Te freski wyglądają dość dziwacznie. Aż osiem razy pojawia się na nich starszy rudzielec z brodą i z rogami – raczej krowimi niż diabelskimi. Nawet niewprawne oko zauważy, że na jednym z malowideł brodacz trzyma kamienne tablice. Tak, to Mojżesz, a wizerunek proroka z rogami wcale nie jest aż tak zaskakujący. Przecież Michał Anioł również doprawił swojemu Mojżeszowi rogi. Badacze uwielbiają rozprawiać o tych rogach, tłumacząc je na różne sposoby. Nie ma jednak wątpliwości, że jedna z najważniejszych postaci Starego Testamentu wygląda zupełnie inaczej niż zwykliśmy sobie to wyobrażać. Kto i dlaczego doprawił rogi prorokowi?

ŚREDNIOWIECZNE KOMIKSY

Rogaty Mojżesz to tylko ułamek tego, co można zobaczyć w kościele w Małujowicach koło Brzegu na Opolszczyźnie. Nie ma w Polsce drugiej świątyni, którą na powierzchni 900 m kw. pokrywałyby oryginalne gotyckie freski! Pomalowane w całości ściany i sklepienie nadają wnętrzu niepowtarzalny klimat i ciepło. Dziewięćdziesiąt cztery sceny z Nowego i Starego Testamentu ułożone są w szachownicę, jedno pole obok drugiego. Chrystus, Duch Święty, Trzej Królowie, sceny z raju – przygaszone kolory tańczą na ścianach i na stropie... W okolicy Brzegu odnaleziono lub udokumentowano gotyckie malowidła aż w osiemnastu miejscowościach. Połączył je Szlak Polichromii Brzeskich, który zaczyna się w Brzegu, dawnej siedzibie najdłużej panującej linii Piastów Śląskich. Stoi tu renesansowy zamek nazywany śląskim Wawelem i monumentalny kościół św. Mikołaja – jedna z największych gotyckich świątyń na Śląsku. To właśnie podczas jej odbudowy na początku lat sześćdziesiątych XX wieku nagle „pojawiły się” gotyckie polichromie prawdopodobnie z lat 1418–1428.

Podobne historie wiążą się również z innymi kościołami w okolicy. W Brzezinie 60 lat temu remontowane wnętrza „ujawniły” fragmenty polichromii z końca XV wieku. Kolorowe obrazy skrywał jednorodny tynk. I choć wszystkie osiemnaście świątyń to prawdziwe skarby, perłą w koronie jest kościół św. Jakuba Apostoła w Małujowicach, nazywany śląską Sykstyną. Żeby prawidłowo odczytać tutejsze obrazy, najpierw trzeba skonfrontować się ze średniowiecznym sposobem patrzenia na świat, ówczesnym pojmowaniem religii i tradycji. To – wbrew pozorom – wcale nie jest takie trudne. W czasach kiedy powstawały malowidła, nie było telewizji i internetu. Artyści malowali więc według własnego widzimisię.

Mieli problem z wyobrażeniem sobie tego, czego nie oglądali na własne oczy. Podobnie było z odbiorcą – jeśli nie widział obrazka, często nie był w stanie ogarnąć rzeczywistości, o której opowiadał mu ktoś inny. To samo dotyczyło kościelnych kazań. Dlatego już w połowie XIV wieku zaczęły powstawać w formie książkowej typologiczne zestawienia obrazów ze Starego i Nowego Testamentu. Te wykadrowane fragmenty Biblii pojawiały się również na ścianach kościołów.

W czasach nowożytnych zostały nazwane Biblia Pauperum, czyli „Biblia dla niepiśmiennych i ubogich”, przy czym bieda dotyczyła nie statusu materialnego, ale „duchowego ubóstwa”. Wierni, którzy nie potrafili czytać, mogli – słuchając kazań – równocześnie „oglądać je” na ścianach świątyni. Płomienne historie o grzechu pierworodnym czy inne przypowieści miały teraz swoje twarze, miejsce i scenografię. Podczas mszy nikt nie musiał wysilać wyobraźni. Widział wszystko dookoła siebie jak w wielkim komiksie.

BYK ŚWIĘTEGO HIERONIMA

W średniowieczu nikogo nie dziwił też Mojżesz z rogami mi. W biblijnej Księdze Wyjścia (34,29) znajduje się następujący ustęp: „Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj z dwiema tablicami Świadectwa w ręku, nie wiedział, że skóra na jego twarzy promieniała na skutek rozmowy z Panem”. Hebrajskie litery „KRN” w oryginale tego tekstu mogą być interpretowane zarówno jako „karan”, czyli róg, jak i „kärän” – blask. Kiedy św. Hieronim ze Strydonu tłumaczył Stary Testament na łacinę, uznał, że nikt poza Chrystusem nie mógł promienieć światłem, więc wybrał tłumaczenie z zastosowaniem słowa „róg”, zamiast „promień” lub „blask” (cornuta esset facies sua).

