Na szczęście na rynku pojawia się więcej urządzeń, które starają się odpowiedzieć na te specyficzne, rodzinne problemy. Jednym z nich jest Linkdaze, czyli inteligentny kalendarz w formie cyfrowego ekranu dotykowego, który stworzono z myślą o zarządzeniu całym domowym ekosystemem, a nie tylko grafikiem pojedynczej osoby.
Jeden ekran, by pogodzić wszystkie aplikacje
Największym problemem domowej organizacji bywa zazwyczaj fakt, że każdy domownik korzysta z innego systemu. Jedna osoba ma pracę postawioną na Outlooku, druga używa kalendarza Google na Androidzie, a dzieciaki czy partner wolą środowisko iCloud albo jeszcze inne aplikacje. Zmuszenie wszystkich do przesiadki na jedną platformę graniczy zazwyczaj z cudem i po kilku dniach i tak wracamy do starego bałaganu.

Linkdaze rozwiązuje ten problem w łatwy sposób, po prostu potrafi synchronizować w jednym miejscu kalendarze ze wszystkich najpopularniejszych usług – od Google i iCloud, po Outlooka, Yahoo oraz Cozi. Wszystkie wydarzenia ściągają się automatycznie na wspólny ekran, a system przypisuje poszczególnym członkom rodziny indywidualne kolory. Wchodzimy więc do kuchni, rzucamy okiem na ścianę i od razu wiemy, kto o której wybiega z domu, kto ma lekcje, a kto powinien odebrać paczkę.
Sam sprzęt występuje w dwóch dobrze przemyślanych rozmiarach – z ekranem o przekątnej 15,6 cala oraz bardziej kompaktowym 10,1 cala. Można więc łatwo dobrać model w zależności od tego, ile wolnego miejsca mamy na ścianie w przedpokoju czy nad kuchennym blatem. A gdy akurat nikt nie sprawdza grafiku, urządzenie potrafi zmienić się w cyfrową ramkę do wyświetlania rodzinnych zdjęć.
Poza samym śledzeniem godzin i terminów spotkań, sprzęt pozwala na zarządzanie listą domowych obowiązków i systemem nagród dla dzieci, tworzenie wspólnych list zakupów oraz planowanie posiłków na cały tydzień. I to właśnie w tej ostatniej kwestii kryje się funkcja, która spodobała mi się najbardziej.

Jest to asystent planowania posiłków napędzany sztuczną inteligencją, wyposażony w opcję „Snap-to-Sync”. Zamiast ręcznie przepisywać składniki i pomysły do aplikacji, wystarczy zrobić zdjęcie, a Linkdaze sam ogarnie już te dane. Na ich podstawie system tworzy gotowy harmonogram posiłków oraz od razu generuje kompletną listę zakupów. To proste ułatwienie codzienności, które oszczędza masę czasu i nerwów przy układaniu listy do sklepu.
Brak ukrytych opłat w świecie, gdzie zewsząd gonią nas subskrypcje
Żyjemy w czasach, w których niemal każdy producent sprzętu próbuje wcisnąć nam miesięczny abonament za odblokowanie pełnej funkcjonalności. W kategorii inteligentnych ekranów domowych stało się to wręcz nieznośnym standardem. Wystarczy spojrzeć na konkurencyjny kalendarz Skylight, który za zaawansowane opcje życzy sobie corocznej opłaty w wysokości niemal 80 dolarów.
Linkdaze idzie pod prąd i za to należą mu się ogromne brawa. Główny pakiet funkcji – w tym synchroniczne kalendarze, listy czy planner ze zdjęć – nie wymaga płacenia absolutnie żadnej subskrypcji. Kupujemy urządzenie i po prostu z niego korzystamy, bez obaw, że za rok połowa opcji zniknie za ścianą płatności.

Również sama cena startowa prezentuje się bardzo rozsądnie. Mniejszy model o przekątnej 10,1 cala został wyceniony na 119,99 dolarów, podczas gdy konkurencja o podobnej wielkości startuje od poziomu 149,99 dolarów i to jeszcze przed doliczeniem abonamentu. Co ciekawe, z racji trwających właśnie jesiennych promocji Amazon Prime Deal Days, oba warianty można do 7 października wyrwać w jeszcze niższych cenach.
Sprzęt nie tylko dla zabieganych rodziców
Kiedy tak patrzę na możliwości tego ekranu, dochodzę do wniosku, że sprowadzanie go wyłącznie do roli pomocy dla wielodzietnych rodzin byłoby dla niego krzywdzące. Jasne, dla zabieganych rodziców to absolutny ratunek, ale taki inteligentny kalendarz sprawdziłby się genialnie w wielu innych scenariuszach. W studenckim mieszkaniu, lokum dzielonym ze znajomymi, a nawet dla singla, bo przecież jego funkcjonalność nie ogranicza się tylko do ogarniania kalendarza.
To świetne narzędzie dla każdego, kto łączy pracę zdalną, freelancerskie zlecenia, wywiady, uciekające terminy i publikacje tekstów z prowadzeniem własnego domu. Połączenie spraw zawodowych i prywatnych w jednym, czytelnym punkcie na ścianie pozwala odciążyć głowę ze stałego pamiętania o wszystkim. Zamiast trzymać dwadzieścia otwartych kart w głowie, po prostu patrzymy na ekran i wiemy od razu, na czym stoimy.
