Z pozoru Południową Kalifornię, skąd Vansy się wywodzą, i tokijską dzielnicę Harajuku dzieli cały Ocean Spokojny. W rzeczywistości oba te punkty na mapie od lat oddychają tym samym, buntowniczym duchem punk rocka, motocyklowej kontrkultury i bezkompromisowej estetyki. Model Vans OTW x Neighborhood Authentic 44 to spotkanie dwóch duchowych bliźniaków, którzy zamiast rewolucjonizować klasykę na siłę, postanowili potraktować ją z głębokim szacunkiem i powściągliwością.
Surowy zamsz, skóra i subtelne detale dla wtajemniczonych
Tradycyjnie model Authentic kojarzy się z lekkim, płóciennym wykończeniem. W przypadku tej edycji projektanci wywrócili materiałowy porządek do góry nogami. Płótno zastąpiono mięsistym, zamszem premium, z kolei klasyczne tekstylne wzmocnienia ustąpiły miejsca gładkiej skórze. Zmiana jest ogromna i to nie tylko wizualnie, ale też pod względem trwałości i sposobu użytkowania. Nie do końca będą to takie „szmaciaki”, jakie wszyscy pokochali, jednak właśnie o to w tej współpracy chodzi – o nowe spojrzenie i przełamanie schematu.


Oczywiście taka zmiana materiałowa mogłaby sprawić, że kultowe Authentici zostałyby przytłoczone, a skóra i zamsz zdominowałyby sylwetkę obuwia. Dlatego właśnie w tym projekcie postawiono na absolutny monochromatyzm. Do wyboru mamy głęboką czerń albo czystą biel. To sprytny zabieg, który zdał egzamin.
Taki minimalizm w kwestii kolorów wcale nie oznacza, że buty są nudne, wręcz przeciwnie, bo projektanci skupili się na detalach. Trzeba się tylko przyjrzeć, by je dostrzec. Zaczynając od tłoczonych haseł na zamszowym toeboxie oraz gumowym otoku – tam znajdziemy flagowe motto japońskiej marki: „Craft with pride Tokyo EST. 1994”.

Wewnątrz z kolei ukryto nowoczesną wkładkę Sola Foam ADC (All-Day Comfort) z połączonym logotypem obu marek, gwarantującą wygodę przez cały dzień, bo przecież buty nie mogą tylko dobrze wyglądać. Zwłaszcza Vans Authentic zawsze stawiały na maksymalną wygodę. Jednak przy tych wszystkich eksperymentach nie zrezygnowano z absolutnie kultowego elementu tych butów – wulkanizowana podeszwa z ikonicznym, waflowym bieżnikiem pozostała nienaruszona, zachowując deskorolkowy rodowód modelu.


Największą zaletą tej współpracy jest fakt, że buty z daleka wyglądają po prostu jak perfekcyjnie skrojona, klasyczna para Authenticów. Dopiero przy bliższym poznaniu ujawniają szlachetność użytych materiałów i unikalne akcenty. Nie mamy tu do czynienia z krzykliwym produktem na jeden sezon, lecz ze zbalansowanym, przemyślanym projektem, który bez problemu odnajdzie się zarówno w luźnych, miejskich stylizacjach, jak i w zestawieniu z bardziej dopracowaną garderobą.


Oba warianty kolorystyczne trafiają właśnie do sprzedaży w cenie 120 dolarów za parę, co trochę mnie zaskoczyło. Spodziewałam się jeszcze wyższych cen, biorąc pod uwagę nie tylko samą kolaborację, ale przede wszystkim wykorzystane materiały. To akurat bardzo przyjemne zaskoczenie, choć umówmy się – blisko 450 złotych za Vansy to nadal sporo.
Źródło: Vans
