Ich najnowszy projekt TriReso, który właśnie podbija społeczność na Kickstarterze, to modułowy system gwizdków łączonych na silne magnesy, który zamienia zwykły, płaski pisk w akustyczną syrenę.
Czasem zwykły gwizdek jest po prostu niewystarczający
Wszystko sprowadza się do warunków terenowych, a raczej ich nieprzewidywalności. Zwykły gwizdek da sobie radę w wielu przypadkach, ale niektóre po prostu go przerastają. W porywistym wietrze, przy huku górskiego potoku czy po prostu w gęstej mgle jego dźwięk może się łatwo zgubić i wzywanie w ten sposób pomocy będzie bezsensowne, a to dlatego, że pojedyncza, stała częstotliwość po prostu zlewa się z szumem otoczenia. Do tego dochodzi problem małej kulki wewnątrz obudowy, która potrafi się zaciąć dokładnie wtedy, gdy najbardziej jej potrzebujemy, na przykład po zasypaniu piaskiem czy wpadnięciu do błota.

TriReso obchodzi ten problem, łącząc w jedną całość trzy niezależne komory bez jakichkolwiek ruchomych części. Każdy z tych małych modułów generuje zupełnie inny ton i natężenie dźwięku, tworząc unikalną kompozycję akustyczną.
Całość została zaprojektowana tak, aby przebijać się przez najróżniejsze przeszkody środowiskowe. Moduł Alert Chamber operuje w paśmie 3800 Hz i natężeniu 100 dB, u ułatwiając przebicie się przez hałas miejski czy tłum. Z kolei Power Chamber uderza najmocniejszym tonem 3600 Hz przy 110 dB, co świetnie sprawdza się w otwartej przestrzeni na długich dystansach. Dopełnieniem jest Echo Chamber, dodający wysoki pisk o częstotliwości 4800 Hz. Gdy połączymy je w jeden zgrabny zestaw za pomocą wbudowanych magnesów, łączny sygnał osiąga potężne 120 dB.

Dzięki nakładaniu się na siebie tych trzech częstotliwości, dźwięk nie jest monotoniczny – przypomina raczej nieregularną syrenę i rozchodzi się wielokierunkowo, co ułatwia ratownikom błyskawiczne określenie, skąd właściwie dochodzi wołanie o pomoc.
Jeden gwizdek lub trzy, w zależności od potrzeby
Prawdziwy urok tego projektu leży jednak w jego modułowości i wykonaniu, które idealnie trafia w gusta miłośników dopracowanego wzornictwa. Zamiast nosić jeden duży gwizdek, możemy w sekundę rozpiąć magnesy i przekazać pojedyncze komory towarzyszom z naszej grupy.

Każdy element ma własny otwór na smycz oraz specjalne frezy na pałeczki trytowe, dzięki czemu cały sprzęt delikatnie świeci w ciemności bez żadnego zasilania. Producent oferuje go w niezwykle lekkiej, 22-gramowej wersji aluminiowej z soczystymi akcentami kolorystycznymi, a także w pancernej, 35-gramowej edycji wykonanej z surowego tytanu.

W ramach kampanii na Kickstarterze wersję aluminiową można zgarnąć za 44 dolary (około 160 złotych), podczas gdy tytanowy klasyk wyceniono na 64 dolary. Dla osób, które często wędrują po bezdrożach i chcą mieć przy sobie gwizdek, który zawsze pozwoli im wezwać pomoc – to prawdziwy must have. I umówmy się, taki gadżet kupuje się raz, bo o ile go nie zgubimy, raczej nie ma szans, by zniszczył się podczas użytkowania.
