Test Tronsmart Bang 2. Za pół tysiaka kupisz sprzęt, który nie boi się deszczu ani głośnej imprezy

Tronsmart Bang 2 nie udaje sprzętu salonowego. To głośnik projektowany do pracy w plenerze, który wędruje z bagażnika na taras, a z tarasu na trawnik. Obietnice są trzy i brzmią sensownie: ma grać głośno, długo i nie bać się byle deszczu. Pytanie, które warto postawić na samym starcie, dotyczy jednak opłacalności. Przy cenie 499 zł konkurencja jest już bardzo gęsta, więc liczą się detale i konsekwencja projektu, a nie same hasła na pudełku.
Test Tronsmart Bang 2. Za pół tysiaka kupisz sprzęt, który nie boi się deszczu ani głośnej imprezy

Co w pudełku Tronsmart Bang 2?

Zestaw jest prosty. Oprócz głośnika dostajemy przewód USB-C do ładowania, kartę gwarancyjną, instrukcję obsługi oraz regulowany pas materiałowy, który wpina się w dwa zaczepy obudowy. Pasek nie jest dodatkiem na pokaz, bo realnie ułatwia noszenie i pozwala zawiesić Bang 2 na ramieniu lub podwiesić go np. na gałęzi, jeśli sytuacja tego wymaga. Instrukcja jest skrótowa, ale w praktyce zbędna – parowanie i start zajmują chwilę.

Tronsmart Bang 2 mały nie jest

Tronsmart Bang 2 jest duży jak na klasę stricte mobilnych głośników. Wymiary 389 × 208 × 158 mm i masa około 2,63 kg lokują go bliżej klasycznego boomboksa niż kompaktowej tuby, więc mobilność rozumiemy tu jako przenoszenie z auta na miejsce imprezy, a nie wsadzanie go do plecaka przy podróży w góry. Zintegrowany uchwyt spisuje się tak, jak powinien – pewnie i bez luzów. Boki zdobią pierścienie podświetlenia okalające pasywne radiatory, a spód zabezpiecza szeroka, gruba guma, która trzyma głośnik stabilnie na blacie i nie przenosi niepotrzebnych drgań na meble.

Czytaj też: Test Tronsmart Fiitune X30. Oto domowy głośnik Bluetooth o ambicjach zestawu audio

Obudowa sprawia wrażenie solidnej i odpornej, co potwierdza certyfikat IPX6. Macie tym samym gwarancję, że przypadkowe zachlapania, deszcz czy mokry stół nie będą dla Bang 2 problemem. Z tyłu, pod gumową zaślepką, producent umieścił z kolei wszystkie porty, bo USB-C do ładowania (9 V/2,2 A), USB-A do pendrive’a i awaryjnego doładowania telefonu niską mocą, gniazdo microSD oraz AUX 3,5 mm. To komplet złączy, którego faktycznie używa się na co dzień, bo gwarantuje on szeroką kompatybilność z całą masą różnego sprzętu.

Najwięcej uwagi budzi panel sterowania. Przycisków jest sporo, są schowane pod silikonem i podzielone na dwie grupy. Pośrodku znajdują się cztery diody poziomu naładowania, obok włącznik oraz Bluetooth, a po lewej trzy klawisze – jeden zmienia equalizer z domyślnego na SoundPulse (i vice versa), a pozostałe dwa odpowiadają za parowanie dwóch głośników w połączenie stereo. Po prawej zaś znalazły się trzy przyciski odpowiadające za wznawianie i wstrzymywanie playlisty oraz regulacje poziomu głośności. Problem? Te trzy najważniejsze przyciski nie są podświetlane. W dzień nie powoduje to żadnego problemu, ale nocą już bywa irytujące.

