Wydawałoby się, że powinniśmy być w tym dobrzy. Ewolucja przez miliony lat powinna przecież faworyzować osoby umiejące wychwycić subtelne oznaki oszustwa” – spekuluje Gladwell. Wcale tak nie jest. Levin tłumaczy to mechanizmem, który nazywa teorią prawdy domyślnej. Jak wyjaśnia w książce „Duped: Truth–Default Theory and the Social Science of Lying and Deception” – „jesteśmy »ustawieni domyślnie« na uznawanie komunikatów za prawdę: automatycznie zakładamy, że ludzie, z którymi mamy do czynienia, są uczciwi, jeżeli nie dostaniemy wyraźnego sygnału, że jest inaczej”. Dzieje się tak z wielu względów. – Uczymy się od małego, że kłamstwo jest czymś złym, że może nas za to spotkać kara – utrata twarzy i zaufania, więc większość z nas naprawdę stara się raczej mówić prawdę. Założenie, że inni też tak postępują, jest niezbędne do sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie – argumentuje dr Drogosz.

Dlaczego jednak tak dużo czasu zajmuje nam wykrycie kłamstwa? – Działa tu tzw. błąd potwierdzenia; chętniej słuchamy informacji, które potwierdzają nasze wstępne założenia, niż tych, które im zaprzeczają. Jeśli uznaliśmy kogoś za godnego zaufania, nie lubimy dowiadywać się, że nas okłamał – wychodzimy wtedy na łatwowiernych. Aby uniknąć takiego dysonansu poznawczego, szukamy – często nieświadomie – informacji, które potwierdziłyby naszą wstępną ocenę. Nawet jeśli byłoby to kolejne kłamstwo, jesteśmy gotowi je „kupić”. Ba, możemy nawet bardziej lubić kogoś, kto nas okłamał, niż tego, kto to kłamstwo ujawnił… – tłumaczy dr Drogosz.

 

SKAZANI NA NIEZNAJOMYCH

Wydawałoby się, że po przeczytaniu tego tekstu wszyscy powinniśmy zaprzestać społecznych interakcji. Nie da się. Jak reasumuje Gladwell: „Nie mamy wyboru, musimy rozmawiać z nieznajomymi, zwłaszcza w naszym współczesnym, pozbawionym granic świecie. Policjanci muszą zatrzymywać ludzi, których nie znają. Młodzi ludzie chodzić na imprezy, by poznawać nieznajomych: na tym polega emocjonujący urok romantycznych odkryć”. Mamy pogodzić się z faktem, że jesteśmy tak naiwni i niekompetentni? – Tak. Błędy popełnione w komunikacji z innymi są ceną, którą płacimy za efektywne funkcjonowanie jako społeczeństwo. Zdawkowość oceny jest nam niezbędna, bo oszczędza czas i energię. Co byśmy zrobili, widząc że przyjacielowi, który zapewnia, że u niego wszystko OK, kącik ust drga, jakby miał się rozpłakać? Rozpoznali, że pani w sklepie za miłym uśmiechem ukrywa furię? Zbyt umiejętne interpretowanie emocji innych ludzi bardzo skomplikowałoby nam życie, a wietrzenie wszędzie podstępu wpędziło nas w paranoję – zauważa dr Drogosz. Tak naprawdę do szczęścia potrzeba nam nie sprawnej detekcji nieznajomych, ale jedynie przekonania, że jest ona sprawna.

Agnieszka Fiedorowicz – dziennikarka naukowa, laureatka Pióra Nadziei 2010
Amnesty International Polska dla dziennikarzy piszących o prawach człowieka.