1. Umyj ręce

Gest Poncjusza Piłata czy lady Makbet może się wydawać czysto symboliczny. Ale nie dla Spike’a Lee z University of Michigan, który udowodnił, ze mycie rąk usuwa nie tylko brud z dłoni, ale i wątpliwości z myśli. „Jeśli musieliśmy dokonać jakiegoś wyboru, a potem wykonaliśmy tę prostą czynność higieniczną, stajemy się bardziej pewni swej decyzji. Koncentrujemy się na jej zaletach i na wadach rozwiązań, które odrzuciliśmy” – wyjaśnia uczony. W jego eksperymencie studenci musieli ocenić płyty z muzyką i różne gatunki dżemu, a potem wybrać jeden z tych produktów dla siebie i ponownie ułożyć ranking. Ci, którzy nie myli rąk, przy drugim podejściu podnosili ocenę tego, co mieli „w ręku”, usprawiedliwiając podświadomie swój wybór. Wystarczyło jednak użyć wody i mydła (albo chusteczek odświeżających), by wątpliwości znikły – ta grupa nie zmieniała swego rankingu. Jeśli więc nie chcesz się wahać i żałować podjętej decyzji, weź przykład z Piłata.

2. Spójrz w górę

Czy wiesz, na jakiej wysokości znajduje się sufit w pomieszczeniu, w którym właśnie przebywasz? Wbrew pozorom może to mieć kluczowe znaczenie dla twojej kondycji umysłowej. Prof. Joan Meyers-Levy z University of Minnesota w Stanach Zjednoczonych twierdzi, że wystarczy różnica 50 cm, by przestawić mózg na inny tryb działania. „Pokoje wysokości trzech metrów sprzyjają swobodnemu, bardziej abstrakcyjnemu myśleniu, znajdywaniu powiązań między odległymi elementami czy zjawiskami. Z kolei tam, gdzie sufit znajduje się 2,5 m nad podłoga, ludzie zaczynają myśleć bardziej konkretnie, skupiając się na szczegółach” – mówi uczona. Być może badania te zainspirują architektów, ale na razie wniosek jest prosty: niskie sufity zawężają horyzonty.

3. Nie daj się zmiękczyć

Niby wydaje się to oczywiste, ale trzeba było zespołu uczonych z Massachusetts Institute of Technology, Yale i Harvardu, by pokazać, jak bardzo komfort lub dyskomfort otoczenia wpływa na nasze myślenie. Z ich pracy opublikowanej w prestiżowym tygodniku „Science” płyną wnioski tyleż proste, co zaskakujące. Jeśli chcesz coś wytargować, nie rozsiadaj się w miękkim fotelu, bo będziesz wtedy słabiej bronić swej pozycji, niż siedząc na twardym krześle. Gdy książka, którą czytasz, jest masywna i ma twardą oprawę, potraktujesz zawarte w niej treści bardziej poważnie niż te z lekkiego wydania typu paperback. Ba, nawet struktura przedmiotów, których dotykają twoje palce, ma znaczenie! Szorstkość sprawi, że będziesz oczekiwać trudności i wyzwań, gładkość zaś nastawi bardziej łagodnie. Miękkość cię zmiękczy, twardość usztywni... Dlatego strzeż się wygodnych foteli w salach konferencyjnych czy w działach reklamacji – mogą być tajną bronią twego przeciwnika w negocjacjach.

4. Przespaceruj się z tym

Być może to błąd, że w większości przypadków nową wiedzę zdobywamy, siedząc, ewentualnie stojąc lub leżąc. Zgodnie z tym, co ustalił zespół kierowany przez dr Sabine Schäfer z berlińskiego Max-Planck-Institut für Bildungsforschung, powinniśmy w takiej sytuacji raczej spacerować, gdyż wówczas informacje najłatwiej „wchodzą” nam do głowy. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne. Ostatecznie czynność taka jak chodzenie też w jakimś stopniu angażuje mózg, więc powinna nas raczej rozpraszać niż sprzyjać koncentracji. Możliwe jednak, że spacer po prostu delikatnie pobudza (czy to czysto mentalnie, czy fizycznie, poprzez przyśpieszenie rytmu pracy serca i zwiększenie dopływu natlenionej krwi do układu nerwowego), więc dobrze co jakiś czas wstać zza biurka czy szkolnej ławki i przejść się we własnym, komfortowym tempie. Wizje bardziej ekstremalne – klasy z automatycznymi bieżniami, wykłady wygłaszane w halach sportowych itd. – pewnie jeszcze trochę poczekają na realizację.

