Naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze przeprowadzili badania, które wskazują, że palacze są o ponad 15% bardziej narażeni na utratę słuchu niż osoby niepalące. Ryzyko wystąpienia wad słuchu wzrasta proporcjonalnie do ilości wypalanych papierosów oraz długości okresu palenia. Badanie także pokazało, że byli palacze nie są już narażeni na tego typu powikłania. Zdaniem naukowców wynika to z faktu, że po rozstaniu się z nałogiem ludzie zazwyczaj zaczynają o wiele bardziej dbać o swoje zdrowie.

Na razie nie wiadomo, skąd u palaczy mogą brać się problemy ze słuchem. Autorzy badania podejrzewają, że może to mieć związek z rozwojem chorób serca.

- Na tym etapie nie jesteśmy pewni, czy toksyny zawarte w papierosach uszkadzają bezpośrednio narząd słuchu czy raczej to zmiany w naczyniach krwionośnych, spowodowane przez papierosy, mają taki wpływ na pogorszenie i utratę słuchu. Bardzo prawdopodobne, że procesy te zachodzą jednocześnie - podkreśla Piers Dawes, jeden z autorów badania z Uniwersytetu w Manchesterze.

Ryzyko utraty słuchu dotyczy także osób, które same wprawdzie nie palą, ale za to często są wystawione na niekorzystne działanie toksycznego dymu. 

Badanie przeprowadzono wykorzystując dane pochodzące z badań UK Biobank, długookresowych badań zdrowotnych, które rozpoczęły się w 2007 roku i objęły do tej pory ponad 500 tys. pacjentów. Wyniki badań opisano w magazynie "Journal of the Association of Otolaryngology".

Czytaj więcej: Brutalna prawda o paleniu. Kilka ruchów myszki wystarczy, by poznać efekty upływającego czasu i kolejnych wypalanych papierosów