„Ty, twe radości i smutki, twe wspomnienia i ambicje, twoje poczucie tożsamości i wolnej woli to w rzeczywistości nic więcej niż aktywność wielkiego zbioru komórek nerwowych i związanych z nimi cząsteczek” – pisał w książce „Zdumiewająca hipoteza” Francis Crick, nagrodzony Noblem odkrywca struktury DNA. Do dziś wielu z nas nie chce zaakceptować owej hipotezy, choć twardych dowodów na jej poparcie jest mnóstwo. Upieramy się przy tym, że ludzki umysł musi być „czymś więcej”, czymś niematerialnym; w najgorszym razie uznajemy, że sto miliardów neuronów w naszych głowach tworzy strukturę zbyt skomplikowaną, by człowiek mógł ją kiedykolwiek rozpracować.

Jednak postęp nauki stopniowo podkopuje naszą wiarę w wyjątkowość i niematerialny charakter umysłu. To, co do niedawna wydawało się sferą ducha, jest kontrolowane przez niezbyt skomplikowane substancje zwane neuroprzekaźnikami. Naukowcy potrafią nimi manipulować, choć – jak wynika z najnowszych odkryć – skutki tego bywają nierzadko zaskakujące.

ENDOKANABINOIDY: APETYT NA PSYCHOZĘ


Ludzkość zażywa narkotyki, ponieważ są one „dopasowane” do budowy mózgu – łączą się z receptorami na komórkach nerwowych, naśladując działanie różnych neuroprzekaźników. Morfina i heroina wpływają na receptory opioidowe, nikotyna – na receptory N-acetylocholinowe, więc nikt się nie zdziwił, gdy wyszło na jaw, że i marihuana ma swój punkt zaczepienia, czyli receptory endokanabinoidowe. Niespodzianki pojawiły się, gdy naukowcy zaczęli badać te struktury. No bo do czego mózgowi mogą być potrzebne związki o działaniu podobnym do „trawki”?

Endokanabinoidy, bo o nich mowa, mają zaskakująco szerokie spektrum działania. Są aktywne w obrębie większości narządów naszego ciała. W układzie nerwowym odpowiadają m.in. za chronienie komórek nerwowych i gojenie się mózgu po urazach. Ale nie tylko – liczne badania wykazały, że „wewnętrzna marihuana” jest odpowiedzialna również za łagodzenie skutków stresu, regulowanie apetytu, a nawet ma działanie przeciwdepresyjne. Dlaczego by więc – wzorem starożytnych cywilizacji – nie wykorzystać konopi indyjskich jako lekarstwa? Entuzjazm zwolenników takiej terapii opadł po odkryciu dr Gabrielli Gobi z kanadyjskiego McGill University, która wzięła pod lupę tetrahydrokannabinol (THC), główną substancję psychoaktywną zawartą w marihuanie. „Ma ona właściwości przeciwdepresyjne tylko w niskich dawkach, natomiast w wysokich jej działanie ulega odwróceniu i skutki są fatalne. Nadużywanie marihuany przez osobę cierpiącą na depresję może doprowadzić do psychozy” – ostrzega uczona.

Większe zainteresowanie lekarzy budzi rimonabant – lek blokujący receptory endokanabinoidowe w mózgu. Badania wykazały, że zmniejsza on apetyt i ułatwia odchudzanie się osobom otyłym, a na dodatek pomaga także zerwać z nałogami, takimi jak nikotynizm czy alkoholizm. Pod jego wpływem ludzie przestają czerpać przyjemność z objadania się czy palenia papierosów. Ale nie ma nic za darmo – w części przypadków lekarstwo jest tak „skuteczne”, że wpędza pacjentów w depresję.

W rezultacie rimonabant nie został jeszcze dopuszczony do sprzedaży w USA, choć dostępny jest w wielu innych krajach – między innymi w Unii Europejskiej.

GABA: GDY ZAWODZĄ HAMULCE


Na nazwach neuroprzekaźników nieraz można połamać język. Substancja zwana kwasem gamma-aminomasłowym nie jest tu wyjątkiem, dlatego najczęściej nazywa się ją skrótem GABA. Zdobyła sławę jako „płyn hamulcowy” mózgu, ponieważ to ona najczęściej odpowiada za zmniejszanie aktywności neuronów. Do receptorów tego neuroprzekaźnika przyczepiają się m.in. leki nasenne, takie jak zolpidem i zopiklon, a także... alkohol etylowy. Ten ostatni ma jednak głębszy związek z GABA. Okazało się bowiem, że ilość tego neuroprzekaźnika jest znacznie obniżona w mózgach osób uzależnionych od alkoholu i nikotyny, a także u chorych na schizofrenię, depresję i zaburzenia lękowe. Trwają badania nad leczeniem tych schorzeń z pomocą leków działających podobnie jak GABA, np. gabapentyny, która okazała się skuteczna w terapii alkoholizmu.

Istnieje jednak także naturalny sposób na podwyższenie poziomu „płynu hamulcowego” w mózgu. Badania przeprowadzone przez uczonych z Boston University School of Medicine wykazały, że u osób, które przez godzinę praktykowały jogę, ilość GABA rośnie o 27 proc. „Ta metoda jest nie tylko tania i łatwo dostępna, ale także pozbawiona skutków ubocznych” – podkreśla prof. Perry Renshaw z McLean Hospital, jeden z autorów odkrycia. No i nie da się jej przedawkować, w odróżnieniu od leków nasennych czy alkoholu.

OKSYTOCYNA: MIŁOŚĆ I (ŁATWO) WIERNOŚĆ