„Poczucie bezpieczeństwa jest częstsze wśród badanych lepiej wykształconych i dobrze oceniających swoje warunki materialne. Pozytywnym opiniom o stanie bezpieczeństwa w miejscu zamieszkania sprzyja też życie w małej miejscowości: na wsi lub w mieście do 20 tys. ludności” – stwierdza CBOS. Jak ostatnio podkreślała policja, jednocześnie rośnie wykrywalność przestępstw (do 70 proc.) oraz spada ich liczba (o ponad 30 tys. w pierwszych pięciu miesiącach 2013 r. w porównaniu z analogicznym okresem roku  ubiegłego).

Choć w jednych komentarzach pojawiają się opinie, że nie oddaje to faktycznego stanu bezpieczeństwa w Polsce, z drugich wynika, że na tle Europy nie powinniśmy narzekać – a przykładem powinna być sytuacja w innych stolicach. W Berlinie rośnie liczba zabójstw i gwałtów. Według „Der Spiegel”, co godzinę jakieś mieszkanie w stolicy Niemiec jest okradane. Z kolei w Rzymie niektóre dzielnice mają opinię gorszą niż niesławny nowojorski Bronx. Mieszkańcom dają się we znaki handlarze narkotyków i kieszonkowcy, dochodzi do krwawych porachunków mafijnych, a zdesperowani ludzie próbują brać sprawiedliwość we własne ręce.

Wszystko to jednak nic w porównaniu z sytuacją w Moskwie. W ubiegłym roku w liczącej 12 milionów mieszkańców stolicy Rosji odnotowano 180 tys. przestępstw, w tym prawie 44 tys. ciężkich. Moskwianie narzekają szczególnie na imigrantów i przyjezdnych, którzy odpowiadają za jedną trzecią aktów bandytyzmu, porwań i gwałtów. Szczególną niechęcią darzą mieszkańców Kaukazu, kojarzonych ze strukturami mafijnymi i terroryzmem.