Z roku na rok rośnie liczba prywatnych firm zajmujących się ochroną możnych tego świata w krajach podwyższonego ryzyka. Agentów szkoli się między innymi w Izraelu.

Eyal Yanilov, szef światowej organizacji Krav Maga Global, asystent nieżyjącego już twórcy tego wojskowego systemu walki – Imiego Lichtenfelda, spogląda na swoich kursantów i sięga po plastikowy treningowy pistolet. Podaje go Markowi – Amerykaninowi z Teksasu, który przyjechał do Izraela po to, by przygotować się do ewentualnego egzaminu do którejś z prywatnych armii: Xe Services, DynCorp czy MPRI. Udział w morderczym treningu VIP Close Protection, a więc przeznaczonym dla osób, które zamierzają ochraniać prezydentów czy szefów światowych koncernów w zapalnych regionach świata, zwiększa jego szanse na sukces.

– Przystaw mi lufę do klatki piersiowej – prosi Eyal. Mark posłusznie spełnia polecenie i chwilę później traci broń – instruktor pozbawia go jej w mgnieniu oka, a jego obezwładnia.

– Mniej więcej tak samo postępujemy z przeciwnikiem uzbrojonym w nóż – oznajmia szef KMG, przed laty szef wyszkolenia jednej z formacji specjalnych, działających pod przykryciem, między innymi na lotniskach.

Kursanci, z których pot leje się strugami, kiwają głowami – są wśród nich policjanci grup realizacyjnych, oficerowie wojska, a także szefowie szkół Krav Magi. Nawet jeśli w przyszłości nie będzie im dane zasilić szeregów firm PMC (private military contractor), to umiejętności wyniesione ze szkolenia z Eyalem przydadzą się w ich obecnej pracy – w służbach państwowych.

– Nie szkolę was na wojowników, ale na ochroniarzy – przypomina prowadzący. Chce on, żeby w tej kwestii była jasność: tu nie ma miejsca dla awanturników, którym marzy się kariera płatnego zabijaki, wynajętego przez jakiegoś środkowoafrykańskiego watażkę. Tu szkoli się ludzi, stojących po właściwej stronie – tych, którzy z narażeniem własnego życia będą chronić innych. Choćby ewakuując rannych z pola walki.

– Wyobraź sobie, że jesteś Mojżeszem i masz do przeniesienia owieczkę. Niestety, owieczka jest ranna – Eyal wydaje polecenie Andre, szefowi jednej z holenderskich szkół Krav Magi. Andre, prawie cały pokryty tatuażami, wygląda niczym gwiazdor kina akcji. Jest też doskonale wyszkolony – w konkurencji ochraniania VIP-a przed atakiem trzech agresorów okazał się bezkonkurencyjny. Niżej podpisany, podobnie jak wszyscy inni, w starciu z nim nie miał najmniejszych szans. Świetnie sprawdza się też w roli Mojżesza, wynoszącego owieczkę (tak naprawdę dość masywnego Valroya, instruktora z Indii) z zainscenizowanego pola walki. Rzecz w tym, że o ile biblijny przywódca Izraelitów zaniósłby ją pewnie na stos ofiarny, Andre musi dostarczyć go do punktu medycznego.

Nawiasem mówiąc, umiejętność podnoszenia i ewakuacji chorych powinna być obowiązkowa w szkołach – naprawdę może się przydać.