Wolfgang Lotz to jedna z największych gwiazd izraelskiego wywiadu. Żył i pracował tak jak James Bond, tyle że chyba trochę zagubił się między prawdą a legendą. Nie on pierwszy.




Kiedy pada hasło Mossad, wielu z nas ma jednoznaczne skojarzenie: maj, 1960 rok, operacja pojmania w Argentynie Adolfa Eichmanna, nazistowskiego zbrodniarza, twórcy koncepcji „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Dla innych najbardziej pamiętna jest rozprawa Mossadu z członkami organizacji „Czarny Wrzesień”, odpowiedzialnej za porwanie i śmierć izraelskich sportowców podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 roku. Ówczesna premier Izraela, Golda Meir nakazała stworzenie szwadronów śmierci, które będą eliminowały palestyńskich terrorystów (kompromitacją izraelskiego wywiadu było zastrzelenie w norweskim Lillehammer marokańskiego kelnera, Ahmeda Bouchiki, którego odwetowcy niesłusznie wzięli za terrorystę). Część kojarzy Mossad z operacją uwolnienia zakładników na lotnisku Entebbe w Ugandzie w czerwcu 1976 roku – wywiad współpracował z wojskowymi (a właściwie przygotował całą akcję), którzy skutecznie przeprowadzili działania taktyczne.


Mossad oraz wywiad wojskowy, czyli Aman, to także fi lm, literatura oraz... obrazy jednego z najsłynniejszych szpiegów tej formacji, Victora Ostrovsky’ego. Ten dość zasłużony dla „fi rmy” szpieg, zraziwszy się do metod Instytutu, postanowił w 1986 roku opuścić jego szeregi i poświęcić się literaturze oraz malarstwu. Cóż, metody jak metody. To dzięki nim służba, bardziej lub mniej zasłużenie, wywołuje emocje, a w kręgach nieprzyjaznych Izraelowi – strach. Dlaczego?


Bo potrafi celnie uderzyć z bardzo daleka, w chwili gdy wróg się nie spodziewa ciosu. I nie wybacza.


Aby w pełni docenić kunszt Mossadu i Amanu, należy sięgnąć głębiej do jego historii i poszukać agentów, którzy sprawdzili się w zupełnie innych, niż wcześniej wymienione, operacjach. Weźmy na przykład Wolfganga Lotza, którego działalność nieodparcie przypomina dokonania największej gwiazdy wojskowego wywiadu II RP, rotmistrza Jerzego Sosnowskiego, szefa placówki In-3 w Berlinie. O Lotzu mówiło się: szampański szpieg. To samo można powiedzieć o Sosnowskim.


Dlaczego szampański?


Wypatrując wroga na Times Square


Obraz przedstawia prawdopodobnie Nowy Jork, być może rozświetlony reklamami Times Square, gdzie zbiegają się dwie wielkie, ruchliwe arterie Manhattanu – Broadway i Fashion Avenue (część Siódmej Alei). Spod świateł za chwilę ruszy kawalkada yellow cabów, czyli taksówek. Na mokrym od deszczu chodniku stoi tłum mężczyzn w kapeluszach z kolorowymi kokardami, być może czekają na zielone światło. Jeden z nich czyta gazetę. Czyta? A może jedynie udaje lekturę, podczas gdy tak naprawdę kątem oka lustruje tłum, wyczekując na dogodną okazję. Do czego? A może spodziewa się jakiegoś zagrożenia? Tego nie wiemy – wiemy jedynie, jaki tytuł nosi obraz Victora Ostrovsky’ego. To Agent prowokator i nie ma wątpliwości, że chodzi o niewysokiego mężczyznę z gazetą. Agenci – co wiemy z filmów – często czytają gazetę...


Powiedzmy, że nazywa się Wolgang Lotz i reprezentuje jakąś zachodnioniemiecką fi rmę, stanowiąswiat cą przykrywkę dla odradzających się nazistów. Ale Lotz tylko udaje byłego faszystowskiego ofi cera – jest agentem izraelskiego wywiadu, i właśnie rozpoczął polowanie na neohitlerowców...


No, ale Lotz nigdy nie działał w Nowym Jorku? Co z tego? Przecież obraz Ostrovsky’ego to jedynie alegoria i wcale nie mamy pewności, czy ma jakikolwiek związek z izraelskim wywiadem. Poza tym skąd ta pewność, że Lotz nie zawędrował do Wielkiego Jabłka, jak nowojorczycy określają swoje miasto? Agenci Mossadu często zmieniają miejsce pobytu, między innymi wtedy, gdy tworzy się ich wywiadowcza legenda i muszą skutecznie mylić tropy.