Czytaj też: Test Tronsmart Mirtune S100. Dążenie do perfekcji trwa w najlepsze

Główny sposób działania stoi po stronie połączenia Bluetooth 5.3, które gwarantuje zarówno stały sygnał, jak i stosunkowo niskie opóźnienie, choć niestety zabrakło wsparcia bardziej zaawansowanych kodeków czy trybu ultraniskiego opóźnienia. Tradycyjnie, jak na nowoczesne głośniki Bluetooth przystało, możemy utrzymywać dwa źródła (np. telefony) sparowane równocześnie i szybko się między nimi przełączać. 

Aplikacja i akumulator Tronsmart Bang 2

Aplikacja Tronsmarta jest z gatunku tych w stylu “włącz raz, ustaw i zapomnij”. Oferuje korektor, proste sterowanie podświetleniem, opcję aktualizacji firmware oraz kilka przełączników. Nie mnoży bytów ponad potrzebę i dobrze. Brakuje natomiast w niej przełącznika trybu niskiej latencji pod wideo.

Deklaracje producenta co do akumulatora wynoszą z kolei 26 godzin przy około połowie poziomu głośności i wyłączonym podświetleniu. Nie jest to wcale przesadą, choć musicie pamiętać, że wyższy poziom głośności i aktywne podświetlenie zbija ten czas do około 7-10 godzin. Wszystko to po około 4,5-godzinnym ładowaniu, z czego dwie pierwsze godziny pozwalają osiągnąć poziom 70-80 procent naładowania przy mocy 19-19,5 watów.

Czytaj też: Test głośnika Tronsmart Mirtune H1. Idealny sprzęt do akcji w terenie

Warto też wiedzieć, że Bang 2 pracuje na akumulatorze także wtedy, gdy jest podpięty do ładowarki. Prąd zasilacza trafia najpierw do ogniwa, a dopiero stamtąd na układy audio. W plenerze nie rodzi to problemów, ale takie zachowanie oznacza, że długie “granie na kablu” w domu nadal zużywa cykle akumulatora.

Brzmienie Tronsmart Bang 2

To jest głośnik imprezowy, a nie coś do postawienia na komodzie czy biurku. Układ 2.1 i moc deklarowana na poziomie 90 watów (centralny przetwornik średniotonowy 66 W plus dwa tweetery po 12 W, do tego pasywne radiatory po bokach) budują brzmienie, które od umiarkowanych poziomów stawia na energię i bas. Już od połowy poziomu głośności Bang 2 bez trudu nagłaśnia mniejszy ogród, kiedy to bas trzyma formę, a środek pasma jest wystarczająco czytelny, by nie gubić wokali. Przy niskich poziomach głośności wychodzą niestety kompromisy tego strojenia, bo wtedy to słychać szum własny, średnica chudnie, a góra traci selektywność. Da się to częściowo podkorygować korektorem w aplikacji, ale charakter urządzenia pozostaje plenerowy. Kodeki to SBC i AAC, co do muzyki ze smartfona w zupełności wystarcza.

Test Tronsmart Bang 2 – podsumowanie

Głośnik Bluetooth Tronsmart Bang 2 spełnia daną przez producenta obietnicę bez marketingowych fikołków. Jest odporny, głośny i prosty w użyciu. Za 499 zł dostajemy sprzęt, który realnie ogarnia plener, a to za sprawą odporności IPX6, sensownej wytrzymałości akumulatora (zwłaszcza po dezaktywacji podświetlenia), kompletu złączy z microSD i AUX, możliwości spięcia dwóch sztuk w tryb stereo oraz wygodnego parowania z dwoma źródłami. Konstrukcyjnie to boomboks do imprezy, a nie do cichego nocnego grania czy oglądania filmów. Jeśli więc właśnie tego szukasz, to Bang 2 spełnia zadanie i broni swojej ceny. Jeśli jednak twoim priorytetem jest domowy odsłuch przy niskim poziomie głośności albo oglądanie filmów bez opóźnienia, to na rynku znajdziesz do tych scenariuszy lepsze modele.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

Pisze od 2016 roku na przeróżne tematy - od gier, po nowe technologie i na najpotężniejszych systemach wojennych kończąc. Poza tym tworzy gry i jest autorem książki fantasy pod tytułem Powrót do Korzeni.