Znamy dziś cztery podstawowe siły rządzące zachowaniem materii: grawitację, elektromagnetyzm oraz silne i słabe oddziaływanie jądrowe. Jednak naukowcy zastanawiają się, czy może istnieć jeszcze coś poza tym? Renomowane laboratoria w bardzo poważnych instytucjach prowadziły badania na ten temat. Wiadomo bowiem, że jeśli piąta siła istnieje, to jest bardzo słaba. Tak słaba, że nasza aparatura do tej pory nie potrafi jej wychwycić.

Nauka jednak wymaga dowodów i to „twardych” – doświadczeń, które można powtórzyć w innych laboratoriach, uzyskując te same wyniki. Jeśli uda nam się zaobserwować coś, czego nie można wytłumaczyć działaniem żadnej ze znanych nam czterech sił, może to wskazywać na istnienie nieznanego dotąd zjawiska fizycznego.

KTO TU GRA W KULKI?


Piątą siłę z reguły wiąże się ze zjawiskami paranormalnymi, takimi jak telepatia czy telekineza, dlatego badania w tej dziedzinie są dość specyficzne. Szef wydziału inżynierii na prestiżowym Princeton University wierzył, że ludzki umysł może bezpośrednio wpływać na zachowanie przedmiotów. Dlatego postanowił przeprowadzić eksperyment. Badacze upuszczali miliony stalowych kulek na tablicę Galtona – płytę pokrytą wieloma rzędami kołeczków. W ten sposób uzyskujemy tzw. rozkład normalny, czyli krzywą Gaussa, kształtem przypominającą dzwon. Jednak w czasie tego eksperymentu obecni byli ludzie, którzy koncentrowali swe myśli w celu zmiany kształtu tej krzywej.

I okazało się, że uczeni znaleźli niewielkie odstępstwo od praw statystyki. Krzywa nie była idealnym „dzwonem”. Jednak różnica była tak znikoma, że trudno ją uznać za znaczącą. W przypadku telepaty czy magika oczekujemy przecież jakichś bardziej spektakularnych rezultatów. Co więcej, ktoś zwrócił uwagę na to, że nietypowe wyniki pojawiały się najczęściej wtedy, gdy przebieg eksperymentu nadzorował jeden z naukowców. Gdy go nie było w laboratorium, wszystko wracało do normy. Pojawiły się więc zarzuty, że na Princeton doszło do manipulacji – nikt nie wpływał na kulki siłą umysłu, lecz jedynie na wyniki i to zapewne w zupełnie normalny sposób.

Takie badania budzą kontrowersje, ale w nauce to normalne. Zawsze musimy być gotowi na porzucenie dotychczasowego punktu widzenia. Jeśli wyniki jakiegoś eksperymentu nie będą zgodne z fizyką kwantową czy teorią względności, musimy potraktować to poważnie. Być może uczeni, nawet tak wielcy jak Einstein, popełnili gdzieś błąd. Tyle że wyniki takiego eksperymentu muszą być powtarzalne. Na razie nie musimy więc wyrzucać do kosza dotychczasowych teorii i nie mamy przekonujących dowodów na istnienie piątej siły.

TELEPATIA BEZ CZARÓW


Pytanie tylko, czy w ogóle jej potrzebujemy? Naukowcy mogą dokonywać niesamowitych rzeczy, korzystając z tej wiedzy, jaką zdobyliśmy do tej pory. Takie właśnie dokonania będę prezentować w swym nowym programie – „Fantastyka w laboratorium”. To, co jeszcze niedawno było uznawane za fantastykę naukową, dziś staje się rzeczywistością.

Weźmy taką telepatię. Wykorzystując teorię elektryczności i magnetyzmu możemy już odczytywać czyjeś myśli. Cztery lata temu na Brown University uczeni umieścili elektrodę w mózgu pacjenta, który przeszedł udar i został sparaliżowany. Podłączyli ją do laptopa i dziś ten człowiek może korzystać z e-maila, surfować po internecie. A przecież nadal jest sparaliżowany! To niesamowita rzecz – po raz pierwszy udało się połączyć mózg z komputerem. Być może w przyszłości zwykli ludzie też będą mogli przejść zabieg wszczepienia takich mikroskopijnych elektrod do mózgu, a wówczas surfowanie po sieci będzie wymagało tylko myślenia o tym.

Podobnie można wykorzystać magnetyczny rezonans jądrowy (MRI). Ta metoda jest już na tyle czuła, że skanując w ten sposób mózg można odczytać myśli na dość podstawowym poziomie. Rezonans nadaje się np. do wykrywania kłamstw. Gdy kłamiemy, nasz mózg ciężko pracuje: musi określić, co jest prawdą, wymyślić sposób na jej ukrycie, upewnić się, czy kłamstwo będzie spójne... To wymaga sporego zużycia energii, dlatego mózg kłamcy dosłownie „świeci” jak lampki na choince.

Powstaje już nawet słownik myślowy. Za każdym razem gdy myślimy o kocie czy psie, nasz mózg „rozświetla się” w specyficzny sposób. Udaje nam się coraz lepiej odczytywać te wzorce aktywacji komórek nerwowych. Słownik jest jeszcze prymitywny – zawiera 20, może 30 haseł – ale w końcu stanie się na tyle obszerny, że będzie można odczytywać czyjeś myśli na podstawie skanu mózgu. I nie trzeba będzie do tego piątej siły – wystarczą te cztery, które już znamy.