Długo nie potrafiła wydobyć z siebie słów, więc wrzeszczała. Jej wściekłość wybuchała nagle, jak napady padaczkowe. Zupełnie traciła nad sobą kontrolę, gryzła, rzucała odchodami. Nie przejawiała zainteresowania ludźmi, nie znosiła dotyku, nie nawiązywała kontaktu wzrokowego. Szybko męczył ją hałas, więc wpadała w trans, który izolował ją od bodźców. Godzinami koncentrowała się na ziarenkach piasku lub liniach papilarnych swoich palców, kręciła się w kółko albo kiwała.

Jak to możliwe, że Temple Grandin, dziewczynka, u której zdiagnozowano ciężki autyzm, nie skończyła w zamkniętej placówce (jak większość dzieci w jej sytuacji, traktowanych w latach 50. XX wieku jako chore umysłowo), lecz wyrosła na wybitną ekspertkę od zachowań zwierząt, która zmienia świat na lepsze?

 

Każdy jest inny

Dziś wiemy, że autyzm to poważne zaburzenie neurologiczne. Za sprawą czynników genetycznych oraz być może toksyn i wirusów oddziałujących na płód dochodzi do specyficznych nieprawidłowości w rozwoju mózgu. Objawy pojawiają się we wczesnym dzieciństwie i utrzymują się do końca życia. Obejmują upośledzenie interakcji społecznych, komunikacji oraz obecność stereotypowych, powtarzalnych zachowań. Zaburzenia mają zróżnicowany charakter, dlatego używa się określenia „spektrum zaburzeń autystycznych”. Na jednym krańcu mieszczą się osoby z zespołem Kannera lub Aspergera, które zazwyczaj dobrze mówią i radzą sobie z nauką; na drugim te, które są zupełnie wyizolowane. „Ja nauczyłam się mówić, gdyż rozumiałam mowę, ale osoby autystyczne nisko funkcjonujące niekiedy nie mówią wcale, gdyż ich mózgi nie odróżniają dźwięków mowy. Wiele z nich jest upośledzonych umysłowo, ale niektóre mogą mieć niemal zdrowy mózg uwięziony w pułapce niesprawnych zmysłów” – napisała Temple Grandin w swojej książce „Myślenie obrazami” w 1986 roku.

Wybitny neurolog prof. Oliver Sacks ocenił ją jako lekturę niezwykłą, nowatorską i w pewnym sensie niemożliwą. „Jest nowatorska, ponieważ nigdy przedtem nie mieliśmy na temat autyzmu relacji w pierwszej osobie, »od wewnątrz«; niemożliwa, ponieważ w medycynie od ponad 40 lat panował dogmat, że ludzie autystyczni nie mają »wnętrza«, a nawet jeśli coś takiego istnieje, to nie da się do niego dotrzeć ani go uzewnętrznić; niezwykła z powodu swojej skrajnej bezpośredniości i czystości” – napisał we wstępie do tej książki. „Dzięki Temple Grandin zobaczyliśmy – a było to doprawdy objawienie – że mogą istnieć ludzie nie mniej od nas ludzcy, którzy jednak tworzą swoje światy i przeżywają swoje życie w sposób niemal niewyobrażalnie inny”.

Jako autystka, a jednocześnie świetnie wykształcona badaczka, Grandin potrafi zanalizować, co dzieje się w jej mózgu, i przekazać to w sposób bardzo obrazowy – może dlatego, że myśli obrazami. „Wyobraźcie sobie mózg jako biurowiec wielkiej firmy. Wszystkie działy komunikują się ze sobą poprzez rozmaite systemy, na przykład pocztę elektroniczną, telefony. Mózg osoby autystycznej/z zespołem Aspergera jest jak biurowiec, w którym pewne systemy komunikacyjne pomiędzy niektórymi działami nie funkcjonują” – pisze w „Myśleniu obrazami”. „Ogromne zróżnicowanie objawów w autyzmie wynika zapewne z ich zależności od tego, które »kable« zostaną podłączone, a które nie. Prawdopodobnie z powodu słabej komunikacji pomiędzy poszczególnymi »działami« mózgu niejednakowy jest też stopień sprawności danej osoby w rozmaitych dziedzinach. Osoby ze spektrum autystycznego są często dobre w jednej rzeczy, a słabe w innej. Ograniczona liczba dobrych »kabli« jest przyczyną, dla której jeden obszar zostanie prawidłowo podłączony do całości, a pozostałe  niedostatecznie”.