Tak było z grypą Hiszpanką w latach 1918-1920, także z epidemią H1N1 w latach 2009-2010. Pomysł na to, co możemy zrobić, by tego uniknąć daje prof. Adam Kleczkowski, wykładający matematykę i statystykę na University of Strathclyde, uczelni w Glasgow. Swoimi doświadczeniami podzielił się na serwisie The Conversation.Jego badania wspierają m.in. brytyjski fundusz BBSRC, tamtejsza Akademia Nauk Medycznych (AMS) oraz rząd Szkocji.

Żeby wirus mógł się rozprzestrzeniać, musi mieć wystarczająco dużo nosicieli i możliwość skutecznej transmisji.  Dość wygodnym, choć nie idealnym sposobem określania tego zjawiska jest liczba R, czyli współczynnik reprodukcji wirusa. Jeżeli wartość R jest wyższa od 1, epidemia się rozwija (jedna osoba zaraża średnio tyle kolejnych osób, na ile wskazuje współczynnik R); jeśli R spada poniżej 1, epidemia hamuje. Jeżeli wartość R jest odpowiednio niska przez długi czas, epidemia gaśnie.

Przed narodową izolacją R w wielu krajach wynosił od 2 do 4. Dziś wiele krajów Europy, Azji i Nowa Zelandia zdusiły ten współczynnik poniżej 1. W Szwecji, Polsce, Rosji, USA czy Brazylii nadal jest ponad 1. – Choć związek między zachowaniem danej populacji a wartością R jest skomplikowany, postaram się zilustrować, jak wyglądać może druga fala infekcji – przekonuje Kleczkowski.

 

Diagram 1: Pojedyncza fala

Wirus będzie się roznosił tak długo, jak długo w danej populacji znajdzie podatnych nosicieli. Pojawiają się już dowody wskazujące, że w pierwsza fala infekcji objęła jedynie kilka do kilkunastu procent obywateli większości państw dotkniętych pandemią. Znacznie poniżej minimalnej granicy (60-70 proc.) dającej tzw. stadną odporność.

Jak zauważa prof. Adam Kleczkowski, nadal istnieją miejsca, gdzie wirus przetrwał i nadal szybko się rozprzestrzenia. Szczególnie dotyczy to domów opieki społecznej. Dodatkowo, im więcej obostrzeń znika i ludzie zwiększają częstotliwość kontaktów, tym większe ryzyko wzrostu współczynnika R. Jak pokazuje poniższy diagram, utrzymanie R mniejszego/równego 1 jest kluczowe.

Diagram 2: R=1, czyli do tego należy zmierzać

Nie trzeba bardzo dużego wzrostu wartości współczynnika R, żeby pandemia wróciła z pełną mocą. Według wykresów przygotowanych przez Kleczkowskiego, już zmiana R do poziomu 1.2 może doprowadzić do pojawienia się drugiej fali infekcji. – To pokazuje, jak ważne jest utrzymanie odpowiednich środków kontroli – zauważa naukowiec.

Diagram 3: R=1.2, czyli tego trzeba unikać

Żeby poradzić sobie z drugą falą infekcji konieczne byłoby przywrócenie wszystkich ograniczeń znanych nam z marca, kwietnia i maja. Znów trzeba byłoby siedzieć w domach a gospodarka i ludzie  popadaliby w ruinę. – O ile społeczeństwo wykazywało dotąd zrozumienie i karnie godziło się na narzucone ograniczenia, zmęczenie dotychczasowym stanem życia w zamknięciu przed światem może utrudnić powtórne wprowadzenie obostrzeń – ostrzega prof. Kleczkowski.