Pieniądze wydane na program ochrony świadków koronnych miały zaowocować milionami odzyskanymi z przestępczej działalności i armią bandytów wsadzonych za kratki. Coraz głośniej mówi się jednak o wadach programu. Niekoniecznie materialnych.



Wśród ponad 80 przestępców mających obecnie status świadka  koronnego wyrosła nowa gwiazda. To Piotr K. pseudonim Broda (dawniej Kapusta), który współpracuje z katowicką prokuraturą. Dzięki Brodzie śledczy widzą szansę na doprowadzenie do końca sprawy zabójstwa generała Papały; na rzekome zeznania Brody powoływał się ostatnio Mariusz Kamiński, były szef CBA, twierdząc, że wiedza przestępcy pogrąży polityków PO, współpracujących jakoby z mafią pruszkowską. Na początku maja, po zeznaniach Brody, do aresztu trafił Sławomir O., były policjant ze stołecznego wydziału zabójstw, który zasłynął jako pierwowzór Despero z  filmu „Pitbull”. Broda przez jakiś czas był informatorem Sławomira O. Teraz oskarża go m.in. o branie łapówek od mafiosów z Pruszkowa. Sławomir O. twierdzi, że jest niewinny.


Bandyta  niezbyt istotny


Maciej Morawiec, adwokat byłego policjanta, nie zostawia na Brodzie suchej nitki: – Kim on był w mafii? Najwyżej szoferem. Nikt go nie pamięta, nikt nie kojarzy. A on sam jest w swoich zeznaniach tak szczegółowy, że potrafi powiedzieć, co robił dziesięć lat temu w piątek o godz. 13.00 – wylicza Morawiec.


Z lekceważeniem Brodę wspomina także najsłynniejszy polski świadek koronny Jarosław S. ps. Masa. Pytany przez „Politykę” mówił o Brodzie: Nosił wtedy ksywkę Gerard, był zwykłym bandziorkiem. Potem jednak trochę awansował, został szoferakiem, woził czasem starych pruszkowskich. Ja znałem go tylko z widzenia, parę razy minęliśmy się i tyle. Nikt istotny.


Prokuratorzy z Katowic nie komentują tych opinii. Podają za to liczby. – Dzięki temu świadkowi koronnemu zarzuty usłyszało 19 osób, 10 z nich jest w areszcie – mówi Leszek Goławski z Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. To głównie osoby powiązane z mafią pruszkowską – gangsterzy odpowiedzialni za wymuszanie haraczy i porwania dla okupu. Dodatkowo zeznania Brody mogą jeszcze bardziej pogrążyć siedzących za kratami pruszkowskich bossów: Wańkę, Maliznę i Krakowiaka. Leszek Goławski podkreśla, że sprawa Sławomira O. wynikła niejako przy okazji i jest wyłączona z głównego śledztwa. – Poza tym zeznania świadka nie są jedynym dowodem w sprawie Sławomira O. – dodaje.


Moda  na „koronę”


Instytucja świadka koronnego funkcjonuje w Polsce od roku 1998. Po wejściu w życie ustawy, powołującej ją do życia, niemal każdy prokurator zajmujący się przestępczością zorganizowaną marzył o jednym: mieć swojego koronnego, dzięki któremu wsadzi za kraty groźnych gangsterów. Już po trzech latach obowiązywania ustawy, rok w rok przybywało kilkunastu nowych koronnych.


Po nowelizacji ustawy w roku 2006 i  zaostrzeniu kryteriów obejmowania programem nowych przestępców statystyki pogorszyły się. Obecnie ostateczną decyzję o przyznaniu statusu ŚK podejmuje zawsze prokuratura generalna. Być może dlatego teraz przybywa nie więcej niż 8 koronnych rocznie.


Inspektor Leszek Kardaszyński, były szef Zarządu Ochrony Świadków Koronnych CBŚ, po 10 latach funkcjonowania „korony” podsumował zyski i straty wynikające z kredytu zaufania, jakie państwo daje skruszonym bandytom (jego artykuł „Świadek koronny – 10 lat tradycji” ukazał się w  książce „Praktyczne elementy zwalczania przestępczości zorganizowanej i terroryzmu”). Kardaszyński wylicza, że dzięki koronnym udało się – w głównych sprawach – postawić 12.797 zarzutów 3834 podejrzanym. Wykryto 10.260 przestępstw kryminalnych, 853 gospodarcze i 1684 narkotykowe. Udało się odzyskać mienie wartości ponad 37 mln zł. Każdego dnia (odliczając dni wolne i święta) odbywają się w Polsce średnio dwie rozprawy sądowe, na które dowożeni są koronni. To właśnie przewlekłość procesów jest zdaniem Kardaszyńskiego jednym z  kluczowych powodów, dla których koronni nie potrafią podporządkować się regułom programu. Procesy karne w Polsce z ich udziałem trwają najdłużej w Europie – ubolewa Kardaszyński. W jego opinii największym sukcesem jest to, że do tej pory żaden koronny w trakcie trwania programu nie stracił życia ani nawet nie doznał uszczerbku na zdrowiu.


