Był 1936 rok. Późny październik. Za oknami lało jak z cebra. Walt przeglądał poranną pocztę. Sporą jej część stanowiły życzenia urodzinowe, niebawem kończył 35 lat. Był sławny i miał pełne prawo czuć się człowiekiem sukcesu. Z satysfakcją spojrzał na stojące na półce cztery Oscary.

Otworzył kolejną kopertę… „Znam pańską tajemnicę i pragnę pomóc panu ją rozwiązać”. Autorem tych słów był John Edgar Hoover, dyrektor FBI. Następnie podał nazwisko pewnej Hiszpanki, która przybywszy do Kalifornii, spotykała się z ojcem Walta, Eliasem. Walt nawet nie szukał potwierdzenia w lustrze – tyle razy powtarzano mu przecież, że ma katalońską twarz, tak różną od anglosaksońskiej urody siostry i brata! Wielokrotnie słyszał też, że ojciec miał w młodości hiszpańską guwernantkę. Czy rzeczywiście Isabel Zamora była kochanką ojca Walta Disneya, a on ich nieślubnym synem?

Żadnemu z biografów nie udało się tego dowieść. Faktem jest natomiast, że szef Federalnego Biura Śledczego wysłał do Hiszpanii agenta, aby zniszczył wszystkie archiwalne dokumenty dotyczące Isabel. Zrobił to, by – jak twierdził – jej potomkowie nie mogli po latach upominać się o należną część spadku po sławnym producencie filmowym. Niewykluczone jednak, że całą tę historię wymyślił sam Hoover, bazując na obsesji Disneya. Wiedział, że Walt desperacko pragnął poznać tajemnicę swego urodzenia i wykorzystał to.

Disney wszedł w szeregi tajnych agentów FBI w 1941 roku, najpierw jako informator, później korespondent. Od tego czasu aż do końca swojego życia szpiegował na rzecz Biura. Hoover stał się dla niego wyrocznią – poprawiał niektóre scenariusze, a jeden z filmów wykorzystanych w programie dla dzieci „The Mickey Mouse Club” został nawet nakręcony w siedzibie FBI.

W latach zimnej wojny studio Disneya stało się tajnym obserwatorium FBI. Dzięki temu w 1954 roku Walt został mianowany superszpiegiem. (7 lat wcześniej podobne wyróżnienie spotkało aktora Ronalda Reagana, przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych).

Po raz pierwszy treść donosów Disneya opublikował w swej obrazoburczej biografii pod tytułem: „Walt Disney: Czarny Książę Hollywoodu” Marc Eliot. Książka burząca cukierkowy wizerunek ojca Myszki Miki wywołała gorący sprzeciw oficjalnych biografów. „New York Times” napisał jednak: „nie istnieje żadna wątpliwość, że materiał przedstawiony przez Eliota jest prawdziwy”.


Przyjaźń z Hooverem przygasła, kiedy szef FBI udzielił Disneyowi reprymendy za to, że bywa na faszystowskich przyjęciach organizowanych przez swego adwokata Güntera Lessinga. Disney odciął się kreskówką ośmieszającą agentów pt. „Operacja kot”.

Jak dziś ocenia się fakt, że Disney był szpiegiem? Zależy to od tego, kto dokonuje takiej oceny. Nie ulega wątpliwości, że w latach trzydziestych i czterdziestych wielu aktorów oraz pracowników Hollywoodu miało poglądy prokomunistyczne. W 1947 roku, czyli na początku zimnej wojny, Komisja Reprezentantów Kongresu USA do badania działalności antyamerykańskiej rozpoczęła śledztwo, dotyczące infiltracji komunistycznej w przemyśle filmowym. To wtedy powstała tzw. Czarna Lista Hollywoodu zakazująca pracy w celuloidowym przemyśle – do dziś tych, którzy się na niej znaleźli, otacza aura męczeństwa. Nie zawsze słusznie.

Czy jako szef Walt Disney szykanował pracowników o komunistycznych poglądach? Zdania są podzielone. Herb Ryman, faworyt Walta, opowiedział kiedyś następującą anegdotę. Pewnego dnia doniesiono Disneyowi, że jeden z rysowników jest „czerwony”. – Dzięki Bogu, myślałem, że jest alkoholikiem – odpowiedział Walt.

