Cyfrowa szkoła nie zawsze oznacza lepsze wyniki
W Stanach Zjednoczonych, według danych National Center for Education Statistics, aż 88 proc. szkół publicznych zapewnia każdemu uczniowi indywidualny sprzęt. Te liczby naprawdę robią wrażenie i nie ma co ukrywać, w ten sposób dzieci nie są skreślane już na starcie. Nawet w dzisiejszych czasach nie każdy ma dostęp do technologii, a przecież w szkole często wymagane są prezentacje, szukanie informacji w sieci czy przeglądanie przesyłanych przez nauczycieli materiałów. Z drugiej strony, sama technologia była przez długi czas przedstawiana jako naturalne rozwiązanie wielu problemów edukacyjnych. Interaktywne materiały miały angażować uczniów, platformy internetowe miały ułatwiać naukę, a cyfrowe ćwiczenia pozwalać na szybsze przyswajanie wiedzy.
Jak to jednak zwykle bywa, temat nie jest taki prosty, zwłaszcza gdy spojrzymy na wyniki badań. Neurobiolog Jared Cooney Horvath, autor książki „The Digital Delusion”, zwraca uwagę, że uczniowie intensywnie korzystający z komputerów często osiągają słabsze wyniki edukacyjne niż ich rówieśnicy pracujący tradycyjnymi metodami. Podobne wnioski pojawiają się w analizach międzynarodowych testów edukacyjnych, które od lat badają skuteczność różnych modeli nauczania.
Nie oznacza to oczywiście, że komputer sam w sobie szkodzi nauce. Problem pojawia się wtedy, gdy technologia zaczyna zastępować nauczyciela, dyskusję i aktywne uczestnictwo w lekcji. Jednym z najczęściej podnoszonych zarzutów jest sytuacja, w której cyfrowe platformy nie wspierają procesu nauczania, ale stają się jego głównym elementem. Rodzice coraz częściej opisują lekcje sprowadzające się do wypełniania formularzy, wykonywania ćwiczeń online czy oglądania materiałów na ekranie. Teoretycznie uczniowie są aktywni, w praktyce jednak kontakt z nauczycielem bywa ograniczony do minimum.

To szczególnie problematyczne w przedmiotach humanistycznych, gdzie kluczową rolę odgrywa rozmowa, wymiana argumentów czy wspólne analizowanie zjawisk społecznych i historycznych. Trudno zastąpić żywą dyskusję kolejnym interaktywnym quizem. W dodatku dzieci są sprytne, mając komputer albo tablet pod ręką, większość informacji znajdą w sieci, nie przejmując się koniecznością nauczenia się ich.
Co również ciekawe, sam proces czytania na ekranie działa już trochę na niekorzyść, bo wiele badań pokazuje, że uczniowie lepiej rozumieją i zapamiętują treści czytane na papierze niż na ekranie. Podobne wyniki dotyczą notatek. Pisanie odręczne wymaga większego zaangażowania poznawczego niż zwykłe przepisywanie informacji na klawiaturze. Mózg musi selekcjonować treści, skracać je i przetwarzać, co sprzyja utrwalaniu wiedzy.
Oczywiście znowu, nie chodzi tutaj o nagłe wyeliminowanie takich urządzeń. Noszenie tabletu czy laptopa zamiast kilku zeszytów, które połączone z podręcznikami potrafią mocno obciążać kręgosłup dziecka, będzie więc lepszym rozwiązaniem. Jednak wygląda na to, że wiele szkół zbyt szybko i zbyt entuzjastycznie ruszyło do zastępowania tradycji nowoczesnością.
Technologia jest narzędziem, nie celem
Dyskusja o ekranach w szkołach nie dotyczy wyłącznie wyników edukacyjnych i sprowadza się do tego, o czym sama wiele razy pisałam przy okazji naszych nawyków związanych ze scrolollowaniem czy „odpoczywaniem” przed ekranami. Specjaliści od zdrowia zwracają uwagę na rosnącą liczbę dzieci z problemami ze wzrokiem. Wielogodzinne patrzenie na bliskie ekrany jest jednym z czynników zwiększających ryzyko krótkowzroczności. Do tego dochodzi siedzący tryb życia, który ogranicza naturalną potrzebę ruchu.
Również koncentracja może cierpieć podczas takiej nauki. Współczesne aplikacje, gry i serwisy internetowe są projektowane tak, aby nieustannie przyciągać uwagę użytkownika. Jeśli te same metody stosowane są w edukacji, to pozornie mogą one działać, ale na dłuższą metę robią więcej szkody niż pożytku. Nasza zdolność do koncentracji spada z każdym rokiem, więc dopóki dzieci są w szkole, powinny uczyć się cierpliwości, skupienia i gotowości do wykonywania zadań, które nie zawsze dostarczają natychmiastowej gratyfikacji. Właśnie dlatego wielu pedagogów obawia się, że nadmierna obecność ekranów może utrudniać rozwijanie umiejętności niezbędnych w dalszej edukacji i życiu zawodowym.
Dobrze wiemy, że technologii nie pozbędziemy się już z naszego życia i zresztą nie tędy droga. Chodzi raczej o umiejętne jej wykorzystywanie, co może również pomóc w przyszłym życiu zawodowym. Najważniejsze to znaleźć złoty środek, co też sugerują eksperci. Przyszłość edukacji nie leży ani w całkowitym odrzuceniu technologii, ani w pełnej cyfryzacji. Najlepsze efekty może przynieść rozsądne połączenie obu światów – wykorzystanie komputerów tam, gdzie rzeczywiście pomagają oraz pozostawienie miejsca dla papierowych książek, zeszytów, rozmowy i współpracy między ludźmi.