5. Sprawdź kierunek jazdy

Wielu ludzi nie lubi patrzeć na krajobraz uciekający za oknem pociągu czy autobusu. Być może po prostu nie chcą rozstrząsać tego, co było, ponieważ w takiej akurat pozycji – tyłem do kierunku jazdy – nasz mózg nieświadomie przestawia się na myślenie o przeszłości. Dowiedli tego badacze z University of Aberdeen w Wielkiej Brytanii pod wodzą dr. Lyndena Milesa. Posłużyli się co prawda komputerową animacją składającą się z punktów, które przybliżały się bądź oddalały od uczestnika eksperymentu, ale wnioski były jednoznaczne. Gdy badani mieli wrażenie poruszania się do przodu, ich myśli wybiegały w przyszłość, gdy do tyłu – w przeszłość. Co ciekawe, uczeni z Holandii dowiedli wcześniej, że działa to także w drugą stronę – myślenie o tym, co dopiero ma się wydarzyć, sprawia, że bezwiednie wykonujemy ruchy ciała związane z poruszaniem się naprzód itd. To jeszcze jeden dowód na to, że podświadome sprzężenie między mózgiem a resztą ciała działa w obie strony. A jak to wykorzystać w codziennym życiu? Cóż, na pewno nie warto zaczynać planowania nowej strategii, siedząc plecami do kierowcy pojazdu.

6. Uważaj na seks...

Jest w filmach, jest na plakatach, jest we wszechobecnych reklamach. Coraz śmielsze sceny i coraz bardziej prowokujące pozy. Czy całe to rozpasanie XXI wieku może być szkodliwe, jak twierdzą obrońcy moralności? Cóż, do pewnego stopnia tak. Przekonują o tym badania amerykańskich psychologów nad percepcją wzrokową. Otóż osoby, którym w serii wyświetlanych przez komputer obrazów pokazano krwawą lub erotyczna scenę, doświadczały czegoś w rodzaju ślepoty emocjonalnej – nie zwracały zbytniej uwagi na następny obraz. Efekt trwa krótko, bo zaledwie jedną piątą sekundy, ale nawet tyle może wystarczyć, by doszło np. do wypadku drogowego: jeśli kierowca zobaczy roznegliżowaną piękność na billboardzie, może potem nie dostrzec innego pojazdu lub pieszego... Z innych badań wiadomo też, ze pod wpływem erotycznych obrazów mężczyźni stają się bardziej rozrzutni i skłonni do ryzyka. Innymi słowy to, co miłe dla oka, może być przy okazji co najmniej bolesne dla kieszeni. Nic dziwnego,że np. w Wielkiej Brytanii pojawiają się głosy, by zakazać umieszczania reklam wykorzystujących akcenty erotyczne w pobliżu dróg.

7. Starannie dobieraj lektury

„Pokaż mi, co czytasz, a powiem ci, jak się czujesz” – tak można by skwitować badania nad wpływem pozornie niewinnych słów nie tylko na mózg, ale i cały organizm człowieka. Eksperyment przeprowadzono w latach 90. XX wieku na New York University. Studentom dano do przeczytania niezbyt długie teksty, a potem poproszono o przejście pod inną salę. Grupie, której lektura obfitowała w słowa kojarzące się z podeszłym wiekiem, zajęło to zdecydowanie więcej czasu. Młodzi i sprawni studenci poruszali się wolniej, jeśli wcześniej czytali o starości. Zjawisko to może wytłumaczyć fenomen popularności, jaką od dziesięcioleci cieszą się poradniki pozytywnego myślenia, a także tanie romanse. Skoro czytamy o dobrym samopoczuciu, to od razu czujemy się lepiej; gdy czytamy o wielkiej i spełnionej miłości, czujemy się bardziej kochani... Nie oznacza to oczywiście, ze poważne, nostalgiczne czy mroczne książki powinny trafić na makulaturę. Pamiętaj jednak, że podświadomość to potęga. Jeśli będziesz w kółko czytać o kryzysie, zagrożeniu czy zbrodni, na pewno nie poczujesz się od tego lepiej.

8. Na koniec: uśmiechnij się!


W jednym z klasycznych już eksperymentów pokazujących działanie tzw. torowania (priming) studenci mieli chodzić cały dzień z „przyklejonym” do twarzy sztucznym, wymuszonym uśmiechem. Okazało się, że taki prymitywny wręcz zabieg poprawił im nastrój – poczuli się lepiej, choć teoretycznie nie mieli powodu. Jednak samo rozciągnięcie mięśni w charakterystyczny sposób wystarczyło. Mózg otrzymał od nich komunikat „uśmiechamy się” i zareagował, dopasowując stan emocjonalny do fizycznego. I mniejsza z tym, że naturalny uśmiech angażuje inne mięśnie (m.in. jarzmowe i śmiechowe) niż wymuszony (głównie mięśnie policzkowe). Podobnie działa sprzężenie między psychiką a napięciem mięśni – gdy są naprężone, stajemy się nerwowi, gdy rozluźnione (np. w ciepłej kąpieli), relaksujemy się także mentalnie. Nasz umysł bywa zadziwiająco prosty... Ale czy nie jest to kolejny powód, by się uśmiechnąć?