Jest miniaturowy, może towarzyszyć nas przez cały dzień, a przede wszystkim – rejestruje wszystko to, co słyszymy, przy okazji automatycznie porządkuje pozyskane informacje, byśmy nie utonęli w tym chaosie. Inna sprawa, czy to faktycznie dobry pomysł.
Twórcy postawili na konstrukcję niczym przypinkę
SwitchBot AI MindClip to kwadratowy, niezwykle kompaktowy klips wykonany z połączenia stopu aluminium oraz trwałego tworzywa sztucznego. Waży zaledwie kilkanaście gramów, dzięki czemu jest praktycznie nieodczuwalny podczas noszenia. Konstrukcję zaprojektowano tak, by wtapiała się w codzienne ubranie – przypomina w sumie małe, bezprzewodowe mikrofony, które często widzimy na filmikach internetowych twórców, choć tu większa część ląduje pod ubraniem na wierzchu zostaje niewielki okrągły moduł z dziurkami głośnika.
Za pomocą praktycznego mocowania urządzenie można błyskawicznie przypiąć do kołnierzyka marynarki, klapy marynarki, paska od plecaka czy smyczy. Obudowa charakteryzuje się odpornością na zachlapania i pot, co sprawia, że sprzęt bez trudu radzi sobie w realnych warunkach codziennego życia – podczas podróży zatłoczonym pociągiem, spacerów czy intensywnych spotkań biznesowych na mieście.


Jednak forma, chociaż przyjemna dla oka i dyskretna, nie jest najważniejsza. Znacznie istotniejsza jest tu funkcjonalność. Tym, co najbardziej odróżnia ten gadżet od tradycyjnych dyktafonów, jest na pewno głęboka integracja ze sztuczną inteligencją. Standardowy rejestrator po prostu zapisuje wielogodzinny, trudny do przekopania plik audio. MindClip idzie o kilka kroków dalej, bo automatycznie zamienia mowę na tekst, generuje czytelne podsumowania według zróżnicowanych szablonów oraz tworzy gotowe listy zadań do wykonania.
Wszystkie zebrane informacje są natychmiast kategoryzowane i ukazywane na osi czasu, w zestawieniach priorytetów czy w formie tygodniowych raportów. Urządzenie potrafi nawet synchronizować się z naszym kalendarzem oraz aplikacjami do zadań, dzięki czemu przypadkowo usłyszane ustalenia natychmiast zamieniają się w konkretne wydarzenia z przypomnieniem.



Prawdziwym hitem okazuje się jednak funkcja konwersacyjnego wyszukiwania. Zamiast żmudnie przesłuchiwać nagrania z całego tygodnia, możemy po prostu zadać sztucznej inteligencji pytanie głosowe lub tekstowe, na przykład o konkretne ustalenie budżetowe sprzed kilku dni. System błyskawicznie przeszukuje zarchiwizowane nagrania i udziela nam bezpośredniej, precyzyjnej odpowiedzi.
A co z prywatnością?
Noszenie na piersi małego urządzenia, które bezustannie słucha otoczenia, naturalnie budzi pytania o prywatność oraz kwestie prawne. Nagrywanie rozmów bez wiedzy rozmówców w wielu krajach wiąże się ze sporymi kontrowersjami i niestety, tego akurat nie unikniemy. Producent zapewnia co prawda, że zastosował kompleksowe szyfrowanie danych od końca do końca oraz rozbudowane ustawienia prywatności w dedykowanej aplikacji mobilnej, jednak podejście do tego typu technologii wciąż wymaga sporej wyrozumiałości ze strony otoczenia.
Mimo że tradycjonaliści wciąż wolą papier i długopis do robienia notatek, trudne nawyki codziennego życia skłaniają nas ku technologii. Tu nie trzeba niczego samodzielnie notować, po prostu skupiamy się na rozmówcy, a gadżet wszystko robi sam, w tle i bez dodatkowych poleceń. To na pewno wielkie ułatwienie, ale…


No właśnie. W dobie, gdy wszystko jest cyfrowe a AI zaczyna wyręczać nas w każdym, nawet najbardziej błahym zadaniu, warto zastanowić się, czy na pewno to dobry pomysł. Nie mówię już od strony funkcjonalnej – ciężko polemizować z przydatnością tego rozwiązania. Chodzi mi raczej o takie zwykłe, ludzie podejście. Już telefony trochę oduczyły nas pisania, a takie klipsy są na dobrej drodze, by oduczyć nas również umiejętności słuchania ze zrozumieniem. W końcu, jeśli mamy coś, co pamięta i notuje za nas, to jaki jest sens wysilać mózg i zmuszać go do zapamiętywania faktów?

Gadżety takie, jak SwitchBot AI MindClip powinny nam pomagać, ale na pewno nie wyręczać nas, bo może się okazać, że nagle przez całą dobę, chociaż byliśmy na wielu istotnych spotkaniach, siedzieliśmy tam jak na autopilocie. Z kolei wszystkie informacje znalazły się w naszym smartfonie, ale gdyby ktoś nas o coś zapytał, nie bylibyśmy w stanie na nic odpowiedzieć. Dlatego jako pomoc – tak. Ale jako towarzysz w każdej sekundzie życia – zdecydowanie nie.
