Z pozoru przypominają kolejne sportowe słuchawki bezprzewodowe. Do naszej redakcji trafił elegancki model w szaro-czarnej kolorystyce. Pierwsza niespodzianka jednak pojawiła się już przy próbie przymierzenia, no bo zaraz, dlaczego to słuchawki, skoro... nie sięgają uszu? Nie muszą, ich budowa wykorzystuje kości naszej czaszki jako rezonatory. Dzięki wprawieniu ich w odpowiednie drganie dźwięk słyszymy wewnątrz naszej głowy. Czy to bezpieczne? Tak, choć każda interakcja z układem kostnym może brzmieć upiornie – bez obaw, sprawdziliśmy nawet najgłośniejsze ustawienia przy ekstremalnej muzyce i nie grozi to niczym nieprzyjemnym. Trzeba jednak przyznać, że słuchanie muzyki wewnątrz głowy jest nowym doświadczeniem (choć nie do końca nieznanym wcześniej, o czym za chwilę).

Jak to działa?

Kości naszej czaszki pełnią istotną rolę w działaniu całego zmysłu słuchu. Czy pamiętacie swoje zdziwienie gdy usłyszeliście po raz pierwszy swój własny głos na nagraniu? No właśnie, na codzień słyszycie go “ze środka”, a kiedy wyeliminujemy rezonowanie własnego ciała, w tym układu kostnego barwa głosu może wydawać się zupełnie inna. Słuchawki Trekz Titanium korzystają z tego fenomenu wytwarzając wibracje, które rezonując w naszych kościach stają się muzyką. Najciekawsze jest jednak to, że te słuchawki nie tylko nie zasłaniają uszu, ale także nie wymagają ich zasłonięcia (z wyjątkiem sytuacji gdy słuchamy muzyki w naprawdę sporym hałasie, na przykład w pociągu metra). Zatem możemy jednocześnie słyszeć muzykę i mieć kontakt z otoczeniem, co w przypadku słuchawek jest czymś niecodziennym i bardzo mile widzianym.

Przewodnictwo kostne wykorzystuje się do tworzenia aparatów słuchowych dla osób niesłyszących, w przypadku kłopotów ze słuchem Trekz Titanium może poradzić sobie z niedostatkiem zmysłu i pozwolić na radość z muzyki. Co ciekawe z metalowej płytki przykładanej do fortepianu i głowy miał korzystać sam Ludwig van Beethoven podczas komponowania po utracie słuchu.

Zalety i wady – test w terenie

Bezprzewodowe słuchawki Trekz Titanium przeznaczone są do użytkowania z urządzeniami posługującymi się technologią Bluetooth, zatem możemy je podłączyć do smartfonu, odtwarzaczy i samochodowych centr rozrywki. My oparliśmy się na smartfonie, przewidując, że tak najczęściej będą używane. Sprawdziliśmy je w kilku okolicznościach i z różnymi rodzajami muzyki.

Na treningu: ze względu na swój design słuchawki od razu kojarzą się ze sportem. Tytanowa konstrukcja bardzo dobrze przylega do głowy i nie zmienia położenia podczas uprawiania sportu. Trekz Titanium sprawdzą się podczas biegania na małych i dużych trasach – są lekkie, a przez otwartą konstrukcję nie ma zagrożenia obolałej małżowiny usznej.

W drodze do pracy: komunikacja miejska w zatłoczonej metropolii to zawsze najlepszy test takiego urządzenia. Tutaj przydają się dwie “zaszyte” w słuchawkach warianty equalizera. Można je uruchamiać nie zdejmując słuchawek, korzystając z przycisków w obudowie. Jedno z ustawień uwypukla wysokie i środkowe częstotliwości, drugie podbija basowe. Do słuchawek dołączono paczuszkę ze stoperami oraz poradę by używać ich gdy słuchamy muzyki w głośnym środowisku i potrzebujemy wytłumić dźwięki otoczenia. W metrze się naprawdę przydały – co ciekawe gdy odetniemy dźwięki z zewnątrz i przestawimy się tylko na odbieranie muzyki wrażenie jest bardzo ciekawe. Znacznie mocniej słychać różnice w panoramicznym rozłożeniu instrumentów w stereo. W przypadku muzyki tanecznej, czy elektronicznej wrażenie basu może być nawet zbyt intensywne.

Otwartość konstrukcji i niewielkie ograniczenie nasłuchu otoczenia to jednocześnie wada i zaleta tych słuchawek. Mając je na sobie możemy odnieść wrażenie, że jednocześnie słyszymy wszystko dookoła i dochodzi do nas muzyka – zatem nie musimy być dodatkowo ostrożni. Zdecydowanie nie jest to prawda, łatwo ulec takiej iluzji – w słuchawkach, także otwartych mamy inny czas koncentracji, a wsłuchując się w muzykę nierzadko możemy przegapić ważny sygnał. Zatem nawet jeśli założycie je na trening biegania czy spacer nie rezygnujcie z uważnego obserwowania otoczenia.

Technikalia

Według producentów bateria w słuchawkach pozwala na 6 godzin pracy, czas ładowania to 1,5 godziny. Dobrym rozwiązaniem jest złącze micro-usb co pozwala na ładowanie ich nie tylko z kontaktu, ale na przykład z samochodu czy komputera. Pasmo przenoszenia tego modelu wynosi 20 Hz - 20 kHz. Do urządzenia dołączone jest ochronne opakowanie (czarny woreczek), okablowanie oraz gumowe nakładki dla osób, które mają mniejszy obwód głowy i potrzebują słuchawki “docisnąć”.

Trekz Titanium to zdecydowanie inne i nowe doświadczenie słuchania muzyki – z pewnością warto się przekonać na własnej skórze (a raczej czaszce) czy jest to dla nas komfortowe, czy wolimy pozostać przy starej metodzie słuchania “z zewnątrz”. Lekka i wytrzymała konstrukcja oraz brak kabla łączącego z urządzeniem to cechy sprzętu dla aktywnych, którym muzyka powinna towarzyszyć przy treningu, wycieczce albo spacerze. Ogromną zaletą jest brak zmęczenia małżowiny, poczucia ucisku.

Przestrzegamy tylko na koniec: otwarte ucho wcale nie oznacza idealnego wyczulenia na wszystkie bodźce w okolicy – wciąż traktujcie siebie jako ludzi w słuchawkach.