Zatem – kim był Wolfgang Lotz i jak to się stało, że Niemiec posłużył Mossadowi jako „wykrywacz” złych Niemców?


Prawdziwe życie z nieprawdziwą żoną


Urodził się w 1921 roku w Republice Weimarskiej, jego ojciec był dyrektorem teatru, matka zaś – Żydówka – gwiazdą tej sceny. Rodzicie rozeszli się 10 lat po narodzeniu Wolfganga, a po dojściu Hitlera do władzy chłopiec wraz z matką wyjechał do Palestyny. Tam też, po jakimś czasie, zmienił nazwisko na Ze’ev Gur-Aryeh (Ze’ev po hebrajsku znaczy wilk). Gdy dorósł, wstąpił w szeregi Hagany – żydowskiej organizacji paramilitarnej, będącej forpocztą sił zbrojnych Izraela.


Formacja ta, u swych początków (powstała w 1920 roku) stanowiąca chaotyczny zlepek niezbyt dobrze wyszkolonych i kiepsko uzbrojonych wolontariuszy, pod koniec lat 30. wzbudzała grozę ludności arabskiej. Jednak Lotz niedługo służył w Haganie. Jako człowiek wykształcony i posługujący się kilkoma językami obcymi dostał propozycję wstąpienia do armii brytyjskiej. Już jako pracownik wywiadu wojskowego brał udział w przesłuchaniach niemieckich ofi cerów, którzy trafi li do brytyjskiej niewoli. W 1948 roku – czyli tuż po powstaniu państwa Izrael – Ze’ev Gur-Aryeh wrócił do dawnych towarzyszy broni i włożył mundur izraelskiej armii. W czasie tzw. Kampanii Sueskiej przeciwko Egiptowi, czyli jesienią 1956 roku, kierował wojskami rakietowymi.


Po zakończeniu tego konfl iktu został przeniesiony do Amanu, czyli Dyrekcji Wywiadu Wojskowego, a także nawiązał współpracę z Mossadem. Tam uznano, że 35-letni ofi cer najlepiej przysłuży się ojczyźnie jako szpieg działający poza granicami kraju. Najlepiej we wrogim Egipcie.


Zaczęła się mozolna budowa legendy Lotza (pozostańmy przy pierwotnym nazwisku naszego bohatera) – do 1960 roku jeździł on po Europie, głównie po Niemczech, gdzie dawał się poznać jako rzutki biznesmen, hodowca koni, o nieskrywanych sympatiach do III Rzeszy. Ba – według wersji, napisanej przez wywiad, miał walczyć w szeregach Wehrmachtu w Północnej Afryce, czyli pod rozkazami generała Erwina Rommla, zwanego „pustynnym lisem”.


Atutem Lotza były włosy w kolorze blond i błękitne oczy (w ogóle nie przypominał Żyda) oraz... wyjątkowa słabość do kieliszka – ot, brat łata, zjednujący sobie wielu przyjaciół, chętnych do słuchania barwnych opowieści niemieckiego koniarza. W tym czasie w Paryżu czekała na niego żona Ryfka oraz ich syn Oded, którzy jednak nie mogli podróżować wraz z Wolfangiem. Pytanie – czy małżonka zdała sobie sprawę, że Mossad zalecił swemu szpiegowi posiadanie fi kcyjnej żony, która budowałaby wiarygodność biznesmena? A czy zdawała sobie sprawę, że Lotz nie ocenia ich związku jako przesadnie szczęśliwy?


Tak czy inaczej, już w Egipcie, do którego w końcu się udał na misję, poznał niejaką Waltraud Marthę Neumann, Niemkę. Stała się jego urzędową kairską żoną (a była superatrakcyjna!), towarzyszącą mu w licznych spotkaniach. Po latach pojawiły się nawet teorie, jakoby Waltraud odgrywała jeszcze jedną rolę – agentki BND (Bundesnachrichtendienst, czyli wywiadu RFN), współdziałającej w operacjach Mossadu. Taka rodzinna operacja międzynarodowa...


Na tropie pocisków ziemia–powietrze


Lotz spotykał się z wojskową elitą Egiptu, do jego rozmówców należeli m.in: generał Foaud Osman oraz pułkownik Mosze Said, osoby ze świecznika tamtejszego wywiadu.


Prezentował się jako sybaryta, którego życie toczy się pomiędzy parkurem a salą bankietową, między wyścigiem (miłość do koni podobna jak w wypadku Sosnowskiego) a popijawą z dużą ilością szampana. Dlatego w historii wywiadu zajmie miejsce jako „szampański szpieg”. Ale jego ucho pracowało nienagannie.


