Inteligentna lodówka to nie tylko sprzęt AGD
Jeszcze kilka lat temu lodówka miała jedno zadanie: chłodzić żywność. Dzisiejsze modele coraz częściej przypominają komputery wyposażone w ekrany dotykowe, kamery, aplikacje mobilne i funkcje wykorzystujące sztuczną inteligencję. Potrafią monitorować zawartość półek, przypominać o kończących się produktach, proponować przepisy czy współpracować z innymi urządzeniami inteligentnego domu. Brzmi to świetnie i może naprawdę ułatwiać życie, ale ma również swoje wady, o których rzadko kto pamięta.
W przeciwieństwie do tradycyjnych urządzeń AGD, funkcjonowanie inteligentnych lodówek jest silnie uzależnione od oprogramowania oraz wsparcia producenta. A ono nie trwa wiecznie. Zwykle nie trwa nawet kilku lat, nie wspominając o dekadzie (a tyle mniej więcej żyły kiedyś lodówki). Samsung jest tutaj niekwestionowanym liderem, bo zapewnia siedem lat aktualizacji dla wybranych urządzeń, natomiast GE wspomina o pięciu latach od premiery produktu lub dwóch latach od momentu zakupu. Niestety lwia większość firm w ogóle nie informuje klientów o tym, jak długo zamierza wspierać swoje inteligentne sprzęty.
Cóż, klienci też rzadko o to pytają, bo mimo boomu na inteligentne sprzęty, nasza wiedza na temat takich rzeczy nadal pozostaje na dość niskim poziomie. Ostatnio nawet rozmawiałam na ten temat z koleżanką, która kupiła sobie właśnie smart lodówkę. Była bardzo zdziwiona, gdy zapytałam o aktualizacje, bo nie wiedziała, że są one konieczne. Przez ten brak wiedzy, rzadko kto zadaje odpowiednie pytania i w efekcie, po kilku latach budzi się ze sprzętem, który zaczyna sprawiać dziwne problemy.
Najpierw znikają funkcje, potem pojawiają się kłopoty
Scenariusz jest dość prosty. Inteligentna lodówka przez lata działa zgodnie z obietnicami producenta. Zarządza listą zakupów, komunikuje się z aplikacją, wyświetla przepisy czy integruje się z systemem inteligentnego domu, wszystko jest pięknie. Aż nadchodzi moment, w którym wsparcie zostaje zakończone, a część tych funkcji zaczyna działać gorzej lub całkowicie znika, szczególnie jeśli korzystamy z usług chmurowych utrzymywanych przez producenta. W skrajnych przypadkach możemy nawet utracić dostęp do funkcji, za które użytkownik zapłacił przy zakupie.

Idealnie pasującym określeniem, używanym przez niektórych producentów, jest „zombifikacja” urządzeń IoT. Sprzęt fizycznie nadal działa, ale jego inteligentne możliwości stopniowo zamierają. Można oczywiście powiedzieć, że nawet bez aplikacji lodówka nadal będzie chłodzić produkty. Problem w tym, że współczesne inteligentne modele są znacznie bardziej skomplikowane niż ich analogowi poprzednicy.
Znajdziemy w nich kamery, czujniki, moduły komunikacyjne, zaawansowane układy sterujące i rozbudowaną elektronikę. Każdy z tych elementów stanowi potencjalny punkt awarii. Naprawy bywają kosztowne, a w niektórych przypadkach dostępność części zamiennych może okazać się ograniczona. Co więcej, część urządzeń wykorzystuje oprogramowanie nawet do realizacji podstawowych funkcji związanych z chłodzeniem czy kontrolą temperatury. Dlatego koniec wsparcia nie zawsze oznacza jedynie utratę dodatków.
Tak, lodówka może zostać cyberprzestępcą
Co ważniejsze, to nie najgorsza część. Powtarzam to często przy okazji smartfonów – koniec wsparcia nie oznacza, że telefon nadaje się od razu do kosza, jednak korzystanie z niego z każdym dniem stanowi coraz większe ryzyko. Nie inaczej jest w przypadku lodówek. Aktualizacje nie służą wyłącznie dodawaniu nowych funkcji. W dużej mierze odpowiadają za usuwanie luk, które mogą zostać wykorzystane przez cyberprzestępców.
Urządzenia smart home od lat uchodzą za jeden z najsłabszych punktów domowych sieci. Kamery, termostaty, dzwonki do drzwi czy właśnie lodówki często posiadają słabsze zabezpieczenia niż smartfony lub komputery, a gdy producent przestaje publikować poprawki bezpieczeństwa, takie urządzenie staje się łatwym celem dla hakerów. Włamywacze nie są oczywiście zainteresowani tym, ile sera znajduje się w lodówce. Interesuje ich raczej możliwość wykorzystania jej jako furtki do całej domowej sieci, a kiedy już przez nią przejdzie, może próbować uzyskać dostęp do innych sprzętów, kraść dane, instalować złośliwe oprogramowanie lub wykorzystywać urządzenie do przeprowadzania cyberataków.

Chociaż może to brzmieć absurdalnie, to naprawdę realny problem. Zainfekowane urządzenia IoT bardzo często trafiają do tzw. botnetów, czyli sieci przejętych sprzętów wykorzystywanych do masowych ataków internetowych. Innymi słowy, nieaktualizowana lodówka może stać się częścią infrastruktury wykorzystywanej do wysyłania spamu, wydobywania kryptowalut czy przeprowadzania ataków DDoS wymierzonych w firmy, instytucje, a nawet infrastrukturę państwową.
Jeśli nawet mamy szczęście i haker nie działa na aż tak dużą skalę, to informacje zbierane przez inteligentne sprzęty mogą posłużyć także do bardziej „analogowych” przestępstw. W końcu lodówka, robot sprzątający czy oczyszczać doskonale znają nasz harmonogram dnia, wiedzą, kiedy wychodzimy do pracy, kiedy wracamy, kiedy kładziemy się do łóżka, czy w domu jest pies albo inni ludzie. To istna skarbnica wiedzy dla kogoś, kto planuje kradzież.
Dlatego, kiedy staniecie przed wyborem kupna nowej lodówki czy nawet innego sprzętu IoT, warto sprawdzić, jak wygląda kwestia aktualizacji dla takich urządzeń. Zresztą, dobrze jest to również zrobić, gdy już takie gadżety u siebie macie. Bo niestety, obecnie mniej ważne jest, ile takie sprzęt wytrzyma, a to, ile producent będzie jeszcze chciał się nim zajmować. I właśnie od odpowiedzi na to pytanie może zależeć, czy za kilka lat nasz inteligentny sprzęt nadal będzie inteligentny czy może stanie się już niebezpieczny.
