Sukces propagandy nie polega na tępym wbijaniu do głów wciąż tych samych treści, propaganda, która rzeczywiście działa, pozostaje niezauważona – mawiał nazistowski minister oświecenia i propagandy Joseph Goebbels. Jednak paradoksalnie jednym z najlepszych praktycznych przykładów propagandy nie był dla Goebbelsa żaden z filmów niemieckich, ale amerykański film pod tytułem „Mrs. Miniver”, uważany przez krytyków za jedną z najbardziej intrygujących historii propagandowych drugiej wojny światowej. „Ten film przyczynił się bardziej do zakończenia wojny niż flota niszczycieli” – napisał z kolei o „Mrs. Miniver” Winston Churchill. Zamiast niszczycieli dostarczył bowiem słabnącym siłom alianckim tysiące amerykańskich rekrutów.

NIE BĘDZIEMY GINĄĆ ZA EUROPĘ


Najbardziej znanym przykładem propagandy w USA jest plakat personifikującego Stany Wujka Sama (Uncle Sam) ze słynnym tekstem: „I want you for US Army”. Plakat zrobił wielką karierę podczas pierwszej wojny światowej – wydrukowano ponad 4 mln egzemplarzy. Podczas następnej siła jego przekazu okazała się niewystarczająca. W roku 1939 aż około 97 proc. Amerykanów sprzeciwiało się udziałowi ich kraju w wojnie. Znakomita większość obywateli życzyła sobie pokonania nazistów, ale byli zadowoleni, że wojna w Europie pojawia się jedynie w relacjach prasowych i kronikach filmowych w kinach. Tymczasem właśnie kino miało już niedługo w sposób decydujący zmienić nastawienie do wojny.

Gdy 7 grudnia 1941 roku Japonia zaatakowała bez aktu wypowiedzenia wojny amerykańską flotę w Pearl Harbor, rozstrzygnięta została dyskusja na temat przystąpienia USA do walki. Trzy dni później Niemcy i Włochy ogłosiły, że są w stanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Alianci zdecydowali, że w pierwszej kolejności należy zmobilizować siły do pokonania nazistów w Europie. Jednak dla przeciętnego Amerykanina z małego miasteczka niemiecki wróg pozostawał nadal daleko – zarówno fizycznie, jak i w sferze mentalnej – a sytuacja w Europie zdawała się nie mieć większego znaczenia. Amerykańskie Biuro Informacji Wojennej (American Office of War Information), odpowiedzialne m.in. za doniesienia prasowe i filmowe z frontu, zaczęło więc szukać sposobu, aby zmobilizować społeczeństwo. Specjaliści od propagandy nie mieli wątpliwości, że w tym celu należało odwołać się do – cenionych przez mieszkańców USA – uczuć spokoju, pewności i harmonii, a jednocześnie uświadomić, jak ważna jest walka z faszyzmem, i pokazać, jak szybko szczęście może zamienić się w tragedię. Jako medium wybrano kino. Po pierwsze obrazy na dużym ekranie były wówczas jedną z ulubionych form rozrywki, co zapewniało sporą grupę podatnych odbiorców, a po drugie film mógł nieść ze sobą – i to w sposób nieuświadamiany przez odbiorcę – nieograniczoną ilość treści propagandowych.

Mniej więcej w tym czasie do producenta Sidneya Franklina trafił zarys scenariusza filmu – „Mrs. Miniver”. Fabuła opierała się na opowiadaniach angielskiego pisarza Jana Struthera, znanego także pod pseudonimem Joyce Placzek. W roku 1937 napisał serię opowiadań o rodzinie Miniver, które początkowo ukazywały się w dzienniku „The Times”, a następnie zostały wydane w formie książkowej. Opowieść idealnie pasowała do celów propagandowych. Dzięki protekcji Biura Informacji Wojennej zrealizowania obrazu podjął się amerykański reżyser William Wyler. Prace nad filmem rozpoczęły się w Hollywod na początku roku 1942. W tytułowej roli obsadzono Greer Garson, jedną z najpopularniejszych aktorek studia Metro-Goldwyn-Mayer.

Film otwierały słowa, które doskonale trafiały do serc mieszkańców amerykańskiej prowincji. „Jest to historia mieszczańskiej rodziny w Anglii (…). Dla tych ludzi wydaje się nie istnieć nic innego jak radość z dzieci, pracy i ogrodu. Aż do momentu, kiedy to słońce zachodzi, ponieważ na ziemię spada ogień mordów”. Tytułowa bohaterka filmu Kay Miniver to perfekcyjna pani domu, którą absorbują troski codziennego sielankowego życia. Widz poznaje ją, gdy wreszczie udało jej się dostać w Londynie wymarzony kapelusz (i to ostatni egzemplarz!). Jej mąż Clem pod nieobecność żony „zaszalał” i kupił samochód. Tymczasem na wakacje do rodzinnego domu przyjeżdża Vin – student Oksfordu. Chłopak zakochuje się w dziewczynie z sąsiedztwa – 18-letniej Carol. Spokojne i harmonijne życie zostaje nieoczekiwanie zakłócone podczas niedzielnego nabożeństwa w miejscowym kościele. Pastor oznajmia o napadzie Niemiec na Polskę. Swoje krótkie wystąpienie wielebny kwituje słowami, że każdy powinien się teraz troszczyć o własną rodzinę. Vin – nie bacząc na słowa pastora – kończy kurs pilotażu, a tuż przed udaniem się na front oświadcza się Carol. Jego ojciec Clem postanawia wraz z innymi mieszkańcami miasteczka udać się do Dunkierki i pomóc w ewakuacji brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego i wojsk francuskich. W działaniach wojennych bierze udział również pani Miniver. W zaroślach odkrywa przypadkowo rannego niemieckiego lotnika, którego po wielu perypetiach oddaje w ręce policji.