Autor książek o Biblii J. Stephen Lang zauważa, że tłumaczenie świętego Hieronima w rzeczywistości opisuje Mojżesza jako „emanującego promienie, które przypominają rogi”. Zresztą we wczesnej sztuce żydowskiej często przedstawiano Mojżesza z promieniami bijącymi z jego głowy. Również w łacinie facies coronata, czyli twarz płomienna, i facies cornuta, twarz rogata, brzmią bardzo podobnie. I tak powstało całe nieporozumienie, dzięki któremu prorok przywdział na jakiś czas rogi.

Przekład Biblii dokonany przez św. Hieronima, znany jako Wulgata, nie ustrzegł się też innych błędów, szczególnie w Starym Testamencie. Jednak – jak widać – nie wszystko rogate jest złe, zaś małujowicki artysta, podobnie jak później Michał Anioł, nie zrobił żadnego błędu, choć Mojżesz z tutejszych polichromii wygląda dla nas, współczesnych, dość ekstrawagancko.

 

TRUPY POCHŁONĘŁO BAGNO

Małujowice słyną nie tylko z polichromii. O tej miejscowości słyszał każdy, kto interesuje się historią wojen śląskich. 10 kwietnia 1741 roku starły się tu wojska Fryderyka II Wielkiego i Marii Teresy. Naprzeciwko siebie stanęło prawie 40 tysięcy żołnierzy, gotowych na wszystko, odważnych i doświadczonych. To zupełnie tak, jakby w boju starły się dwa miasteczka. Choć Prusacy wygrali bitwę, wojska wroga nie zostały rozbite. Austriacy stracili ponad 4,5 tysiąca żołnierzy, król Prus okupił zwycięstwo ponad 4,7 tysiącami rannych i zabitych.

Wielu z nich potopiło się w tutejszych bagnach. Przebieg tej bitwy omawiają podręczniki słynnej amerykańskiej akademii wojskowej West Point. Gdy Prusacy i Austriacy walczyli o życie, walka o dusze w pobliskiej świątyni trwała już od ponad 450 lat. Kościół świętego Mikołaja był po raz pierwszy wzmiankowany w 1288 roku; do 1534 roku znajdował się pod patronatem wrocławskich dominikanek. W czasie reformacji przejęli go luteranie. Paradoksalnie, to właśnie im, ceniącym prostotę i surowość, nieuznającym zbytniego przepychu, polichromie zawdzięczają przetrwanie.

Kiedy księstwo brzeskie przeszło na protestantyzm, jego wyznawcy zatynkowali malowidła w kościołach. Przez wieki zapomniano o unikatowych dziełach sztuki. Zaczęły o sobie przypominać dopiero w czasie remontów i napraw. Te w Małujowicach w 1865 roku. Zachwyceni pruscy konserwatorzy ochoczo zabrali się do ich renowacji, uzupełnili je i przemalowali po swojemu. Na szczęście zachowali układ malowideł, choć wzmocnili ich kolorystykę. Renowacja zgodna z zasadami sztuki zaczęła się dopiero w 2010 roku.

Zespół pod kierownictwem dr. Jarosława Adamowicza, prodziekana Wydziału Konserwacji i Renowacji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, przywrócił malowidłom ich pierwotny gotycki charakter. Najpierw ściany kościoła oczyszczono z XIX-wiecznej warstwy. Dalsze prace w Małujowicach przypominały nieco konserwatorskie Archiwum X. Badacze nie wiedzieli, ile warstw malowideł znajduje się w kościele, ponieważ freski tworzono etapami. Najstarsze mają ponad 650 lat. Konserwatorzy zdecydowali, że jeśli pod freskami z XV wieku znajdują się starsze (a okazało się, że rzeczywiście takie tam są), nie będą ich odsłaniać. Przestudiowali m.in. techniki i technologie używane przez mistrzów sprzed wieków i do uzupełnień malowideł zastosowali te same pigmenty, np. malachit i azuryt.

UWIĘZIONE FRESKI

Dziś każdy może mieć pewność, że wchodząc do kościoła w Małujowicach, wkracza w autentyczny XV wiek. Najstarsze polichromie powstały w 1360 roku i zachowały się w najlepszym stanie. Wygnanie z Raju, Grzech Pierworodny i Pokłon Trzech Króli znajdują się na sklepieniu, które w XV wieku zostało całkowicie zasłonięte przez strop z 640 desek. Od ponad 600 lat do tych malowideł nie dochodzi światło. Dopóki kościół nie przejdzie remontu, nie można się dostać do przestrzeni pomiędzy deskami a sklepieniem. Uwięzione tam najstarsze malowidła podziwiają więc tylko konserwatorzy. Ale i same deski, które przesłaniają freski, są niesamowite. Znajdują się na nich tzw. malowidła patronowe, które powstały przy wykorzystaniu patronów, czyli specjalnych szablonów. Wzory roślinne i zwierzęce: gołębie, tulipany, kwiaty lotosu, orły, figury geometryczne – żaden motyw się nie powtarza.

