Dlatego bardzo ciekawią mnie niektóre pomysły na to, jak dom jeszcze lepiej dopasować do swoich potrzeb. Wyjątkowo ciekawie wypada tu Ultrahuman, który najwyraźniej chce pójść krok dalej i połączyć dane z ciała z domowym sterowaniem klimatem.
Według patentu firma pracuje nad koncepcją, w której smart ring zbiera sygnały fizjologiczne, takie jak tętno, temperatura skóry i metryki związane ze snem, a system zestawia je z danymi środowiskowymi z urządzenia Ultrahuman Home, czyli temperaturą pomieszczenia, wilgotnością, jakością powietrza, światłem i hałasem. Na tej podstawie centralna jednostka miałaby sterować HVAC, czyli ogrzewaniem, wentylacją i klimatyzacją, dopasowując warunki w domu do reakcji ciała użytkownika.
Termostat zna temperaturę, a pierścień może czytać człowieka
Klasyczny termostat jest trochę jak osoba, która zna tylko jedną odpowiedź na bardzo złożone pytanie. Widzi temperaturę i reaguje według ustawień. To oczywiście działa, ale nie mówi wiele o tym, czy człowiek faktycznie śpi lepiej, czy budzi się przegrzany, czy ciało szybciej się uspokaja, czy może noc w idealnych 19 stopniach kończy się przewracaniem z boku na bok. Wearable dodaje do tego drugą warstwę: reakcję organizmu.
W tym pomyśle Ultrahuman szczególnie ciekawe jest domknięcie pętli. Pierścień nie tylko mierzy sen i regenerację, a domowy czujnik nie tylko mierzy jakość powietrza. Oba źródła danych mają zacząć rozmawiać ze sobą i uczyć się, w jakich warunkach ciało użytkownika funkcjonuje lepiej. Patent sugeruje użycie modeli uczenia maszynowego do dopracowywania profili komfortu w czasie, choć nie wiadomo, jak konkretnie system miałby ustalać optymalną temperaturę i jak radziłby sobie z bardziej skomplikowanymi domowymi scenariuszami.
To brzmi jak logiczny kierunek dla smart home’u, który do tej pory często był bardziej „smart” w aplikacji niż w odczuciu mieszkańców. Dom przyszłości nie powinien tylko wykonywać komend. Powinien wyłapywać, że użytkownik po trzech nocach z rzędu śpi gorzej w cieplejszym pokoju, że wysoka wilgotność pogarsza komfort, albo że zbyt suche powietrze zamienia poranek w małą walkę z gardłem i skórą.
Sen może stać się nowym pilotem do klimatyzacji
Najbardziej naturalnym polem dla takiej technologii jest noc. W ciągu dnia łatwo poprawić warunki ręcznie: podkręcić ogrzewanie, otworzyć okno, włączyć klimatyzację. Podczas snu sprawa robi się trudniejsza, bo na przykład ja nie chcę budzić się tylko po to, by negocjować z termostatem. A jak wiadomo sen jest wyjątkowo wrażliwy na temperaturę. Każdy zna tę nocną dramaturgię: najpierw za ciepło, potem noga spod kołdry, potem za zimno, potem powrót pod kołdrę, a rano zegarek z kamienną twarzą informuje, że regeneracja była „poniżej normy” (w tym miejscu pozdrawiam mojego Garmina).
System oparty na pierścieniu mógłby próbować reagować wcześniej, zanim dyskomfort obudzi użytkownika. Jeśli ciało sygnalizuje przegrzanie, wzrost tętna albo gorsze warunki snu, HVAC mógłby subtelnie zmienić temperaturę. Jeśli powietrze robi się zbyt suche albo duszne, system mógłby uwzględnić dane z czujników środowiskowych. Na razie mówimy o patencie, więc niestety nie ma pewności, czy takie rozwiązanie kiedykolwiek trafi na rynek.
A co, jeśli w pokoju są dwie osoby?
Tu zaczyna się największy problem całej koncepcji. Komfort rzadko mieszka w pojedynkę. W sypialni mogą spać dwie osoby, z których jedna marznie, druga się przegrzewa, jedna nosi pierścień, druga nie, jedna chce chłodu, druga ma stopy lodowate jak bohater skandynawskiego kryminału.

To nie jest drobny szczegół techniczny. To test dla całej filozofii „domu dopasowanego do ciała”. Smart home może świetnie działać dla singla z jednym profilem, ale rodzina, para albo współlokatorzy szybko pokazują, że dom to nie laboratorium z jednym użytkownikiem testowym. Czasem algorytm będzie musiał wybrać kompromis, czasem oddać kontrolę człowiekowi, a czasem zwyczajnie przyznać, że jedna klimatyzacja nie zadowoli dwóch organizmów naraz.
Dane z ciała jako nowa waluta komfortu
W tym pomyśle jest też drugi, poważniejszy temat: prywatność. Smart ring zbiera dane intymne, nawet jeśli wyglądają niewinnie w aplikacji. Tętno, temperatura skóry, sen, regeneracja, reakcja na środowisko – to nie są informacje w rodzaju „w salonie jest 23 stopnie”. To zapis tego, jak ciało funkcjonuje w domu, w nocy, w odpoczynku. Im więcej urządzeń zaczyna z tych danych korzystać, tym ważniejsze staje się pytanie, kto ma do nich dostęp, gdzie są przetwarzane i czy użytkownik rozumie, na co się zgadza.
Granica między opieką a nadzorem w domu robi się cienka. Jeszcze niedawno pierścień pokazywał nam raport. Teraz może zacząć wpływać na to, jak zachowuje się mieszkanie. To wygodne, ale też symboliczne, bo ciało staje się pilotem do domu, a dom zaczyna odpowiadać na sygnały, których sami często nie umiemy odczytać. Pytanie, czy chcemy oddawać to za cenę odrobiny komfortu? Ja nie mam przekonania. Szczególnie, że dopiero z czasem pewnie przekonamy się, jak i te dane mogą zostać wykorzystane przez korporacje.
