Okazuje się bowiem, że mięśnie nie są wyłącznie mechanicznym „silnikiem” naszego ciała. One dosłownie rozmawiają z całym organizmem i robią to praktycznie bez przerwy.
Mięśnie działają jak… organ hormonalny
Najbardziej fascynujące jest chyba to, że naukowcy zaczęli dziś traktować mięśnie trochę jak osobny organ dokrewny. Czyli coś na wzór tarczycy albo nadnerczy, tylko zamiast produkować hormony „w tle”, mięśnie aktywują się podczas ruchu. Za każdym razem, gdy się ruszamy, pracujące mięśnie uwalniają do krwiobiegu setki różnych cząsteczek sygnałowych nazywanych miokinami. To nie są jakieś niszowe biologiczne ciekawostki. To substancje, które wpływają praktycznie na wszystko:
- mózg,
- odporność,
- metabolizm,
- poziom stanów zapalnych,
- spalanie tłuszczu,
- a nawet ryzyko nowotworów.
Brzmi trochę jak science fiction, ale właśnie dlatego coraz częściej mówi się dziś, że ruch nie jest „opcją dla ambitnych”, tylko biologiczną koniecznością. Trochę na równi ze snem czy jedzeniem.
Nasze ciało dosłownie oczekuje ruchu
Siedzący tryb życia przestaje być postrzegany wyłącznie jako „brak formy”. Coraz częściej naukowcy traktują go jak stan, w którym organizm po prostu przestaje dostawać chemiczne sygnały potrzebne do prawidłowego działania. Ciało w bezruchu zaczyna milknąć hormonalnie. To właśnie dlatego aktywność fizyczna wpływa jednocześnie na tak wiele rzeczy naraz. Nie dlatego, że „spalamy kalorie”, ale dlatego, że uruchamiamy cały biologiczny system komunikacji.
Dla mnie najciekawszą częścią badań jest ta, poświęcona komunikacji mięśni z mózgiem. Bo nasz najważniejszy organ, czyli mózg, „słucha” tego, co mówią mięśnie. Podczas ćwiczeń organizm uwalnia między innymi BDNF — substancję odpowiedzialną za neuroplastyczność, czyli zdolność mózgu do tworzenia nowych połączeń i regeneracji. Pojawia się też iryzyna oraz katepsyna B, które wspierają powstawanie nowych neuronów i poprawiają funkcje poznawcze.
Kiedy to zrozumiemy, nagle zaczyna mieć sens to, że ludzie aktywni fizycznie lepiej radzą sobie ze stresem, mają lepszą pamięć, są mniej narażeni na choroby neurodegeneracyjne czy rzadziej cierpią na depresję. Nie chodzi tutaj, że ruch jest magiczną tarczą przeciwko wszystkim, ale daje nam gigantycznego „buffa”, którego nie da się zignorować. To nie jest już tylko kwestia „dobrego samopoczucia po treningu”, tylko realna biologiczna rozmowa między mięśniami a układem nerwowym. Z kolei perspektywa, że spacer albo jazda na rowerze dosłownie wzmacnia mózg, brzmi dużo bardziej motywująco niż kolejna fit-influencerka mówiąca o „paleniu boczków”. Przynajmniej dla mnie.
Ćwiczenia wpływają na odporność, kości i serce
Dalej jest jeszcze ciekawiej, bo miokiny pomagają regulować pracę układu odpornościowego i zmniejszają przewlekłe stany zapalne, które są dziś powiązane z ogromną liczbą chorób cywilizacyjnych. Z kolei jedna z najważniejszych substancji — interleukina-6 (IL-6) — podczas intensywnego wysiłku może wzrastać nawet stukrotnie. Co ciekawe, choć w innych sytuacjach IL-6 bywa kojarzona ze stanami zapalnymi, podczas ćwiczeń działa zupełnie inaczej, bardziej jak sygnał ochronny i regulacyjny dla organizmu. To trochę pokazuje, jak niesamowicie skomplikowane jest nasze ciało. Ta sama cząsteczka może działać inaczej zależnie od kontekstu.

Przez lata aktywność fizyczną sprowadzano głównie do prostego równania: „ćwiczenia = spalanie kalorii”. To ogromne uproszczenie, ale przeniknęło tak mocno do naszej świadomości, że najczęściej nie przywiązujemy wagi do tego, co kryje się głębiej. Tymczasem organizm działa znacznie bardziej skomplikowanie. Pracujące mięśnie zmuszają ciało do uwalniania kwasów tłuszczowych, szczególnie z tłuszczu trzewnego, czyli tego najbardziej niebezpiecznego dla zdrowia. Jednocześnie poprawia się wrażliwość na insulinę, dzięki czemu organizm lepiej radzi sobie z gospodarką cukrową. Właśnie dlatego ruch tak mocno pomaga w profilaktyce cukrzycy typu 2. Mięśnie działają trochę jak metaboliczny termostat — decydują, kiedy organizm ma magazynować energię, a kiedy ją zużywać.
Na tym się nie kończy, bo mięśnie wpływają nawet na kości. Nie tylko mechanicznie poprzez ruch, ale też chemicznie. Miokiny stymulują komórki odpowiedzialne za budowę tkanki kostnej, pomagając utrzymać odpowiednią gęstość kości i chronić przed osteoporozą. Podobnie wygląda sytuacja z układem krążenia. Podczas aktywności organizm uwalnia egzerkiny — cząsteczki wspierające rozszerzanie naczyń krwionośnych, poprawiające ich elastyczność i zmniejszające ryzyko nadciśnienia czy niewydolności serca.
Innymi słowy, nasze ciało naprawdę zostało stworzone do ruchu i bardzo źle znosi jego brak.
Ćwiczenia mogą pomagać nawet w ochronie przed rakiem
Oczywiście w tej kwestii naukowcy są bardzo ostrożni, jednak wyniki badań robią wrażenie. Według analiz publikowanych m.in. w The Lancet Oncology, aktywność fizyczna może zmniejszać ryzyko ponad 10 rodzajów nowotworów. Częściowo właśnie dzięki miokinom. Niektóre z tych substancji pomagają ograniczać uszkodzenia DNA i utrudniają rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych. Ćwiczenia dodatkowo mobilizują układ odpornościowy do wykrywania zagrożeń na bardzo wczesnym etapie. Badania sugerują nawet, że nawet pojedyncza sesja aktywności fizycznej może chwilowo zwiększyć poziom cząsteczek hamujących rozwój komórek rakowych.
Tego typu badania bardzo mocno wpływają na światopogląd, w tym wypadku na sposób patrzenia na ćwiczenia. Zamiast „kary za pączka” lub obowiązku związanego z wyglądem, ruch staje się czymś znacznie głębszym – sposobem komunikowania się organizmu z samym sobą. Każdy spacer, każdy trening, nawet zwykłe wejście po schodach uruchamiają w ciele całą chemiczną orkiestrę, która próbuje utrzymać nas przy zdrowiu. W dodatku wprowadzenie takich zmian nic nie kosztuje. Okej, przynajmniej finansowo, bo zapłacimy za to potem i czasem, ale w nagrodę dostaniemy nie tylko lepszą kondycję i mniejszą liczbę na wadzę. Dostaniemy przede wszystkim lepsze zdrowie, którego tak naprawdę żadne pieniądze nie kupią.
Źródło:Science Alert
