Klawiatura budzi w głowie od razu design ten najprostszy i najpraktyczniejszy z możliwych. Jest ciągiem klawiszy, na których są literki, a w prawym dolnym rogu mogą być strzałki, a po ich prawej stronie jeszcze klawiatura numeryczna. I tyle. Jednak dzisiejsze zainteresowanie nowościami w tym segmencie rynku, sprawia, że producenci mają o wiele więcej pomysłów na urozmaicenie przestrzeni na waszych biurkach.
Ta klawiatura pokazuje, co powstaje z połączenia metalu i sztuki przy użyciu narzędzi generatywnych
Pulsekey to zespół projektantów z Brooklynu, który przedostał się do świadomości publicznej poprzez nieoczywiste połączenie kilku składników, z których o dziwo powstała klawiatura. Mamy tutaj przykład mieszanki podejścia z jubilerską pasją i otwartym nastawieniem do technologicznych nowinek, z który powstał chromowany przedmiot będący jednocześnie narzędziem do pracy oraz małym dziełem sztuki.

Zespół pokazał, że przedmioty codziennego użytku wcale nie muszą być ukryte pod warstwami plastiku. Zamiast chować ich naturę, uczyniono z niej główny czynnik wyróżniający z tłumu. Do stworzenia tego – dosłownie – szkieletu wykorzystano druk z metalu, który z jubilerską wręcz troską został wypolerowany na błysk godzien biżuterii najwyższej próby. Klawiatura wyszła na pierwszy plan, zaś jej pozostałe elementy przemieniły się w misterną plątaninę metalu.
Czytaj też: Test klawiatury Glorious GMMK 3. Jeśli tylko zechcesz, to wydasz na nią grube tysiące
Ta zaś jest w zasadzie dziełem przypadku. Projektanci bowiem użyli technologii do podyktowania im kierunku. Określali, jaką mają wizję, a komputer tłumaczył ich życzenia w obiekt, który ostatecznie wygląda jak żaden inny i nie wstydzi się wychodzić na pierwszy plan każdego miejsca gotowego przyjąć jego obecność. W całej tej podróży nie zapomniano jednak o praktycznych aspektach każdego urządzenia, chociaż trzeba przyznać, że tutaj ostatecznie zawiódł trochę aspekt ergonomii, ale o tym za moment.

Pod kątem swojej funkcjonalności, klawiatura ma oferować łączność za pośrednictwem kabla, Bluetooth oraz przy pomocy wtyczki 2,4 GHz. Deklarowana przez twórców częstotliwość próbkowania wynosi 8000 Hz i oczywiście nie mogło zabraknąć podświetlenia RGB. Co więcej, przyjemność z używania nie musi się kończyć, kiedy się znudzi podstawową konfiguracją. Klawiatura pozwala na wymianę przełączników dzięki płytce PCB hot-swap. Ma być kompatybilna z Windowsem i MacOS, a każdy z klawiszy można przeprogramować dzięki dedykowanemu systemowi, ale nie zdefiniowano czy jest on przeglądarkowy, czy lokalny.
Czytaj też: Od teorii do praktyki. Co się stanie gdy posadzisz małpę przed klawiaturą?
Niestety oddanie lejców w ręce generatywnych narzędzi sprawiło, że człowiek nie wcisnął hamulca kiedy maszyna zaprojektowała nieergonomiczne urządzenie z brakiem możliwości regulacji kąta i wysokości klawiszy. Z założenia jest ona już dość wysoko podniesiona, co sprawia, że potencjalny użytkownik bezwzględnie będzie musiał zakupić akcesorium do klawiatur dedykowane nadgarstkom.
Żeby się cieszyć tą klawiaturą, trzeba ją w ogóle zdobyć
Jak na dzieło sztuki przystało, jest to narzędzie bardzo ograniczone w swojej dostępności. Gdyby tylko obecność i nagrody na konkursach designu mogły od razu zagwarantować sukces finansowy. Projekt zaskarbił sobie sympatię jury, ale nie potencjalnych klientów, którzy dość brutalnie zignorowali kampanię crowdfundingową na portalu Kickstarter.

Ta co prawda zakończyła się sukcesem, czyli osiągnęła minimalną kwotę 10 tysięcy dolarów. Problem w tym, że wszystko wskazuje jakoby zakupiono jedynie 3 sztuki z mocno ograniczonej ilości planowanych 500 klawiatur. To na pewno przysporzyło twórcom problemów, których nie przewidzieli, gdyż pomimo wyrażania gotowości natychmiastowej produkcji, i wysyłki w grudniu 2025, a później w styczniu 2026, to do dzisiaj zlecenia nie zostały zrealizowane. Wspierający wciąż nie ujrzeli swoich klawiatur za 409 dolarów, czyli około 1600 złotych, auć. Ale!

Jeżeli komuś bardzo narobiła ta historia smaka, to z całego serca polecam używaną przeze mnie każdego dnia klawiaturę z przyciskami magnetycznymi GravaStar Mercury V75. Ma ona podobny, szalony styl, ale stonowany oraz przede wszystkim ergonomiczny. Na dodatek istnieje i kosztuje mniej niż 1/3 tego, czym obiecał być Pulse One od Pulsekey.
Źródło: yankodesign
