U pozostałych żadnego. „Transparentność, koncepcja mówiąca, że zachowanie i wyraz twarzy ludzi – to, w jaki sposób prezentują się na zewnątrz – dają nam autentyczny, wiarygodny wgląd w ich wewnętrzne uczucia, to mit” – pisze Gladwell. „Uwierzyliśmy w niego, oglądając za dużo telewizji i czytając za dużo powieści, w których bohater zdziwiony, »zrobił wielkie oczy« albo »ze zdumienia opadła mu szczęka«”. Poza tym, jak zauważa prof. Alan J. Fridlund, psycholog z University of California w Santa Barbara, mimika często nie służy nam do ujawniania emocji, ale wywierania konkretnego wpływu na innych. „Przybieramy smutny wyraz twarzy, aby uzyskać od innych pocieszenie czy pomoc, a uśmiech może służyć zamaskowaniu tego, że jesteśmy zdenerwowani” – wylicza badacz w pracy „Facial Displays Are Tools for Social Influence” opublikowanej w „Trends in Cognitive Sciences”.

 

TY TO NIE JA

Zadanie wydawało się banalne. Studenci badani przez zespół prof. Emily Pronin, psycholog z Princeton University, mieli uzupełnić brakujące litery w słowach. Następnie wszystkich zapytano: co twoje wybory mówią o tobie? Np., jeśli uzupełniłeś TOU_ _ jako TOUCH („dotyk”), czy to sugeruje, że jesteś kimś innym, niż gdybyś wybrał TOUGH („twardy”). Badani zaprzeczali: „To tylko słowa”, „Czysty zbieg okoliczności”, „Uzupełnione wyrazy nie są miarą mojej osobowości”. Trudno się z nimi nie zgodzić. Tyle że gdy tym samym studentom zadano to samo pytanie, pokazując im testy obcych ludzi, bez problemu zaczęli ich oceniać. „Koncentruje się na rywalizacji i wygrywaniu. Może być sportowcem” – analizowali test, w którym padały takie wyrazy jak WINNER („zwycięzca”), SCORE („wynik”), GOAL („gol”). Wyrokowali, czy dana osoba jest próżna, strachliwa lub czy ma skłonność do ryzyka.

Badaczka nazwała to zjawisko „iluzją asymetrycznego wglądu”. „To przekonanie, że znamy innych lepiej niż oni nas – i że być może wiemy o nich coś, czego sami nie wiedzą (ale nie odwrotnie)” – wyjaśnia w artykule opublikowanym w 2001 r. w „Journal of Personality and Social Psychology”.

Jak tłumaczy dr Marek Drogosz, na przekonanie, że „wiemy o innych więcej niż oni o nas” składa się wiele mechanizmów. – Popełniamy podstawowy błąd atrybucji, tłumacząc zachowanie jakiejś osoby przede wszystkim jej charakterem, a nie doceniając wpływu okoliczności, w których się znalazła – mówi. Na to nakłada się inny błąd, także opisany przez prof. Pronin błąd ślepej plamki. Jego
nazwa pochodzi od miejsca na siatkówce oka, w którym brak jest fotoreceptorów. Mechanizm ten sprawia, że ludzie mają skłonność do uznawania siebie za obiektywnych i do zaprzeczania własnej
stronniczości, zarazem uważając innych za nieobiektywnych i stronniczych. Przykład? Lekarz otrzymujący prezent od firmy farmaceutycznej uważa, że nie wpłynie to na jego decyzje, które leki ma przepisywać. Jednak gdy zapytamy, jak postąpiliby jego koledzy, wydaje mu się, że wykazywaliby większą skłonność do ordynowania leków konkretnej firmy.

 

DŻENTELMEN CZY ZŁODZIEJ

– Odwrotnością tego mechanizmu jest tzw. złudzenie ponadprzeciętności. Gdy kogoś zapytamy, czy jego poziom inteligencji jest przeciętny czy powyżej średniej, większość z nas odpowie, że powyżej, choć to raczej niemożliwe – wyjaśnia dr Drogosz. Ponadprzeciętnie oceniamy także naszą zdolność do szybkiej całościowej oceny innych. Badacze z Uniwersytetu Stanforda – Nalini Ambady i Robert Rosenthal – poprosili studentów, by ocenili kompetencję, szczerość oraz pewność siebie wykładowców, oglądając 2-, 5- lub 10-sekundowe nagranie ich wykładu. Studentom wystarczyły dwusekundowe migawki, by ocenić wykładowcę, a ich oceny były zgodne z oceną po całym semestrze.

SAMOBÓJSTWO CHARAKTER CZY OKOLICZNOŚCI

PIEKARNIK SYLVII PLATH

Czy wybitna poetka odeszła przedwcześnie, bo w latach 60. samobójstwo było zbyt łatwe? 11 lutego 1963 r. Sylvia Plath zakończyła życie, wkładając głowę do piekarnika i odkręcając gaz.

Szybka ocena: „Plath była urodzoną samobójczynią”: miała obsesję na tym punkcie, już wcześniej próbowała odebrać sobie życie. Leczyła się psychiatrycznie. Została porzucona przez mężczyznę, którego wielbiła. Malcolm Gladwell zwraca jednak uwagę na szczegół, który wszystkim umyka. „Jak i kiedy zabiła się Plath?” W latach 60. brytyjski przemysł gazowy przeszedł transformację, gaz
miejski zastąpiono gazem ziemnym. Ten ostatni nie zawierał tlenku węgla, którym zatrucie było wtedy główną przyczyną samobójczych zgonów w Wielkiej Brytanii (po metodę tę sięgało 44 proc. samobójców).

„Czy kiedy zatrucie tlenkiem węgla stało się fizycznie niemożliwe, ludzie, którzy chcieli się zabić, przestawili się na inne metody?” – pyta Gladwell. Okazuje się, że liczba samobójstw brytyjskich kobiet w wieku 20–45 lat (w tej grupie mieściła się Plath) spadła wówczas o połowę. Czy w tej grupie znalazłaby się poetka? Tego nie wiemy, ale nim ocenimy postępowanie innych, weźmy pod uwagę kontekst, w którym działają