Problemy dzisiejszych par koncentrują się – zdaniem Jean-Claude’a Kaufmanna, słynnego paryskiego socjologa – przede wszystkim na... praniu. Dawniej mężczyzna, który nigdy sam sobie nie prał, przechodził z brudnymi ubraniami spod opieki matki pod opiekę żony. W kulturze śródziemnomorskiej (we Włoszech, w Grecji, na południu Francji), gdzie synowie na ogół bardzo długo podtrzymują silną więź z matkami i coraz później się żenią (o ile żenią się w ogóle), matki nadal im piorą i sprzątają, mając swoje klucze do ich prywatnych mieszkań, w których zazwyczaj nawet nie ma pralek. Często synowie zawożą brudne rzeczy do prania do mieszkań matek, co coraz częściej można zaobserwować także i w Polsce. Dopóki zatem w domu zamieszkiwanym przez parę nie pojawia się pralka, nie ma mowy o prawdziwym związku. Zakup pralki jest najlepszym wskaźnikiem integracji domowej, ponieważ sprzęt AGD kupuje się dzisiaj do nowych domostw powoli, zwłaszcza kiedy pary nie są po ślubie.

OD MATRIARCHATU DO MATRIARCHATU


Historia relacji między kobietami a mężczyznami w naszej kulturze układa się falowo. Zanim pojawiły się pierwsze społeczeństwa rolnicze i pasterskie, europejscy koczownicy funkcjonowali w matriarchacie, czyli systemie, w którym duża część władzy politycznej spoczywała w rękach kobiet. Dowodzą tego między innymi odkrywane przez archeologów żeńskie bóstwa. W społeczeństwach matriarchalnych nie było surowych bogów-ojców, kreowanych na wzór i podobieństwo męskich władców. Społeczności łowców-zbieraczy jadały też głównie to, co przyniosły do domów kobiety, stąd ich rola ekonomiczna mogła być bardzo duża. Po fali matriarchatu nadeszła fala patriarchatu, kiedy okazało się, że uprawa roli to zajęcie wymagające siły fizycznej, któremu podołać mogli jedynie mężczyźni. W ten sposób skumulowali oni w swoich rękach władzę, a kobiety zaczęły pełnić drugorzędną rolę ekonomiczną i co za tym idzie – społeczną.

Dzisiaj, po stu latach emancypacji kobiet, wydaje się, że zmierzamy od patriarchatu do matriarchatu. Kobiety poszły do pracy, same potrafią utrzymać nie tylko siebie, ale i swoje dzieci. Wielu kobietom mężczyzna zaczyna być zbędny albo potrzebny jedynie do reprodukcji. Coraz prężniej też kobiety zdobywają ostatni bastion męskości – politykę ucieleśnioną w parlamentach i rządach.

Droga od patriarchatu – mocno trzymającego się choćby u nas, w społeczeństwie, które hołduje wartościom tradycyjnym dla ludów rolniczych – do współczesnego matriarchatu była jednak trudna i wyboista. Kobietom w emancypacji pomogła ich własna wytrwałość w dążeniu do równouprawnienia, ale także dwie wojny światowe i zdobycze techniki, takie jak maszyna do pisania, pigułka antykoncepcyjna i... pralka.

PREHISTORIA EMANCYPACJI