Naukowcy coraz częściej zwracają uwagę, że swobodne wypuszczanie kotów na zewnątrz ma konsekwencje wykraczające daleko poza wpływ na lokalną przyrodę. Najnowsza analiza obejmująca ponad 400 badań pokazuje, że koty regularnie wychodzące z domu znacznie częściej stają się nosicielami patogenów, które mogą być groźne również dla ludzi.
Kot wychodzący żyje bliżej świata dzikich zwierząt niż nam się wydaje
Autorzy badania przeanalizowali dane dotyczące niemal stu różnych patogenów zdolnych do zakażania zarówno zwierząt, jak i ludzi. Na liście znalazły się między innymi salmonella, glisty, toksoplazmoza czy wirus wścieklizny. Wyniki były jednoznaczne. Koty wychodzące miały od trzech do pięciu razy większe prawdopodobieństwo bycia nosicielami chorób odzwierzęcych niż zwierzęta niewychodzące. Co jednak zaskakujące — pod względem ryzyka nosicielstwa przynajmniej jednego patogenu praktycznie nie różniły się od kotów zdziczałych.
Nietrudno zrozumieć, skąd bierze się ten problem. Kot, który codziennie patroluje okolicę, poluje, spotyka inne zwierzęta i przemierza różne środowiska, ma kontakt z ogromną liczbą potencjalnych źródeł zakażenia, również w miastach, choć na pewno na wsiach skala jest znacznie większa. Szczególnie często dotyczy to gryzoni, ptaków czy nietoperzy, które mogą przenosić rozmaite wirusy i pasożyty. Nawet jeśli pupil nie przynosi swoich łupów do domu, to można być pewnym, że jakieś złapał podczas swoich wypraw.

Warto jednak wiedzieć, że problem nie dotyczy tylko polowania. Kot nie musi przynieść do domu chorego zwierzęcia, aby zwiększyć ryzyko kontaktu ludzi z patogenami. Wystarczy, że regularnie korzysta z ogrodu, placu zabaw, piaskownicy czy pobliskiego parku jako swojej toalety. Pasożyty obecne w odchodach mogą utrzymywać się w środowisku przez wiele miesięcy, a czasem nawet lat. Według badań koty wychodzące mogą pozostawiać dziesiątki ton odchodów rocznie w przeliczeniu na każde 10 tysięcy gospodarstw domowych. To nie tylko kwestia estetyki, ale także potencjalnego narażenia ludzi i innych zwierząt na kontakt z pasożytami.
Dlatego nie pozwalam swojemu psu zbliżać się do wychodzących kotów, które spacerują po moim osiedlu, choć moja Kapi bardzo by tego chciała. Konsekwencje takiego wypuszczania kotów wykraczają daleko poza relację właściciel–zwierzak i dotykają również sąsiadów, lokalnej przyrody i przestrzeni wspólnych.
Czy to oznacza, że kot nie powinien wychodzić?
Zawsze będę zdania, że w miastach taki proceder to po prostu czysta nieodpowiedzialność i nie chodzi tutaj o wspomniane choroby, tylko o ryzyko, że kot wpadnie pod koła samochodu lub stanie mu się inna krzywda. Zwierzak może być szczęśliwy, aktywny i spełniony również wtedy, gdy nie wychodzi z domu, wystarczy się z nim bawić i dostarczać mu odpowiednich bodźców.

Sami badacze nie mówią wprost, ale skupiają się bardziej na tym, by ograniczać niekontrolowane włóczęgostwo. Coraz popularniejszym rozwiązaniem są tzw. catio, czyli specjalne zewnętrzne wybiegi dla kotów, które pozwalają zwierzęciu korzystać ze świeżego powietrza bez ryzyka polowań czy kontaktu z dzikimi zwierzętami. Inni właściciele stawiają na spacery na szelkach albo nadzorowane wyjścia do ogrodu.
Należy też pamiętać o regularnych szczepieniach i odrobaczaniu. To podstawa odpowiedzialnej opieki nad każdym kotem, nawet tym, który większość życia spędza w domu. Profilaktyka weterynaryjna nie chroni przed wszystkimi zagrożeniami związanymi z kontaktem z dziką przyrodą, ale na pewno będzie dużą pomocą i sprawi, że zwierzak będzie bezpieczniejszy, a przy okazji jego właściciele również.
