
W połowie lutego z kalifornijskiej bazy March Air Reserve Base wystartowały trzy potężne transportowce C-17 Globemaster III. Ich ładunek stanowiło coś wyjątkowego – rozłożony na osiem modułów mikroreaktor jądrowy o mocy 5 megawatów. Operacja o kryptonimie Windlord zakończyła się pełnym sukcesem, a sprzęt po kilku godzinach w powietrzu bezpiecznie wylądował w bazie Hill Air Force Base w stanie Utah. 62. Skrzydło Transportowe, jedyna jednostka certyfikowana do przewozu amerykańskiej broni jądrowej, udowodniło, że dostawa źródła energii do miejsca z bardzo ograniczoną infrastrukturą naziemną jest dziś wykonalna.
Amerykańskie siły zbrojne szukają alternatyw dla kruchych sieci
Całe przedsięwzięcie wynika z bardzo konkretnej, palącej potrzeby. Niezawodne zasilanie staje się dla amerykańskich baz wojskowych problemem o znaczeniu strategicznym. Szczególnie dotkliwie odczuwają to placówki na odległych obszarach, takich jak Alaska, gdzie każdy litr paliwa musi być transportowany długimi, kosztownymi i podatnymi na zakłócenia trasami.
Problem nie ogranicza się jednak do peryferii. Krajowa sieć energetyczna USA starzeje się w zastraszającym tempie, a przeciętny obywatel doświadcza już około dwóch godzin przerw w dostawie prądu rocznie. Dla bazy, w której działają systemy dowodzenia, radary i zaawansowana elektronika, nawet krótka przerwa może mieć katastrofalne skutki.
Mikroreaktor o nazwie Ward250 ma zostać uruchomiony w bazie Hill do 4 lipca 2026 roku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z harmonogramem wyznaczonym prezydenckim rozporządzeniem wykonawczym 14301, placówka ta stanie się pierwszą w pełni zasilaną przez źródło jądrowe dostarczone drogą powietrzną. To kamień milowy dla programu Janus, który ma na celu uniezależnienie sił zbrojnych od zewnętrznych dostaw energii.

Reaktor wielkości kontenera. Innowacyjna technologia, która ma działać tam, gdzie sieć nie sięga
Ward250 to zupełnie inne podejście do energetyki jądrowej. Zamiast wielkich, skomplikowanych elektrowni mamy tu modułową konstrukcję zaprojektowaną do szybkiego transportu i rozmieszczenia. Wysokotemperaturowy reaktor chłodzony gazem, opracowany przez firmę Valar Atomics, wykorzystuje innowacyjne paliwo TRISO w postaci granulatów otoczonych warstwami ceramiki. Jako czynnik chłodzący stosuje się hel, który osiąga temperaturę aż 750 stopni Celsjusza, co zapewnia wysoką efektywność przy jednoczesnym dużym marginesie bezpieczeństwa.
Kluczem do transportu samolotem była modułowość. Cały reaktor podzielono na osiem jednostek, z których każda mieści się w standardowym kontenerze transportowym. Dzięki temu zmieścił się w trzech samolotach C-17. Sam proces reakcji jest w dużej mierze samoregulujący – wzrost temperatury automatycznie go spowalnia, a system chłodzenia działa pasywnie, bez konieczności ciągłego zasilania energią z zewnątrz. Firma Valar Atomics, nieco na wyrost, porównuje skalę swojego programu do drugiego Projektu Manhattan, tym razem mającego służyć pokojowej produkcji energii i zasilaniu nowoczesnej infrastruktury, w tym centrów danych dla sztucznej inteligencji.

Co dalej z mobilną energetyką jądrową?
Sukces operacji Windlord otwiera drogę do wielu teoretycznych zastosowań. Można wyobrazić sobie reaktor dostarczony do strefy działań w celu zasilania polowego szpitala, mobilne źródło energii dla regionu dotkniętego klęską żywiołową czy stałą bazę badawczą na Antarktydzie całkowicie uniezależnioną od dostaw paliwa. Entuzjazm warto jednak temperować zimną kalkulacją.
Transport nawet nieaktywnego reaktora jądrowego wiąże się z ogromnym ryzykiem i wymaga spełnienia niezwykle rygorystycznych norm. Certyfikacja 62. Skrzydła do przewozu broni jądrowej nie wzięła się znikąd – każda taka operacja to precyzyjnie zaplanowany logistyczny balet.
Pojawia się też fundamentalne pytanie o ekonomię. Mikroreaktor o mocy 5 megawatów to rozwiązanie niszowe, drogie w produkcji i wdrożeniu, które nie zastąpi wielkich elektrowni. Jego opłacalność w dłuższej horyzoncie czasowym, zwłaszcza w projektach wojskowych, nie jest wcale oczywista. Z drugiej strony, jeśli program Janus wypracuje stały łańcuch dostaw dla modułowych reaktorów, koszty jednostkowe mogą znacząco spaść wraz ze wzrostem skali.
Amerykańskie siły zbrojne postawiły wyraźny znak, inwestując w atomową mobilność. Test w Utah pokaże, czy Ward250 sprawdzi się w realnych warunkach poza środowiskiem laboratoryjnym. Niezawodna praca reaktora otworzy drzwi dla podobnych instalacji w innych bazach. Wszelkie problemy techniczne czy znaczne opóźnienia mogą jednak szybko ostudzić ten strategiczny zapał. To eksperyment, którego wyniki będą obserwowane z zapartym tchem nie tylko przez wojskowych, ale i przez cały sektor energetyki jądrowej.