To już nie fotony. Fizycy pokazali kwantową osobliwość na prawdziwej materii

Mechanika kwantowa od lat lubi drażnić zdrowy rozsądek. Mówi, że cząstka może zachowywać się jak fala, że dwa obiekty mogą pozostać splątane mimo odległości i że natura nie pyta naszej intuicji o zgodę. Tym razem fizycy pokazali coś, co brzmi jak kolejny atak na codzienną logikę: pary atomów zaobserwowano w stanie, w którym ich ruch był splątany, a same atomy zachowywały się tak, jakby istniały w dwóch miejscach naraz.
fot. Australian National University

fot. Australian National University

Światło od dawna jest ulubionym bohaterem eksperymentów z nielokalnością i splątaniem, ale fotony są pod tym względem “wygodne”: nie mają masy spoczynkowej i dużo łatwiej prowadzić je przez optyczne układy. Atomy są cięższe, mają masę i podlegają grawitacji, więc pokazanie podobnego zjawiska właśnie na nich ma inny ciężar, dosłownie i metaforycznie.

To dlatego ten wynik budzi tak duże zainteresowanie. Badacze dołożyli bardzo mocny eksperymentalny klocek do obrazu, który teoria przewidywała od dawna, ale który dla masywnych cząstek był piekielnie trudny do pokazania w praktyce. W fizyce bywa tak, że coś zapisane w równaniach od dziesięcioleci nadal czeka na swój prawdziwy moment laboratoryjny. Tu właśnie taki moment nadszedł.

Nie chodzi o zwykłe “bycie w dwóch miejscach”

Najłatwiej ten temat spłycić do zdania, że atom “jest w dwóch miejscach naraz”. To chwytliwe, ale zbyt biedne jak na to, co naprawdę pokazano. Sedno eksperymentu dotyczyło splątania w ruchu, czyli w pędzie atomów. Badacze wykonali pomiar korelacji Bella dla par helu-4, które były splątane właśnie pod względem pędu. Większość wcześniejszych demonstracji nielokalności dotyczyła raczej stanów wewnętrznych, takich jak polaryzacja fotonów albo spin atomów, a nie samego ruchu cząstek przez przestrzeń.

Mówiąc bardziej obrazowo: nie chodziło o to, że dwa atomy “mają wspólny sekret” zapisany gdzieś w środku, lecz o to, że sam sposób ich przemieszczania został ze sobą związany kwantowo. To już brzmi znacznie bardziej radykalnie, bo wchodzi w sam środek pytania, czym właściwie jest materia poruszająca się w przestrzeni. Kiedy takie korelacje łamią nierówności Bella, klasyczny obraz rzeczywistości robi się zbyt ciasny. Nie da się już tłumaczyć wyniku prostym zestawem ukrytych, lokalnych właściwości.

Właśnie dlatego ten eksperyment jest tak istotny. To nie kolejna efektowna ilustracja dziwności kwantów, tylko wejście w obszar, gdzie ruch masywnych cząstek sam staje się nośnikiem nielokalności. A to już dotyka bardzo głębokiego poziomu fizyki: relacji między materią, przestrzenią i tym, co jeszcze da się nazwać “normalnym” opisem świata.

Fot. Unsplash

Hel okazał się idealnym aktorem do bardzo trudnej roli

Eksperyment przeprowadzono na ultrazimnych atomach metastabilnego helu-4. Taki wybór nie był przypadkowy. Metastabilny hel jest wdzięczny eksperymentalnie, bo pozwala bardzo precyzyjnie rejestrować pojedyncze atomy i ich pędy po zderzeniach. To właśnie dzięki temu zespół mógł śledzić pary cząstek i badać, czy ich zachowanie rzeczywiście nosi podpis splątania, a nie tylko zwykłej statystycznej zbieżności.

Trudność polegała na tym, że przy masywnych cząstkach wszystko robi się bardziej kłopotliwe niż przy świetle. Atomy trzeba schłodzić, przygotować, zderzyć w odpowiedni sposób, a potem jeszcze wyłowić z danych bardzo delikatne korelacje. To trochę jak różnica między puszczeniem promienia przez układ luster a próbą wykonania tej samej choreografii na drobinkach materii, które mają bezwładność i nie wybaczają eksperymentalnych niedokładności.

Wcześniejsze próby nie dawały jednoznacznego rezultatu. Samo przewidywanie teoretyczne było stare, ale pokazanie go w ruchu realnych atomów długo pozostawało poza zasięgiem. Badaczom z Australian National University udało się ten próg wreszcie przekroczyć i zrobić to w sposób, który daje eksperymentalne narzędzie do dalszych testów.

Dlaczego fizycy tak bardzo chcą splątywać właśnie atomy?

Przez długi czas najgłośniejsze eksperymenty kwantowe opierały się na fotonach, bo światło jest wdzięcznym nośnikiem takich efektów. Łatwo je prowadzić, rozdzielać i mierzyć, a do tego fotony świetnie nadają się do testowania splątania czy łamania nierówności Bella. Problem w tym, że światło, choć idealne do pokazywania kwantowej dziwności, nie reprezentuje całego świata fizycznego. Nie ma masy spoczynkowej, nie “czuje” grawitacji tak jak zwykła materia i nie zachowuje się jak obiekty, z których zbudowane są planety, laboratoria i my sami.

Właśnie dlatego eksperymenty z atomami mają inny ciężar. Dosłownie i naukowo. Kiedy podobne zjawiska udaje się pokazać na masywnych cząstkach, fizyka dostaje znacznie ciekawsze pole do dalszych testów. To już nie jest wyłącznie historia o subtelnym zachowaniu światła, ale o tym, jak bardzo kwantowe mogą być rzeczy, które kojarzymy z materią w bardziej klasycznym sensie. A im dalej badacze przesuwają tę granicę, tym mocniej wraca pytanie, gdzie właściwie kończy się świat kwantów, a zaczyna codzienna rzeczywistość.

To również ważny krok dla przyszłych badań nad związkiem mechaniki kwantowej i grawitacji. Jednym z największych problemów współczesnej fizyki pozostaje pogodzenie tych dwóch porządków w jedną spójną całość. Splątane atomy nie rozwiązują tego problemu od ręki, ale tworzą nowy typ eksperymentalnego poligonu. A to bywa cenniejsze niż najodważniejsze spekulacje. W fizyce naprawdę duże idee zwykle zaczynają się wtedy, gdy teoria przestaje być tylko elegancka, a zaczyna być testowalna.

Źródło: Phys; Nature

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.