Zacznę od końca, a raczej od jego braku. Jeszcze nie przeszedłem Cyberpunka 2077. Aby ukończyć go tak, by zmieścić się w deadlinie, który miałem na ten tekst, musiałbym albo grać po kilkanaście godzin dziennie, albo skupić się jedynie na głównym wątku gry. Pierwsze wyjście byłoby możliwe, ale mam pracę i rodzinę, i jednak planuję ich nie stracić. Drugie wyjście - no cóż, też jest możliwe, ale w przypadku tak potężnej gry byłoby to równoznaczne z oglądaniem filmu na ciągłym przewijaniu. Dlatego nie traktujcie tego tekstu jak recenzji gry, rzetelnego opisu recenzenta gier - którym, jak wiadomo, nie jestem i bardzo się z tego cieszę. Jestem po prostu graczem, kocham gry, gram w nie całe świadome życie, są dla mnie rozrywką, ucieczką, ale też przeżywaniem, naturalnym elementem kultury. To, że o grach video napisałem swoją pierwszą powieść oraz swój pierwszy felieton, nie czyni mnie zawodowcem. Gry dają mi zbyt dużo frajdy, abym mógł traktować je profesjonalnie. O tym też postaram się, aby był ten tekst - o frajdzie, marzeniach i oczekiwaniach.

 

"Cyberpunk" jest wspaniałą grą.

Kropka. Mógłbym w tym miejscu polemizować z jej wieloma krytykami, ale nie ma to mniejszego sensu, skoro większość tej krytyki to emocjonalne reakcje na techniczne niedopracowania, które z czasem będą znikać (już znikają). Oczywiście, jestem świadom tego, że grając na PS4, nie obcuję z najlepszą wersją gry - na PS5 przyjdzie czas, pierwszy rzut każdej konsoli jest zawsze niedopracowany i drogi, a (ja nie cenię technologicznych fetyszy). Miałem też na początku do czynienia z błędami, o których mówią wszyscy - jednak im dalej w las, tym gra zachowuje się stabilniej, lepiej, bardziej optymalnie. Tyle w tej kwestii. Za parę miesięcy nikt nie będzie o tym pamiętał, a "Cyberpunk" będzie żył dalej.

 

Estetyka gry oszałamia - nawet na PS4. Kolory, światło, architektura, namacalny brud, świat rozległy w szerszym kadrze, a w przybliżeniu klaustrofobiczny, przypominający mrowisko. Kompletny i wielowymiarowy. Poboczne questy, tak jak w "Wiedźminie" są zaskakującymi mikro-opowieściami. Postaci, które napotyka na drodze główny bohater/bohaterka, są żywe, przejmujące, budzące emocje, każda z nich jest w jakiejś relacji z otaczających ich dusznym światem - chory na depresję sąsiad/policjant, cyberprostytutka, planująca przekręt życia, inteligentna taksówka w ataku lękowym, nieporadny właściciel strzelnicy, paranoiczny, nieprzejednany dziennikarz telewizyjny. Soundtrack to mokry sen muzycznego nerda - w stacjach radiowych usłyszymy nieprzejednane minimal techno, reggaeton, trap, black i death metal, punk rock, czy przestrzenną elektronikę; utwory Run The Jewels, Refused czy Converge.

 

Pisząc ten tekst, jestem gdzieś w drugim akcie gry, bliżej początku niż końca. Mam za sobą jakieś trzydzieści godzin grania. Powoli idę za główną intrygą, jeszcze nie do końca dla mnie jasną, ale głównie jeżdżę po mieście. Kradnę auta, realizuję kontrakty, zabijam ludzi, kradnę przedmioty, zbieram na kolejne wszczepy, co chwila jeżdżę dokupić amunicji, która jest na wagę złota. Szwendam się po oszałamiającym świecie gry, próbując w nim przetrwać i zarobić jakiś szmal. Nie liczę procesu na godziny, nie obchodzi mnie specjalnie, ile to doświadczenie potrwa. Moja postać nie ma zbyt wiele czasu - z powodów, których nie wyjawię, aby nie spoilerować gry tym, którzy jeszcze jej nie zaczęli - ale ja mam go mnóstwo.

 

Ze wszystkich gier, w które grałem na obecnej/odchodzącej generacji konsol, "Cyberpunkowi" najbliżej jest, co chyba niedziwne, do "Wiedźmina 3". Jeśli chodzi o samą architekturę gry, strukturę opowieści, gameplay, system rozwoju postaci, używania i zdobywania przedmiotów, jest to praktycznie ta sama gra. I bardzo dobrze, nie zmienia się czegoś, co tak dobrze działa. Tak jak "Wiedźmin", "Cyberpunk" to przede wszystkim gra akcji, zorientowana na walkę i ruch, oparta na wysoce wieloaspektowym systemie rozwoju postaci, zaczerpniętym z gier RPG (moim zdaniem ani "Wiedźmin", ani "Cyberpunk" nie są stricte grami RPG w klasycznym rozumieniu tego słowa, z turową walką, mechaniką opartą na korygowanych rzutach kośćmi etc., ale to moja własna, prywatna klasyfikacja). Podobieństwo między tymi tytułami jest jednak nie tylko podobieństwem gatunku, stylu, mechaniki.

fot. Jakub Żulczyk fot. Jan Bielecki/East News