W ciągu następnych tygodni miasteczko nocami bombardują Niemcy. Jednak życie toczy się dalej w drobnomieszczańskim rytmie. Odbywa się m.in. wystawa kwiatów. Imprezę przerywa nalot. Pani Miniver i Carol, które wracają wieczorem do domu, przystają na moment po drodze. Siedząc w samochodzie, obserwują zestrzelony samolot. Nagle Carol zostaje trafiona – wkrótce potem umiera. Następnego dnia odbywa się pogrzeb mieszkańców zabitych podczas nalotu. Ceremonię kończy bardzo wymowna scena. Gdy wszyscy wspólnie śpiewają, kamera podnosi się i przez zniszczony dach kaplicy pokazuje niebo, na którym angielskie samoloty lecą w kierunku Niemiec.

 

MOC WIELKIEGO EKRANU


Jeden z najbardziej znanych i cenionych teoretyków filmu profesor Harro Segeberg z Uniwersytetu w Hamburgu, twórca teorii o medialnej mobilizacji (możliwości wpływania poprzez media – a w szczególności film – na świadomość szerokich grup społecznych) twierdzi, że sukces propagandy polega na tym, aby w filmie zawrzeć uczucia, znane każdemu odbiorcy i przez niego nie tylko rozumiane, ale – dzięki obrazowi – raz jeszcze przeżywane. Każdy z widzów przenosi historię opowiedzianą na ekranie do świata swoich własnych doświadczeń, a więc poniekąd film powstaje tak naprawdę dopiero w głowie widza. Właśnie na takiej koncepcji bazuje „Mrs. Miniver”. W filmie przedstawiono szeroki wachlarz uczuć – od rodzinnego szczęścia i sielanki małomiasteczkowego życia aż po okrucieństwo wojny i reakcji na przypadkową śmierć Carol. Każdy z widzów, zasiadających w roku 1942 w kinie, musiał zaniepokoić się o los swojej rodziny i poczuć empatię z cierpiącymi Brytyjczykami.

Film zawiera także kilka wątków czysto edukacyjnych: zaciemnienie w miasteczku nie jest przedstawione jako utrudnienie, lecz wręcz przeciwnie – podkreśla się konieczność takiego działania dla ochrony miasteczka przed nalotami. W scenie, w której Kay odkrywa poszukiwanego niemieckiego spadochroniarza, znajdujemy dokładną instrukcję, jak zachować się w przypadku spotkania z wrogiem. Treści bezpośrednio związane z wojną umiejętnie w filmie równoważą doznania wizualne. Kay jest bardzo atrakcyjną kobietą, a Clem to przystojny rozchwytywany architekt. Dzięki temu widz na dłużej zapamięta ciekawy film oraz przekazywane przez niego wartości.

Premiera „Mrs. Miniver” odbyła się 4 czerwca 1942 r. w Nowym Jorku. Film stał się najbardziej dochodową produkcją roku w USA – zarobił blisko 5 mln USD. Obraz został nominowany do Oscara w 12 kategoriach, a 4 marca 1943 r. otrzymał 6 statuetek, m.in. dla najlepszej aktorki, za najlepszą reżyserię i jako Film Roku. Podczas gali rozdania nagród reżyser William Wyler przyznał otwarcie w jednym z wywiadów, że celem „Mrs. Miniver” było pokazanie wojny oczami Anglików i przełamanie izolacji USA. On sam zgłosił się wkrótce jako ochotnik do armii.

W drugiej połowie lat 40. „Mrs. Miniver” pokazywano w prawie wszystkich krajach europejskich. Dopiero wtedy pojawiła się krytyka, odnosząca się przede wszystkim do niespójnej akcji i nieścisłości historycznych. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostaje on jednym z niewielu filmów, które wywarły w swoim czasie znaczący wpływ na zmianę panujących w społeczeństwie nastrojów. Co prawda nikt nie policzył, ilu młodych Amerykanów po obejrzeniu filmu zaciągnęło się do armii, jednak „Mrs. Miniver” odwołuje się do uczuć i doświadczeń, które z pewnością przyczyniły się do podniesienia stopnia determinacji nie tylko walczących żołnierzy, ale i całego narodu.

Film zrobił jednocześnie niemałe wrażenie na nazistach. Maniak kina Joseph Goebbels zaprosił na pokaz najsłynniejszych ówczesnych niemieckich reżyserów i producentów z Veitem Harlanem i Wolfgangiem Liebeneinerem na czele, żeby pokazać im film, który jest kwintesensją tego, jak można wpływać na masy. To w końcu Goebbels twierdził, że „zawsze kiedy propaganda przedstawiona jest jako tendencja, charakter, postawa w tle i zestawienie różnych osobowości, pozostaje w każdej mierze funkcjonalna”. Na fali fascynacji tą produkcją powstały filmy, które miały motywować, jeśli już nie do zwycięstwa, to przynajmniej do przetrwania narodu panów: „Kolberg” w reżyserii Veita Harlana i nieukończony film „Życie toczy się dalej” Liebeneinera. W tym przypadku filmy nie pomogły.