Wyjdź z domu, znajdź miejsce, które wymaga interwencji: tonąca w śmieciach plaża, wysypisko w środku lasu, zaśmiecony trawnik. Posprzątaj bałagan wokół siebie. Zrób zdjęcie „przed i po”. Dodaj #trashtag i pochwal się efektem w internecie. Tylko tyle i aż tyle.

Tak w skrócie można opisać Trash Challenge. Koncepcja wyzwania nie jest najnowsza, a przynajmniej tak stara jak akcja "Sprzątanie świata", która odbywa się co roku w trzeci weekend września. Kampania wywodzi się z Australii, gdzie odbyła się po raz pierwszy. Był 1989 rok, gdy 40 tysięcy mieszkańców Sydney wyszło na ulice z workami śmieci, oczyścić okolice portu.

Dziś, 30 lat później, mamy do dyspozycji jeszcze silniejsze narzędzie - media społecznościowe. To dzięki ich sile, masowe sprzątanie śmieci staje się faktem i nabiera rozpędu. Na Instagramie w ciągu kilku ostatnich dni pojawiło się ponad 25 tysięcy postów z hasztagiem #trashtag!

To miła odmiana po pozbawionych sensu i zwyczajnie niebezpiecznych „czelendżach” w stylu „zatańcz przy jadącym samochodzie” albo „wylej sobie wiadro lodu na głowę”.  (Tymczasem to, co widzimy na trashtagowych zdjęciach „przed” jest jak kubeł zimnej wody…).

Zróbmy więc jak najwięcej, żeby krajobraz „po” był naszym codziennym pejzażem.  Pomaganie planecie jest fajne! I jeśli już mamy czymś chwalić się w Internecie, to może tym, co robimy dla Ziemi?