Zacznijmy od uściślenia: będziemy rozmawiać raczej o dobrych serach i w rozsądnej ilości. Nie, podwójny ser z dodatkowym serem na tłustej pizzy, która jeszcze przeleżała od wczorajszej imprezy w pudełku, jakkolwiek z pewnością kuszący, nie jest czymś co znajdzie się w naszych dietetycznych rekomendacjach.

W 2018 naukowcy z Harvardu sprawdzili związki nabiału z chorobami serca i określili jego poziom na „zerowy lub słaby odwrotny”. Czyli nie ma się czego bać, jednak na końcu badania jest wzmianka o tym, że potrzeba dalszych analiz by w pełni zbadać taki związek. Inna analiza, opublikowana w prestiżowym naukowym czasopiśmie Lancet, mówi o tym, że spożywanie sera może być związane z obniżeniem ryzyka zgonu.

Dietetyczka Jennifer Glockner zwraca uwagę, że w niektórych przypadkach takie produkty mogą korzystnie wpłynąć na zdrowie i nawet wzmocnić serce. Wśród mikroelementów, które ser może nam zaoferować jest wapń, cynk, witaminy A oraz B12. Dość solidna kolekcja za jednym zamachem. Jednak przykro nam, nie może to być argument by natychmiast zamówić sobie ze 2-3 deski serów i rozkoszować się nimi przy posiedzeniu z serialem. Ser w diecie ma sens, ale z rozwagą.

Nie jest łatwo wyważyć ile jakiego sera i kiedy jeść, szczególnie w obliczu tylu gatunków i smaków. Dlatego komponując dietę można posłuchać ekspertów.

1. Świeże sery

Getty Images

Najlepszym wyjściem zawsze będzie świeży ser. W tej grupie znajdziecie gatunki: kozi, feta, ricotta czy twarożek.

- Te sery są produkowane w wyniku koagulacji mleka i śmietany za pomocą procesów zakwaszania lub obróbki termicznej i zakwaszania chemicznego – tłumaczy dietetyczka Nicole Magryta – Mają najniższą zawartość tłuszczu i cholesterolu.

Porcja twarożku lub ricotty to dobry sposób na uzupełnienie białka w zdrowych proporcjach, a dodatkowo uniknięcie zbędnych kalorii. Pół kubka pierwszego produktu to około 110 kalorii, drugi 180, za to dostarcza nam wiele potrzebnego kościom wapnia.