Freski na Szlaku Polichromii Brzeskich poza znaczeniem religijnym miały również inny przekaz. W pobliskich Krzyżowicach, gdzie malowidła znaleziono w 1963 roku, sceny zostały zamknięte w ornamentalne obramienia, przez co wyglądają jak arrasy. Na ścianie północnej znajduje się namalowana z rozmachem scena Pokłonu Trzech Króli, dzięki której dzisiejszy widz może odbyć daleką podróż w czasie. Alicja Karłowska-Kamzowa, autorka „Sztuki Piastów Śląskich w średniowieczu”, pisze, że „w Krzyżowicach (…) ukazano wspaniałość stanu rycerskiego, świata królów i ich dworaków. (...) Wzorem dla współczesnych mieli być także ofiarni rycerze. W tamtych czasach bowiem stan rycerski miał mobilizować się do walki z husytyzmem. Jego wspaniałość i znaczenie prezentowano w wyodrębnionych, znakomicie malowanych kompozycjach pochodu i pokłonu Trzech Króli. Konni jeźdźcy w modnych strojach, damy, rycerze, słudzy, zamek, który opuszczają, malowano z rozmachem, przestrzennie, z uwzględnieniem wielu dodatkowych, charakterystycznych szczegółów”.

 

TAJEMNICZY MISTRZ POKŁONÓW

Kim byli artyści, którzy stworzyli brzeskie polichromie? To ciągle tajemnica. Twórca najbardziej kunsztownych nazywany jest Mistrzem Brzeskich Pokłonów Trzech Króli, ponieważ jego styl identyfikuje się na podstawie właśnie tej sceny. Możliwe, że był nim uczeń Teodoryka, czeskiego malarza, przedstawiciela gotyckiego malarstwa tablicowego. Mistrz Teodoryk szukał własnego stylu, łamiąc dotychczasowe konwenanse. Pracował na praskim dworze cesarza Karola IV Luksemburskiego, tworząc dla niego m.in. cykl 154 obrazów w kaplicy św. Krzyża w Karlstejnie.

Przypuszcza się, że również z czeskiego dworu sprowadził „swojego malarza” Ludwik II, książę brzeski i legnicki z dynastii Piastów, rycerz Zakonu Smoka. To on prawdopodobnie zlecił ozdobienie tutejszych kościołów. Po Mistrzu Polichromii Brzeskich w Małujowicach pracował kolejny malarz, nazywany Naśladowcą Mistrza Brzeskiego, lub inni, być może lokalni, artyści. Nic o nich nie wiemy. Dlaczego nie podpisali się pod swoimi pracami? Może dlatego, że skromność i pokora nie pozwalały chwalić się talentami, które – jak uważali – dostali od tego, na cześć którego właśnie pracowali. Tyle że ten sposób narobili historykom sztuki kłopotu, przy którym problemy z rogami Mojżesza wydają się dziecinną igraszką.


Zdaniem eksperta:

DR JAROSŁAW ADAMOWICZ, prodziekan Wydziału Konserwacji i Renowacji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie

Wnętrze kościoła w Małujowicach to wyjątkowy przykład jednego z największych zestawów malarstwa gotyckiego w Polsce. Jednorodność tego zestawu – malowideł pokrywających wszystkie ściany i sklepienia – jest dominantą tej świątyni. Ponieważ w XIX wieku małujowickie malowidła ścienne zostały przemalowane przez Karola L’Oeillota de Marsa, nie wiedzieliśmy, w jakim zakresie uda się odzyskać pierwotne gotyckie kompozycje. Decyzja o ograniczeniu lub usunięciu tych XIX-wiecznych przemalowań była więc bardzo ryzykowna i uważam ją za spore wyzwanie. Mogło się przecież zdarzyć, że pod spodem byłyby jedynie szczątkowo zachowane malowidła. I co wtedy?

A dla mnie najważniejszym wyzwaniem było to, by zachować niezwykły, interesujący i zabytkowy charakter malowideł i całego wnętrza kościoła. Działania konserwatorskie nie mogły wpłynąć negatywnie na atrakcyjność i odbiór estetyczny dzieła. Dla Małujowic najważniejsze są odsłonięte przez nas malowidła z XV wieku, one są największą, spójną wartością tego kościoła. Dlatego bez względu na to, że pod nimi znajdują się w niektórych miejscach jeszcze starsze XIV- -wieczne kompozycje malarskie, uważam, że odsłanianie ich ze szkodą dla XV-wiecznych malowideł byłoby niemoralne, nieetyczne i niezgodne ze sztuką konserwatorską.

Już samo oczyszczenie malowideł dało większy kontrast pomiędzy partiami kolorystycznymi i białymi partiami ścian. Jedynie na ścianie zachodniej stworzyliśmy kompilację malowideł XIV-, XV- i XIX-wiecznych, w których wprawne oko odczytać może uzupełnienia kolorystyczne wykonane przez nasz zespół. Mamy tu więc cztery warstwy historyczne, ale całość daje efekt spójności. Teraz w niezwykłym kościele św. Jakuba Apostoła w Małujowicach możemy podziwiać autentyczny XV wiek.