Scott Adams, twórca postaci Dilberta, już ponad dekadę temu przewidywał, że wysiłki nad znanymi alternatywnymi źródłami energii (słońce, woda) staną się niepotrzebne. Jego zdaniem naukowcy w przyszłości skoncentrują uwagę na wykorzystaniu niewyczerpanego źródła, jakim jest ludzka głupota i chroniczna naiwność. Podawał przykład: masy ludzi odwiedzające centra handlowe, w nagrodę za darmowy kupon loteryjny mogą obracać kieratami połączonymi z generatorami prądu.

Ale Adams służy też radami na dziś. Zwraca uwagę, że świat jest pełen darmowej energii, trzeba tylko wiedzieć, jak ją wykorzystać. A zatem: do każdego domu, w którym jest telefon, firma telekomunikacyjna przesyła prąd, aby aparat mógł dzwonić. Wystarczy zatem podłączyć kabel do akumulatora i za pomocą sprytnego wybiegu (np. rozlepiając w mieście nadzwyczaj atrakcyjne ogłoszenia) spowodować, by dzwoniło do nas jak najwięcej osób. Problem ogrzewania mieszkania można załatwić, paląc w piecu darmowymi ulotkami reklamowymi, wylewającymi się ze skrzynki na listy.

Nie wiem, czy Scott Adams zadał sobie trud policzenia, ile ton ulotek musiałby spalić właściciel średniej willi, by ją ogrzać, ale poszukiwanie wszelkich, nawet pozornie absurdalnych, źródeł energii w dobie kryzysu wydaje się jak najbardziej na miejscu.

JAK PŁACIĆ MNIEJ ZA WODĘ


Jak chce pewna anegdota o Thomasie Alva Edisonie, na podwórze domu słynnego wynalazcy wchodziło się przez obrotową furtkę, która bardzo ciężko się obracała. Gdy ktoś w końcu zwrócił uwagę, że to nienormalne, by akurat u kogoś takiego jakikolwiek mechanizm działał opornie, okazało się, że oś furtki połączona jest z pompą, napełniającą za każdym obrotem zbiornik w domu. Wystarczyło zorganizować imprezę na parędziesiąt osób, by Edison nie musiał kłopotać się zaopatrzeniem domu w wodę.

Nie każdy ma tyle inwencji, co Edison, ale nawet w blokowej kawalerce da się oszczędzać wodę. Instrukcję znajdziemy choćby w filmie „Dzień świra”. Adaś Miauczyński, w trosce o rachunki i środowisko naturalne, korzysta z miski z wodą: „stopy myję w tej wodzie po twarzy i tyłku. Taniej i ekologiczniej”. Jest to w pewnym sensie powrót do czasów średniowiecznych, gdy w balii kąpali się najpierw pan i pani, potem dzieci, służba, a na końcu ta sama woda służyła jeszcze do mycia podłogi.

JAK PŁACIĆ MNIEJ ZA PRĄD


Przy okazji dyskusji nad wprowadzeniem jednej ładowarki, pasującej do wszystkich modeli telefonów komórkowych, pojawiła się kwestia związana z powszechnym przyzwyczajeniem zostawiania w gniazdku urządzenia po zakończeniu ładowania baterii w aparacie. Przytaczane szacunki mówią, że takie podłączone na stałe ładowarki zużywają aż dwie trzecie energii konsumowanej przez urządzenia mobilne.

Ładowarki ładowarkami, ale w każdym domu jest przynajmniej kilka urządzeń, które są stale podłączone do gniazdka: magnetowid, sprzęt audio uruchamiany pilotem, kuchenny zegar z wyświetlaczem, telefon bezprzewodowy i oczywiście lodówka.

Co z tym zrobić? Późną jesienią, zimą i wczesną wiosną, zamiast z lodówki, korzystać z parapetu za oknem. Zlikwidować zbędne zegary. Telefon bezprzewodowy zamienić na stary, z kablem, za to bez zasilacza. Wtedy na noc albo przed wyjściem z domu można będzie wyłączać korki, mając pewność, że przez najbliższe godziny licznik elektryczny nawet nie drgnie.

Najprostszym sposobem na niższe rachunki są energooszczędne żarówki, ale one wymagają sporych początkowych wydatków. A kogóż w kryzysie na to stać? Próbujmy radzić sobie inaczej, wykorzystując inne źródła światła. Problemem części mieszkańców dużych miast są wielkie płachty reklamowe zawieszane na domach, odcinające mieszkańców od dostępu do widoku na zewnątrz. Ta reklamowa moda jest ostro krytykowana, ale płachty mają jedną wielką zaletę: są w nocy rzęsiście oświetlane. Sami mieszkańcy przyznają, że w domu nie trzeba w ogóle zapalać światła – znów z korzyścią dla rachunków.

Zupełnie niepotrzebnie wydajemy mnóstwo pieniędzy na baterie. Tymczasem kanały w telewizorze można przecież przełączać guzikiem, zdjęcia robić starym aparatem z ręcznym przesuwem filmu (a najlepiej zrezygnować z fotografowania, bo film trzeba niestety kupić), a budzik – korzystając z mody na oldskul – zamienić na nakręcany. A jeśli już musimy korzystać z baterii, warto przypomnieć sobie czasy PRL, gdy baterie ładowało się, kładąc je na noc na kaloryferze.

JAK OSZCZĘDZAĆ NA JEDZENIU


Jak ograniczać wydatki na jedzenie, pokazał nam dyrektor Bliniak w jednym z odcinków „Czterdziestolatka”. Należy jak najmniej się ruszać: człowiek, który się nie rusza, nic nie spala, więc nie musi jeść. A jeżeli chce już coś jeść, to w miarę możliwości za darmo – i w tym możemy dyrektora Bliniaka poprzeć. Gdzie znajdziemy darmowe jedzenie? Przede wszystkim w dużych supermarketach. Praktycznie nie ma dnia, by nie organizowano tam kilku degustacji. Nie są to wielkie porcje, ale drugie śniadanie albo podwieczorek mamy z głowy. Co z większymi posiłkami? Trzeba wiedzieć, gdzie je znaleźć. Należy założyć sobie konto na najważniejszych portalach społecznościowych (jak np. facebook) i zaprzyjaźnić się (nie ma z tym kłopotu) z kontami fikcyjnymi przypisanymi do tytułów gazet, klubów i galerii. Będziemy w ten sposób otrzymywać regularnie zawiadomienia o wystawach, wernisażach i imprezach z różnych okazji. Rzadko kiedy w takich miejscach sprawdzane są zaproszenia. Jedzenia z reguły jest sporo, a co najważniejsze, niemal zawsze za darmo jest alkohol.