To nie jest paliwo z powietrza, ale może być brakującym ogniwem dla zielonego wodoru

Dwutlenek węgla ma w debacie klimatycznej reputację problemu, który trzeba złapać i schować. Tyle że coraz częściej pojawia się druga ambicja: złapać i… zrobić z niego surowiec. Najnowszy przykład jest o tyle ciekawy, że nie opiera się na egzotycznych metalach ani kosmicznie drogich składnikach, tylko na manganie – jednym z bardziej pospolitych pierwiastków w chemii przemysłowej.
...

W skrócie: badacze pokazali, jak zaprojektować tańszy i znacznie trwalszy katalizator, który zamienia CO₂ w formian, a w praktyce także w jego kwasową wersję – kwas mrówkowy. To nie jest jeszcze paliwo z rury wydechowej, które nadaje się bezpośrednio do baku, ale to może być sensowny element układanki: nośnik wodoru i magazyn energii w formie łatwiejszej do transportu niż sam wodór.

Co dokładnie powstaje z CO₂?

Produktem reakcji jest formian – związek, który od dawna przewija się w dyskusjach o tzw. ciekłych nośnikach wodoru. W praktyce chodzi o to, że wodór można zapakować w chemiczną formę, którą łatwiej przechowywać i przewozić, a potem w odpowiednim procesie – odzyskać. Zamiana CO₂ w cokolwiek energetycznego nie dzieje się za darmo. Żeby zredukować CO₂ do formianu, potrzebujesz energii i źródła wodoru (np. z zielonego H₂). Sens tej technologii pojawia się wtedy, gdy energia wejściowa pochodzi z OZE, a CO₂ jest np. przechwycony z procesu przemysłowego.

W chemii katalizy jest stary, nudny problem: najlepsze wyniki często dają metale szlachetne, ale to oznacza koszty, dostępność i czasem kwestie toksyczności. W tym podejściu kluczowe jest to, że katalizator oparto o mangan, czyli metal powszechny i relatywnie tani.

Jeszcze ważniejsze jest jednak to, co zwykle zabija tanie katalizatory: krótka żywotność. Wiele układów na metalach bardziej dostępnych rozpada się w trakcie pracy, więc nawet jeśli startują obiecująco, szybko tracą aktywność. Tu sedno przełomu jest takie, że projekt pozwolił wydłużyć czas działania na tyle, że skuteczność miała wyprzedzać sporą część rozwiązań opartych o droższe metale.

Ten jeden trik w projekcie cząsteczki, który robi różnicę

Mechanizm brzmi jak chemiczna sprężyna bezpieczeństwa: badacze zmienili projekt ligandu, czyli ramy, która trzyma metal w odpowiedniej geometrii: tak, żeby dołożyć dodatkowy atom donorowy i ustabilizować cały układ. Ta modyfikacja ma ograniczać degradację katalizatora, czyli dokładnie to, co w praktyce decyduje, czy coś jest ciekawostką, czy materiałem do skalowania.

Nowy polimer pochłania dwutlenek węgla jak gąbka /Fot. Unsplash

Istotne jest też to, że autorzy projektu sugerują możliwość szerszego zastosowania tej logiki projektowania, nie tylko do CO₂→formian, ale też do innych transformacji katalitycznych. Jeśli to się utrzyma, to mamy nie tylko jeden wynik, ale potencjalnie kierunek projektowania trwałych katalizatorów na tanich metalach.

Po co nam to w realnym świecie, skoro CO₂ i tak powstaje dalej?

Najbardziej praktyczna obietnica tej ścieżki jest prosta: zamiast traktować CO₂ wyłącznie jako odpad, można go potraktować jako surowiec w obiegu zamkniętym, ale tylko wtedy, gdy reszta procesu jest niskoemisyjna. W przeciwnym razie to będzie drogie przekładanie emisji z miejsca na miejsce.

Z punktu widzenia infrastruktury energetycznej formian/kwas mrówkowy jest ciekawy dlatego, że może pełnić rolę magazynu energii: kiedy prądu z OZE jest dużo, pakujesz go chemicznie w produkt, a kiedy potrzebujesz, odzyskujesz energię, np. w zastosowaniach związanych z wodorem i ogniwami paliwowymi. To brzmi rozsądnie jako uzupełnienie miksu, a nie jako magiczny zamiennik wszystkiego.

Warto trzymać hamulec ręczny: nawet najlepszy katalizator nie rozwiązuje sam kosztów zielonego wodoru, separacji produktów i całej reszty inżynierii procesu. Tu jest potencjalnie mocny klocek do większej układanki, a nie finał. Tyle że takie klocki są dziś najbardziej potrzebne, bo transformacja energetyczna nie wykłada się na braku haseł, tylko na braku działających detali.