Nadchodzi kolejna supererupcja wulkanu. Naukowcy z niepokojem patrzą w przyszłość

U progu 1815 roku nikt na świecie nie spodziewał się tego, co miał przynieść nadchodzący rok. Nawet gdy znajdujący się w Indonezji wulkan Tambora zaczął wydawać z siebie oznaki przebudzenia, nic nie wskazywało na to, że ten naturalny podziemny kocioł wpłynie na ludzkość całej Ziemi w tak istotny sposób. U progu 2025 roku jesteśmy zatem w takiej samej sytuacji, wszak nikt żadnej poważnej erupcji wulkanicznej nie przewiduje. Naukowcy jednak wiedzą, że prędzej czy później będziemy musieli się zmierzyć z kolejną supererupcją wulkaniczną, a szanse na to wcale nie są takie małe.
Obsydian jest rodzajem skały wulkanicznej /Fot. Pixabay

Obsydian jest rodzajem skały wulkanicznej /Fot. Pixabay

Dwa wieki temu wszystko zmieniło się 10 kwietnia 1815 roku. To właśnie wtedy miała miejsce najsilniejsza erupcja wulkanu w pisanej historii. Wyrzuciła ona w niebo olbrzymią chmurę popiołu i gazów, powodując znaczące ochłodzenie. Była to na tyle silna zmiana, że 1816 rok został okrzyknięty rokiem bez lata. Temperatury wyraźnie spadły, a to spowodowało wyjątkowy nieurodzaj i związany z nim głód i falę chorób przetaczającą się po świecie.

Góra Tambora, położona na wyspie Sumbawa w Indonezji, była potężnym wulkanem, który pozostawał uśpiony przez stulecia. Stan ten uległ zmianie na początku 1815 roku. Początkowe niewielkie erupcje przerodziły się w potężną erupcję, do której doszło 10 kwietnia tego roku. Według doniesień erupcja była na tyle silna, że jej dźwięk był słyszalny z odległości nawet 2000 kilometrów, a wyrzucony w powietrze obłok pyłu w krótkim czasie dotarł na wysokość ponad 40 kilometrów nad powierzchnią Ziemi.

Czytaj także: Gigantyczna erupcja wulkanu zmieniła ocean i atmosferę. Zaskakujące ustalenia

Jak się można spodziewać, erupcja ta była niszczycielska dla mieszkańców Sumbawy oraz wielu okolicznych wysp, które najpierw zostały dotknięte spływami piroklastycznymi, a następnie przykryte grubą warstwą pyłu wulkanicznego. Nic dziwnego, skoro do atmosfery trafiło obłędne 150 kilometrów sześciennych pyłu. Warto jednak pamiętać, że część tego materiału trafiła w górne warstwy atmosfery, gdzie bardzo szybko została rozprowadzona nad powierzchnią całego globu, wpływając negatywnie na warunki klimatyczne panujące na całej Ziemi. Niższe temperatury i niedobory żywności spowodowane nieurodzajem dodatkowo zintensyfikowały skuteczność rozprzestrzeniających się po świecie chorób. Jedna eksplozja przypomniała nagle całemu światu, o tym, że natura potrafi być bezwzględna.

Od eksplozji z Tambory minęły już ponad dwa stulecia i tak silna erupcja jak dotąd się nie powtórzyła.

Jak jednak przekonują naukowcy, nie oznacza to, że takie zagrożenie nie istnieje. Więcej, badacze zakładają, że ryzyko wystąpienia równie silnej erupcji w XXI wieku wynosi 1 do 6, czyli wbrew pozorom jest całkiem wysokie.

Warto tutaj sobie jednak uświadomić, że dzisiejszy świat bardzo różni się od świata z 1815 roku. Po powierzchni Ziemi chodzi dzisiaj znacznie więcej ludzi, a klimat naszej planety jest już nadwyrężony przez globalne ocieplenie. Skutki kolejnej erupcji wulkanicznej porównywalnej z erupcją Tambory byłyby wprost katastrofalne.

Czytaj także: To była największa erupcja wulkanu od tysięcy lat. Jej skutki zachowały się na dnie oceanu

Według naukowców największym zagrożeniem dla nas byłby uwalniany w erupcji dwutlenek siarki. Po dotarciu do atmosfery stworzyłby on warstwę aerozolu, który odbijałby sporą część promieniowania słonecznego z powrotem w przestrzeń kosmiczną. Efekt? Globalne ochłodzenie na powierzchni Ziemi. Myliłby się jednak ten, kto uznałby to za doskonałą kontrę dla globalnego ocieplenia. Owszem, erupcja Tambora spowodowała globalny spadek temperatury o 1 stopień Celsjusza. Warto jednak pamiętać, że takie gwałtowne ochłodzenie spowodowałoby ogromne szkody w rolnictwie i przyczyniłoby się do zaostrzenia wszystkich ekstremalnych zjawisk pogodowych, z którymi już teraz nie możemy sobie poradzić. Straty ekonomiczne na całym świecie liczone by były w bilionach dolarów.

Powstaje zatem pytanie o to, kiedy i gdzie dojdzie do kolejnej supererupcji. Naukowcy na całym świecie stale monitorują wszystkie regiony aktywne wulkanicznie, starając się zarejestrować wszystkie niepokojące pomruki. Niezależnie od tego, nawet w czasach spokoju warto już przygotowywać strategie łagodzenia skutków, gdyby do takiej erupcji doszło. Gdy bowiem do erupcji dojdzie, na plany będzie już za późno.

Radek KosarzyckiR
Napisane przez

Radek Kosarzycki

Redaktor NaczelnyRedaktor naczelny Focus.pl. Od 2015 r. codziennie pisze o astronomii, astrofizyce i eksploracji przestrzeni kosmicznej.