Decyzję władz Polskiej Akademii Nauk trudno mi komentować. Jest spóźniona, ale nie dziwi. Nasza publikacja miała na celu uświadomienie – również PAN-owi – że antysemickie poglądy obecne są wśród wybitnych naukowców.

Akademia uznała, że takie poglądy nie są godne kierownika Zakładu Analiz Problemów Wschodnich. To ważny sygnał: gadanie głupot w oparciu o autorytet publicznej instytucji naukowej jest niedopuszczalne. Warto przy okazji dodać, że sama akademia i kilkunastu jej członków w kilku różnych oświadczeniach w dość obcesowy sposób potraktowało naszą redakcję – ale to również nas nie dziwi. Już to kilka razy mówiłem i pisałem: rola posłańca nie jest zbyt wdzięczna. Pisanie nawet w drastyczny sposób o rzeczach kontrowersyjnych i zdumiewających budzi skrajne emocje. Jak pokazuje jednak ostatnia decyzja Akademii, „posłaniec” został w tym wypadku wysłuchany, nasza argumentacja przyjęta do wiadomości, a wnioski – wyciągnięte.  

Jeśli chodzi o sam wywiad w tygodniku „Do Rzeczy”, to w tym wypadku jest co komentować. Profesor znowu wprawia w zdumienie. Wiele opinii ma charakter wniosków płynących z jego badań, inne dotyczą światopoglądu, jeszcze inne to komentarz do słów, które padły w wywiadzie opublikowanym przez nas. Odniosę się do tych ostatnich.

To prawda, że tytuł „Żydzi sami sobie byli winni?”, którym opatrzyliśmy wywiad z profesorem w „Focus Historia Extra”  nr 2/2013, pochodzi od redakcji. To wniosek, jaki wyciągnęliśmy z tego, co pan profesor mówił. Zresztą profesor to przyznaje, tłumacząc, że zdanie „na Holokaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów” rzeczywiście wypowiedział, choć teraz uznaje je za niefortunny skrót myślowy.  

Dziwne jest jednak coś jeszcze. Profesor przyznaje, że wywiad jakiego nam udzielił, to jego protest, jako Polaka i katolika, przeciw „językowi używanemu wobec mojego narodu przez żydowskich historyków”. Bo co to w istocie znaczy? Ano to, że historycy, którzy nie podzielają jego (katolickich?) poglądów, nie są Polakami. Pan profesor zdecydował zatem, kogo należy i można uznać za Polaka, a kogo nie. Gorzej – zdecydował, kto z biorących udział w debacie o historii stosunków polsko-żydowskich jest Polakiem, a kto Żydem, czyli anty-Polakiem i co z tym fantem należałoby zrobić. Co tu rzec? Ręce opadają. Wydawało się, że nazistowskie ustawy norymberskie już nie obowiązują. Jak się okazuje, nie wszędzie i nie wszystkich.  

Jest jeszcze jedna zdumiewająca sprawa. Profesor Jasiewicz, podtrzymując swoje poglądy, przyznaje, że jednak żałuje wywiadu, jakiego udzielił naszej redakcji. „Moje wypowiedzi zostały bowiem wyjęte z kontekstu, wiele istotnych elementów zostało pominiętych. Cały ten wywiad miał na celu ośmieszenie mnie” – mówi.

Chciałbym wyraźnie to powiedzieć: w wywiadzie – który przecież profesor autoryzował, dopisując całe akapity – nie zmieniliśmy ani przecinka. Taka była wola profesora, którą uszanowaliśmy. Jak każda redakcja, mamy na to dowód w postaci naszej korespondencji. Co w takim razie ma na myśli mówiąc, że chcieliśmy go – cytując jego wywody słowo w słowo – ośmieszyć, wie tylko on.

Czyżby chodziło o to, że profesor ma jednak świadomość, że się ośmieszył? To ciekawy, kolejny etap ewolucji jego poglądów. Jeśli tak, to jak interpretować ostatnią deklarację, że jednak wycofuje się z kategorycznej deklaracji, iż „szkoda czasu na dialog z Żydami”? Trudno się w tym połapać. Boję się zapytać w takim razie, jak profesor widzi taki dialog z inaczej myślącymi. Wywołując ich do tablicy? Stawiając do kąta?  

Michał Wójcik  

redaktor naczelny „Focus” i „Focus Historia”