Trudno byłoby znaleźć pacjenta, który lubi odwiedzać placówki służby zdrowia. Jeśli jednak ktoś do niej trafi, trzeba się nim zająć. Przez wiele dziesięcioleci oznaczało to przede wszystkim szybkie i skuteczne leczenie. Szpitale mniejszą wagę przywiązywały do takich kwestii jak estetyka pomieszczeń czy samopoczucie pacjentów. Jednak w 2016 r. sama funkcjonalność już nie wystarczy. Chorzy są coraz bardziej świadomi swych praw. Trzeba też pamiętać o personelu medycznym. Od lat wiadomo, że lekarzom, pielęgniarkom czy technikom lepiej się pracuje w dobrze zaprojektowanych gabinetach i salach. Szpital, któremu zależy na utrzymaniu dobrych pracowników, powinien dbać także o ich komfort i bezpieczeństwo pracy.

Zróbmy to jeszcze bezpieczniej
Gdy pod koniec XIX wieku powstawały pierwsze maszyny do badań rentgenowskich, właściwie nikt nie myślał w takich kategoriach. Te dziwaczne ogromne urządzenia dały lekarzom niespotykane wcześniej możliwości zaglądania w głąb ciała pacjenta. Ratowanie życia i zdrowia postawiono na pierwszym miejscu. Oczywiście słusznie, ale dziś trudno nam sobie wyobrazić sytuację, w której jedno „zwykłe” zdjęcie RTG wymagało naświetlania przez półtorej godziny. A tak to właśnie wyglądało nieco ponad sto lat temu.

Nie chodziło przy tym wyłącznie o uciążliwość dla pacjenta. Jego ciało podczas prześwietlenia otrzymywało aż 1500 razy większą dawkę promieniowania niż dziś. Od tamtej pory lekarze zrozumieli, że takie badanie mogło bardziej zaszkodzić niż pomóc. Dlatego wyścig o obniżenie dawek promieniowania trwa nadal.

Z jednej strony mamy rozwiązania wbudowane w sprzęt diagnostyczny, takie jak Philips DoseRight. Dzięki niemu tomograf komputerowy może automatycznie dopasować dawkę dla pacjenta tak, aby była możliwie najmniejsza, a zarazem gwarantowała uzyskanie dobrego obrazu. Z kolei system DoseAware ułatwia pracę radiologom zabiegowym – zwiększa jej bezpieczeństwo, na bieżąco zbierając dane dotyczące dozymetrii.

Przy ochronie przed promieniowaniem ważne są działania kompleksowe, takie jak DoseWise. W jego skład wchodzi m.in. portal internetowy zbierający w jednym miejscu dane dotyczące dawek otrzymywanych przez pacjentów i personel. „Dzięki temu usługodawca, taki jak szpital, może monitorować sytuację i skuteczniej dbać o ochronę radiologiczną” – wyjaśnia Dominic Siewko, specjalista od technologii radiologicznych w amerykańskim oddziale Philips Healthcare.

Cyfrowe archiwa dają nowe możliwości
Diagnostyka obrazowa to dziedzina, w której nowe technologie dokonały prawdziwej rewolucji. I nie chodzi tu tylko o to, że badania są wykonywane szybciej i bezpieczniej. Zapisywanie wyników w formie cyfrowej sprawiło, że do lamusa odeszły archiwa zdjęć rentgenowskich czy tomograficznych zajmujące niezliczone szafy w szpitalnych pomieszczeniach.

Dziś obrazy są zapisywane na serwerach, do których lekarz może sięgnąć praktycznie w dowolnym momencie i z niemal dowolnego urządzenia. Niemal, bo np. zdjęcie rentgenowskie wyświetlane na ekranie tabletu nie będzie miało oczywiście takiej jakości, jaka jest niezbędna przy stawianiu diagnozy. Jednak w ten sposób można błyskawicznie rzucić okiem na wyniki badania, nie ruszając się od łóżka pacjenta. A on sam może dostać je na płycie DVD lub CD.

Systemy takie jak Philips IntelliSpace zbierają w jednej bazie wyniki różnych badań: od klasycznego rentgena przez USG po tomografię, rezonans magnetyczny i PET. Co ważne, oprogramowanie współpracuje ze sprzętem diagnostycznym różnych producentów. Wyniki są udostępniane specjalistom poprzez łatwy w obsłudze portal, wyposażony w narzędzia ułatwiające m.in. analizę danych. „Dziś nie jest już problemem zebranie dużej ilości informacji. Chodzi o to, aby w pełni wykorzystać ich potencjał. Cyfrowa radiologia jest tego świetnym przykładem” – mówi Jeroen Tas, szef działu Connected Care & Health Informatics w Philips.

