Nazywam się Nick Vujicic. Lubię pływać, bawić się i podróżować po świecie. Wszyscy lubią, ale wypowiadający te słowa 27-letni mężczyzna zdecydowanie różni się od wszystkich. W wyniku mutacji genetycznej w płodzie nie wykształciły się kończyny. Nick Vujicic urodził się bez obu ramion i z jedną zdeformowaną stopą z dwoma palcami, wyrastającą w miejscu lewego uda. Przyczyną jego ułomności jest rzadkie schorzenie określane jako syndrom tetra-amelia.

W czasie tournée dookoła świata odwiedził 12 krajów, na spotkania z nim przyszło ponad 2,5 miliona ludzi. Takiej popularności może mu pozazdrościć niejedna gwiazda popkultury. Sam zresztą zachowuje się jak profesjonalny showman. Wie, że pierwszą reakcją publiczności na jego pojawienie się będzie szok, konsternacja i grobowa cisza. „Najpierw wam coś pokażę” – mówi więc pewnym głosem i dla rozładowania atmosfery daje krótki popis swych umiejętności. Posługuje się kikutem, by wyprowadzić publiczność z zakłopotania – chwyta na przykład piłeczkę tenisową i rzuca na widownię. „Tylko mi jej nie odrzucajcie, bo nie mam czym złapać” – mówi z uśmiechem.

Podczas spotkań z młodzieżą wystukuje rytm na perkusji. Najpierw wolno, następnie, udając znudzenie, pyta: „Pewnie przydałoby się jakieś techno?” i gwałtownie przyspiesza. Uderza oczywiście kikutem. Po tym wprowadzającym show sala jest jego. Gdy przemawia, ani przez moment nie pozostaje w bezruchu. Przemieszcza się po podeście, sens wypowiadanych słów wzmacnia mimiką i gestami głowy. Opowiada o swoim dzieciństwie w australijskim Melbourne, o rozpaczy rodziców, o swoich załamaniach. Kiedy w oczach słuchaczy pojawiają się łzy, znów w zaskakujący sposób zmienia nastrój. „Może by ktoś do mnie zatelefonował?”. Podaje numer komórki i czeka, aż rozlegnie się dzwonek. Błyskawicznym ruchem stopy podrzuca aparat, podsuwa bark, pochyla głowę, chwyta telefon i zaczyna rozmowę.

NA OBRAZ I PODOBIEŃSTWO BOGA?

Można sobie tylko wyobrazić, ile wysiłku kosztowało go opanowanie tej umiejętności. A potrafi dużo więcej. Na YouTube można obejrzeć film o jego codziennym życiu, który pokazuje, jak Nick się ubiera, wchodzi po schodach, goli, myje zęby, pływa w basenie, jeździ wózkiem inwalidzkim. Czasem włącza te obrazy do programu swoich spotkań, by dodatkowo wzmocnić przesłanie, które przekazuje słuchaczom. Bo chociaż Vujicic nie ukrywa, że chciałby zyskać finansową niezależność, swej działalności nie sprowadza do zarabiania pieniędzy. Jest kimś w rodzaju chrześcijańskiego kaznodziei.

Dlatego w pewnym momencie poważnieje i zaczyna opowieść o tym, że był bliski samobójstwa. Nie widział sensu życia, zadręczał się pytaniem „dlaczego ja?”. Jego rodzice, emigranci z Serbii, byli bardzo religijni, posyłali go więc do szkółki niedzielnej. „Tam pewnego razu usłyszałem, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Pomyślałem o tym, jak wyglądam, i zapytałem w duchu „czyżby?”.

Jednak ten sceptycyzm nie odwiódł go od Boga, wręcz przeciwnie, Vujicic zaczął czytać Biblię i dziś przekonuje, że odnalazł w niej odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. Najczęściej powołuje się na opisane w Ewangelii św. Jana spotkanie Jezusa z człowiekiem niewidomym od urodzenia. Apostołowie, jak wszyscy im współcześni, widzieli w kalectwie karę za grzechy i chcieli się dowiedzieć, kto zawinił: ślepiec czy jego rodzice. Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, a stało się tak, żeby się na nim objawiły sprawy Boże”.

Odtąd Vujicic uwierzył, że również za jego losem kryją się niezbadane wyroki Opatrzności, i przestał się zastanawiać nad przyczynami swego cierpienia. Pogodził się z nim i uznał za wybranego przez Boga do dawania świadectwa wiary. Nie ogranicza się jednak do głoszenia podniosłych kazań. Kiedy mówi o wzlotach i upadkach, nagle przewraca się. Przez salę przebiega dreszcz zgrozy.

A on spokojnie kontynuuje swój wywód. „Czy można się podnieść, nie mając rąk i nóg? Nie. Ale trzeba próbować. Nawet sto razy. Gdy i to się nie uda, trzeba powtórzyć po raz sto pierwszy” – mówi, po czym wykonuje ekwilibrystyczne ruchy tułowiem, opiera głowę o podłogę, książkę, odpycha się i wstaje.