Jakie było podstawowe zadanie szpiega? Dowiedzieć się, jaka jest rzeczywista pomoc Związku Radzieckiego dla Kairu i czy stanowi ona realne zagrożenie dla państwowego bytu. Pamiętajmy – lata 60. to okres wielkiej przyjaźni (jej symbolem jest choćby Tama Assuańska) pomiędzy ZSRR i całym Blokiem Wschodnim a Egiptem, rządzonym przez prezydenta Gamala Abd-el Nasera. Izrael obawiał się, że owocem tego aliansu będzie militaryzacja Egiptu i wzrost jego znaczenia w regionie. Szczególnie niepokojono się instalacjami pocisków ziemia- powietrze, które były „specjalnością” radzieckich fabryk broni.


Dlatego Lotz krążył po kairskich salonach i zdobywał informacje na ten temat. Robił to na tyle dobrze, że w Mossadzie określono go mianem „izraelskiego oka w Egipcie” (inny izraelski szpieg, stracony w Syrii w 1965 roku, Eli Cohen był znany jako „nasz człowiek w Damaszku). Jednocześnie infi ltrował środowiska niemieckich eks-nazistów, badając, czy rzeczywiście zaczynają odgrywać coraz większą rolę w Egipcie, choćby jako współtwórcy programu zbrojeń rakietowych Kairu. Szczególnie aktywni naukowcy zaczęli dostawać anonimy takiej treści: „Pańskie nazwisko pojawiło się na czarnej liście Niemców, pracujących na rzecz egipskiego przemysłu militarnego. Jeśli zależy Panu na zdrowiu i życiu Pańskiej rodziny, sugerujemy, aby zaprzestał Pan współpracy z Egiptem”. Przeważnie działało...


W końcu do pracowników egipskiego wywiadu zaczęły docierać informacje o szczególnie intensywnej aktywności... agentów zachodnioniemieckich w Egipcie. Zaczęły się aresztowania, które dotknęły także Wolfganga i Waltraud. Przyciśnięty przez egipskich ofi cerów, Lotz zaczął sypać. Rzecz w tym, że sypał... legendę. Przyznał się do tego, że jest niemieckim szpiegiem, a nawet ujawnił śledczym miejsce, gdzie przechowuje swoje szpiegowskie zabawki. Materiały wybuchowe, mikrofi lmy oraz równowartość 75 tysięcy dolarów w różnych walutach znajdowały się pod stertą mydeł w łazience. Wyrok był surowy – Wolfganga skazano na dożywocie w obozie pracy, przestępstwa Waltraud zaś wyceniono na trzy lata.


W 1968 roku, tuż po Wojnie Sześciodniowej, oboje zostali wymienieni za egipskich jeńców wojennych. Wrócili do Izraela, gdzie na Lotza czekało kolejne spotkanie z sądem – tym razem w sprawie rozwodu z Ryfką. Po tylu wspólnych przeżyciach, jakie dzielił z Waltraud, tylko ona mogła zostać towarzyszką reszty życia izraelskiego superszpiega.


Zmarł w 1993 roku w Niemczech, pozostawiając po sobie wielką legendę i wspomnienia zatytułowane Szampański szpieg. Jego syn Oded, występujący w dokumentalnym fi lmie poświęconym słynnemu ojcu, wyznał: „Nie odróżniał prawdziwego życia od świata szampana i kawioru”.


To głos syna, którego ojciec chyba jednak odrobinę zawiódł...


* * *


Wojny Izraela z Egiptem, czy szerzej – ze światem arabskim (którego częścią są przecież Palestyńczycy) toczyły się nie tylko na polu bitewnym. Miały swe odsłony także w postaci ataków terrorystycznych – jednym z najsłynniejszych skrytobójców Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny był „Carlos-Szakal”, czyli Ilicz Ramirez Sánchez, celebryta światowego terroryzmu, sądzony po raz kolejny (listopad 2011) za swą wywrotową działalność. Pytanie – jako kto występował w tym konfl ikcie, przeprowadzając zamachy na samoloty izraelskich linii lotniczych El Al czy strzelając do żydowskiego biznesmena Edwarda Stieffa? Czy robił to z pobudek czysto ideologicznych (on sam chyba najbardziej lubi tę wersję) czy może po prostu z chęci dużego zysku? Tak czy inaczej, możemy go chyba nazwać najemnikiem LFWP, jakkolwiek pojęcie „najemnik” kojarzy się nam nieco inaczej. Być może zresztą niesłusznie. Teraz zatem kilka słów tych o psach wojny, których nie da się określić innym słowem. „Szakala” zostawmy w spokoju – on i tak jest na językach tysięcy ludzi.


Już w sprzedaży!