Aby sprawdzić, czy zmiany nowotworowe reagują na leczenie zabiegowe takie jak ablacja („wypalanie”) czy chemoembolizacja (zatykanie naczyń odżywiających guz), trzeba porównać obrazy tomograficzne lub z rezonansu magnetycznego. Dotychczas była to domena radiologów, którzy w sporym stopniu musieli polegać na swej intuicji i „dobrym oku”. Technologia qEASL opracowana we współpracy ze specjalistami z amerykańskiej Yale School of Medicine ułatwia im pracę, automatycznie porównując skany 3D guza i pokazując postępy terapii.

 

Technologie mobilne także dla lekarzy
Z przetwarzaniem cyfrowych danych nierozerwalnie są dziś związane wszelkie urządzenia przenośne: od laptopów po opaski monitorujące stan organizmu. Większość takich rozwiązań jest przeznaczona dla szerokiego grona konsumentów, ale i lekarze znajdą coś dla siebie. Ostatecznie większość z nich też korzysta np. ze smartfonów, więc dlaczego by nie umożliwić im tego także w pracy?

Z takiego założenia wyszli projektanci Philips Lumify – niewielkiego, wręcz kieszonkowego ultrasonografu współpracującego z tabletami pod kontrolą systemu operacyjnego Android. Ma on być nie tyle konkurencją, co uzupełnieniem dla dużych stacjonarnych USG. „Chodzi o to, aby ultrasonografia była dostępna w jeszcze większej ilości miejsc i sytuacji niż dotychczas” – mówi Vitor Rocha, prezes Philips Ultrasound.

Urządzenie składa się z głowicy USG, którą podłączamy do tabletu przez standardowe złącze micro-USB. Instalujemy też na nim specjalną aplikację, dzięki której możemy obejrzeć obraz ultrasonograficzny na ekranie, zapisać go lub wysłać bezprzewodowo do działającego w chmurze systemu HealthSuite Digital Platform albo innemu lekarzowi do konsultacji. Niewielkie rozmiary urządzenia sprawiają, że może być stosowane zarówno w gabinetach lekarzy pierwszego kontaktu, jak i w karetkach pogotowia czy na izbie przyjęć. Jakość takiego USG pozwala na badanie m.in. naczyń krwionośnych, mięśni, tkanek miękkich, pęcherzyka żółciowego, płuc i narządów rodnych.

Innowacyjny jest też sam sposób korzystania z urządzenia. Lumify nie kupujemy na własność, lecz wypożyczamy, płacąc miesięczny abonament. Ceny zaczynają się od 199 dol. miesięcznie (urządzenie na razie jest dostępne tylko w USA). Dzięki temu na podręczne USG mogą sobie pozwolić nawet niewielkie gabinety, których nie stać na większą inwestycję w stacjonarny sprzęt.

Komfort pacjenta na pierwszym miejscu
Pomieszczenia szpitalne kojarzą się nam przede wszystkim z czystością. Jednak w drugiej dekadzie XXI wieku to już za mało. Szpital powinien być także miejscem, w którym człowiek – zwłaszcza ten cierpiący – czuje się możliwie dobrze. A przecież trudno o coś takiego w sterylnych salach.

Czasami pomagają drobiazgi – trochę zieleni, zabawki na oddziałach pediatrycznych, kolorowe ściany w poczekalniach dla małych pacjentów. Jednak najlepsze efekty daje podejście kompleksowe, takie jak Ambient Experience. Dzięki niemu można np. zaprojektować pracownię diagnostyki obrazowej tak, aby była przyjazna – zwłaszcza dla dzieci. Sale mają kolorowe miłe dla oka oświetlenie. Na ich ścianach wyświetlane są wybrane przez małych pacjentów obrazy i animacje, odwracające ich uwagę od stresującego badania. Mogą też słuchać kojących dźwięków albo muzyki. Badanie staje się dla dzieci formą zabawy, często nawet interaktywnej. W pracowni mogą znaleźć się np. tablety, za których pomocą personel wyjaśni, jak będzie przebiegać badanie. Wówczas leżenie w „rurze” aparatury nie będzie już takie straszne.

Dbałość o komfort pacjenta przekłada się też na konkretne oszczędności czasowe. „Jeśli musimy zastosować sedację, czyli silne leki przeciwlękowe u pacjenta pediatrycznego, cała procedura wydłuża się do co najmniej czterech godzin. Bez sedacji wystarcza nam 30 minut na wykonanie prześwietlenia” – wyjaśnia Chris Semler, pielęgniarz z amerykańskiego Advocate Lutheran General Hospital, gdzie stosowany jest system Ambient Experience. Poza tym w miłym dla oka otoczeniu całemu personelowi medycznemu też się lepiej pracuje – a o to także powinny dbać współczesne szpitale.


Więcej o nowych technologiach w medycynie piszemy w nowym numerze naszego magazynu "Focus Medycyna"!

Focus Medycyna nr 3/2016