego kryzysu widać w statystykach dotyczących wieku, w którym kobieta rodzi pierwsze dziecko. Jeszcze w latach 70. było to mniej więcej 21 lat. Dziś w Polsce średnia wynosi już 29 lat i ciągle rośnie. „Są kraje, takie jak Włochy, gdzie w roli matek debiutują kobiety trzydziestoletnie. W Polsce wiek rodzenia pierwszego dziecka wzrósł o cztery lata po 1989 r.” – mówi prof. Kotowska. Nikogo już specjalnie nie dziwią przypadki zajścia w ciążę kobiet w wieku emerytalnym. Tytuł światowej „rekordzistki” w tej dziedzinie zdobyła Daljinder Kaur z Indii, która pierwsze dziecko urodziła w wieku 72 lat oraz María del Carmen Bousada de Lara z Hiszpanii, która kilka lat temu urodziła bliźniaki, mając niemal 67 lat (z zapłodnienia in vitro skorzystała w USA, utrzymując, że jest o 12 lat młodsza – inaczej nie zostałaby zakwalifikowana do zabiegu).

Z jednej strony to zjawisko pozytywne. Kobiety mogą zrobić karierę – także w do niedawna „męskich” dziedzinach, takich jak nauka, polityka czy biznes – i zdecydować się na macierzyństwo wtedy, gdy uznają, że są już na to gotowe. Swobodniej dobierają partnerów i ustalają z nimi sprawiedliwszy podział obowiązków domowych. Rodziny późno decydujące się na dziecko mogą być dojrzalsze i stabilniejsze. Jednak eksperci nie są tego pewni. Czy matka w zaawansowanym wieku nie będzie dla dziecka bardziej jak rozpieszczająca je babcia? Czy znajdzie z nim wspólny język? „O ile przesunięcie macierzyństwa na okres od 30. do 40. roku życia może być korzystne i dla matki, i dla dziecka, o tyle w kwestii rodzenia po pięćdziesiątce można mieć już wątpliwości” – uważa prof. Kotowska.

Redakcja Focus.pl wybierze dla Ciebie najlepsze artykuły tygodnia. Zapisz się na nasz newsletter

Wahania naukowców nie wystarczą jednak, by powstrzymać przed zachodzeniem w ciążę coraz starsze pacjentki. „Zgłaszają się do mnie pacjentki po pięćdziesiątce – po zapłodnieniu in vitro rodzą dzieci. Moim zdaniem nie powinno tak być; kobiety powinny wcześniej decydować się na urodzenie dziecka. Z drugiej strony brakuje podstaw prawnych czy innych regulacji, by odmówić starszym pacjentkom – zwłaszcza jeśli nie ma przeciwwskazań medycznych, a biologiczny wiek kobiety (coraz częściej różny od tego w metryce) nie stanowi przeciwwskazania do ciąży.

W Polsce cały czas nie ma przepisów regulujących kwestie związane ze wspomaganiem rozrodu” – przypomina prof. Krzysztof Łukaszuk, kierownik klinik leczenia niepłodności Invicta. W USA granicą jest wiek 55 lat. Lekarze podkreślają, że kobiety w bardziej zaawansowanym wieku częściej mają komplikacje w czasie ciąży, a ich stan zdrowia może sprawić, że nie będą w stanie opiekować się potomstwem zbyt długo. Przypadek wspomnianej wcześniej Maríi del Carmen Bousada de Lara jest wymowny – stała się symbolem i nieoficjalną rzeczniczką późnego macierzyństwa, ale dwa lata po urodzeniu swych bliźniaków zmarła na raka.