Skruszony na złej drodze


Z amerykańskich badań wynika, że co trzeci koronny zrywa umowę z państwem. Polscy eksperci ostrożnie szacują, że 60 proc. naszych koronnych nigdy już nie wróci na drogę przestępstwa.


Mimo to przeciwnicy „korony” uważają, że instytucja ta niesie ze sobą ogromne ryzyko. Maciej Morawiec: – Jeśli przez zeznania świadka na 100 bandytów za kratki trafi choćby jeden niewinny człowiek, to jest to niedopuszczalna sytuacja.


W Polsce takich niewinnych było sporo. Jeden z najbardziej znanych to Piotr W., policjant oskarżony przez Masę. Masa był jego informatorem, a kiedy został koronnym, oskarżył funkcjonariusza o łapówkarstwo. Ostatecznie Piotra W. uniewinniono, Masa zaś nazwał całą sprawę „nieporozumieniem”.


Lista nieuczciwych skruszonych jest długa. Policjantów   wcześniej pomawiali m.in. Igor Ł. ps. Patyk czy Wiesław P. ps. Koczis, a własną grupę przestępczą – już będąc koronnym – założył Włodzimierz C. ps. Prezes vel Łom. Tego ostatniego za kraty wsadzili katowiccy prokuratorzy. Prezes był jednym z pierwszych koronnych w Polsce. Swoimi zeznaniami obciążał głównie Janusza T. ps. Krakowiak. Później wyszło na jaw, że robił to z zemsty. Jednocześnie, będąc już na pracach świadka koronnego, Prezes założył własny gang, specjalizujący się głównie w porwaniach dla okupu. Co więcej – nie ukrywał, że jest koronnym, i zastraszał swoje ofiary wpływami w instytucjach wymiaru sprawiedliwości.


Porażką okazała się również współpraca katowickiej prokuratury z  Maciejem B. ps. Gruby. Sześć lat temu był koronnym w  sprawie oszustw i handlu narkotykami. Dzięki niemu do aresztu trafili m.in. bracia T., których prokuratorzy oskarżyli o produkcję amfetaminy. Wkrótce jednak do żony jednego z braci zwrócili się ludzie wysłani przez Macieja B., żądając 100 tysięcy dolarów za wycofanie obciążających zeznań. W zdemaskowaniu Grubego pomógł Krzysztof Rutkowski, który w styczniu 2005 roku zorganizował zasadzkę na stacji benzynowej pod Poznaniem. Rutkowski zatrzymał Grubego, kiedy ten odbierał worek z łapówką.


Brutalne  targowanie


Dr Zbigniew Rau, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jarosława Kaczyńskiego i kryminolog, który od lat naukowo zajmuje się świadkami koronnymi, zwraca uwagę na motywy, jakimi kierują się przestępcy przystępujący do programu: – Większość deklaruje, że chce zmienić swój system wartości, a tak naprawdę skończyły im się biznesy przestępcze, grupa się od nich odcięła, muszą w jakiś sposób się ratować – wylicza.


O  instytucji koronnego mówi, że to brutalne targowanie się z  państwem. – Wiedzę koronnych trzeba wykorzystać dla dobra całego społeczeństwa – wyjaśnia. Jednocześnie zwraca uwagę, że dowód z zeznań koronnego to dowód trudny. – Zawsze jest obarczony ryzykiem, dlatego prokurator i sąd muszą rzetelnie go weryfikować. Uważam, że po początkowej partyzantce i nawet swoistej modzie na koronnego, sytuacja powoli się stabilizuje. Świadczy o tym chociażby spadek ilości programów ochrony świadka – mówi Zbigniew Rau.


On sam sceptycznie ocenia sytuacje, w których koronny obciąża w zeznaniach policjanta. Szczególnie takiego, z którym dawniej współpracował. – Porównałbym to do oskarżenia o pedofilię – bardzo łatwo w takim przypadku skrzywdzić niewinną osobę.


Jednocześnie dr Rau uważa, że nie należy rezygnować z instytucji świadka koronnego. – To państwo robi łaskę przestępcy, że idzie z nim na określony układ. Nie zeznasz wszystkiego – do widzenia, skłamiesz choć raz – do widzenia. I nawet jeśli są programy, które zakończyły się fiaskiem, to nie uważam ich za porażkę. Skoro jeden z drugim nie wywiązywał się z umowy, stracił status świadka koronnego. To także sukces państwa – przekonuje Rau.