To nie plamy są najciekawsze. Prawdziwy mechanizm Słońca działa znacznie głębiej

Na powierzchni naszej gwiazdy od dawna widać pewną uporządkowaną grę pozorów. Co około 11 lat pole magnetyczne Słońca odwraca się, a plamy słoneczne pojawiają się na średnich szerokościach i stopniowo przesuwają się ku równikowi. Na wykresach układa się to w charakterystyczny “motylkowy” wzór, dobrze znany fizykom Słońca. Problem polegał na tym, że przez dekady widzieliśmy głównie efekt końcowy, a nie miejsce, w którym cała ta maszyneria naprawdę rusza z miejsca.
Słońce /Fot. MIT

Słońce /Fot. MIT

Słońce /Fot. MIT

To trochę jak obserwowanie wskazówek zegarka bez dostępu do mechanizmu schowanego pod tarczą. Wiadomo, że coś tam pracuje, wiadomo też, że robi to z imponującą regularnością, ale dopóki nie zajrzy się głębiej, można jedynie spierać się o szczegóły konstrukcji. Właśnie dlatego pytanie o położenie słonego dynama – procesu wytwarzającego i organizującego pole magnetyczne – należy do tych problemów, które w astrofizyce brzmią niepozornie, a w praktyce rozdzielają hipotezy od twardszych dowodów.

Teraz zespół z New Jersey Institute of Technology dołożył do tej układanki bardzo ważny element. Badacze wskazali, że kluczowy ślad prowadzi do tachokliny, cienkiej warstwy leżącej między konwekcyjną zewnętrzną częścią Słońca a spokojniejszym wnętrzem promienistym. To właśnie tam rotacja gwiazdy zmienia się gwałtownie, a taki uskok działa jak kosmiczna przekładnia: ścina, rozciąga i porządkuje pola magnetyczne na skalę, której nie da się podejrzeć bezpośrednio.

Naukowcy nie mogli zajrzeć do środka, więc “podsłuchali” gwiazdę

Słońca nie da się oczywiście rozkroić ani prześwietlić, więc badacze zrobili to, co w takich sytuacjach robi dobra fizyka: wsłuchali się w drgania. Heliosejsmologia działa trochę jak sejsmologia na Ziemi. Zamiast fal po trzęsieniu gruntu mamy fale akustyczne wywoływane przez ruchy gorącej plazmy we wnętrzu gwiazdy. To właśnie one niosą informację o tym, jak materia przemieszcza się i obraca w głębi Słońca.

W tym przypadku zebrano niemal 30 lat obserwacji z instrumentów MDI na pokładzie SOHO, HMI na sondzie SDO oraz z naziemnej sieci GONG. Pojedynczy sezon obserwacyjny daje co najwyżej migawkę, a tutaj mówimy o materiale obejmującym prawie trzy pełne cykle aktywności słonecznej. Badacze przeanalizowali miliardy pomiarów i śledzili subtelne zmiany czasu propagacji fal, by odtworzyć pasma szybszej i wolniejszej rotacji ukryte pod powierzchnią.

Najciekawsze okazało się to, że te głębokie pasma ruchu również układają się w “motyla” – wzór bardzo podobny do tego, który później widzimy na powierzchni w rozmieszczeniu plam słonecznych. Innymi słowy, powierzchnia nie wymyśla tego widowiska sama. Ona raczej odgrywa scenariusz napisany dużo niżej. Według autorów zmiany związane z tymi strukturami mogą potrzebować kilku lat, by przebić się z okolic tachokliny ku górze. To już nie wygląda jak luźna korelacja, ale jak ślad prowadzący do źródła.

Na pierwszy rzut oka można wzruszyć ramionami: dobrze, naukowcy lepiej wiedzą, co dzieje się w środku Słońca. Tyle że od tej wiedzy zależy nie tylko elegancja modeli, ale też jakość prognoz kosmicznej pogody. A ta potrafi być bardzo przyziemna w skutkach – od zakłóceń łączności i nawigacji po problemy z satelitami czy infrastrukturą energetyczną. Im lepiej rozumiemy, gdzie zaczyna się organizacja słonego pola magnetycznego, tym sensowniej można budować modele aktywności gwiazdy.

To nie znaczy jeszcze, że ktoś jutro ogłosi kalendarz przyszłych rozbłysków z dokładnością co do dnia. Autorzy sami podkreślają, że ich wyniki nie dają jeszcze precyzyjnego przewidywania kolejnych cykli słonecznych. Pokazują jednak coś bardzo istotnego: modele skupione głównie na warstwach bliskich powierzchni mogą pomijać kluczową część historii. Jeśli najważniejsza “orkiestracja” odbywa się głęboko, to patrzenie tylko na wierzch jest jak próba oceniania symfonii po ruchu batuty, bez słyszenia orkiestry.

Jest w tym także szerszy wymiar. Słońce to jedyna gwiazda, którą możemy badać z taką szczegółowością, więc działa trochę jak laboratorium dla całej astrofizyki gwiazdowej. Jeśli uda się naprawdę zrozumieć jego dynamo, łatwiej będzie interpretować cykle magnetyczne innych gwiazd, nawet jeśli ich wnętrz nie da się “podsłuchać” równie dokładnie. W tym sensie nasza najbliższa gwiazda po raz kolejny okazuje się nie tylko źródłem światła, ale też instrukcją obsługi dla całej reszty kosmosu.

Źródła: Sci Tech Daily; Phys

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.