Będący przyjacielem Disneya Aldous Huxley przytoczył zgoła inną historię. Pracowali razem nad adaptacją „Alicji w Krainie Czarów”, gdy Huxley otrzymał wiadomość, że jego syn podczas rozruchów w szkole został pobity przez policję. Znalazł go leżącego w kałuży krwi. Nazajutrz czekała go kolejna przykra niespodzianka – Walt zwolnił go, bo według niego obaj z synem byli komunistami.

Również z powodu Disneya na indeks trafił genialny Charlie Chaplin. W 1952 roku słynny komik znajdował się ze swoją trzecią żoną, córką Eugene’a o’Neilla, na statku. Płynęli na wakacje do Europy. Pewnego dnia kapitan wręczył mu list, informujący, że jeśli chce wrócić do USA, musi dowieść, że jest dobrym obywatelem. Chaplin osiadł w Szwajcarii i nigdy nie przyjął amerykańskiego obywatelstwa. Nie ulega wątpliwości, że między obu panami istniały animozje – kiedy w 1932 roku Walter zdobył swego pierwszego Oscara za kreację Myszki Miki, miał mu go wręczyć właśnie Chaplin (rok wcześniej to on zdobył statuetkę). Jednak Chaplin nie pojawił się na ceremonii, a Walt nigdy mu tego nie zapomniał.

Czy Walt Disney był antysemitą? Biografowie niepotulni Leonard Mosley i Marc Eliot są zgodni, że tak. Natomiast wieloletni pracownicy Joe Grant i bracia Sherman zawsze twierdzili, że to nieprawda. Gdyby Disney żył dzisiaj, prawdopodobnie wolałby widzieć w Białym Domu Johna McCaina aniżeli czarnoskórego Baracka Obamę. Od chwili osiągnięcia pełnoletności do 1940 roku Walt Disney głosował na Demokratów, później na Republikanów, którym pozostał wierny aż do końca życia. Kochał Amerykę, ale tę konserwatywną.
 

WIELKI WUJEK


– Był świetnym wujkiem, to on najlepiej opowiadał bajki. Jednak kiedy przekroczyłem próg studia jako początkujący pracownik, traktował mnie surowo. Zachowywał się jak pan i władca – powiedział kiedyś 66-letni Roy junior, syn Roya, brata Walta (swoją drogą, to on uratował korporację przed finansowym krachem w 1984 roku).

Disney był surowy nie tylko dla bratanka – nie bez powodu podwładni nazywali układy panujące w studiu „waltaritaryzmem”. – To prawda, chciał, aby młodsi pracownicy nazywali go wujkiem. Często powtarzał, że jesteśmy jedną wielką rodziną, której czuł się ojcem. Niestety, był tyranem jak jego własny rodzic, którego tak nienawidził. Często miewał też zmienne nastroje. Jednego dnia pochwalił mnie za zrobioną sekwencję, a nazajutrz zorientowałem się, że wyrzucił cały epizod – skarżył się Fred Moore, jeden z czołowych rysowników wytwórni. Disney zwalniał za byle drobnostkę i przede wszystkim narzucał mordercze tempo pracy. Animatorzy pracowali od ósmej rano do jedenastej w nocy, również w święta Bożego Narodzenia. Ub Iwerks, przyjaciel Walta z wczesnej młodości (razem założyli w 1920 roku w Chicago pierwsze studio animacji), wykonywał dziennie ponad 700 rysunków. Kiedy załoga, zmęczona reżimem pracy, postanowiła założyć związek zawodowy, Walt wpadł w szał. W 1941 r. zdesperowani pracownicy ogłosili strajk. Disney wykupił stronę ogłoszeniową w lokalnym dzienniku „Variety”, na której dowodził, że organizatorzy strajku to „czerwone pająki”. Trwający dwa miesiące protest relacjonowano w całym kraju, od Pacyfiku aż po Atlantyk. To był prawdziwy skandal. Brat Roy wysłał Walta na wakacje, aby sam mógł spokojnie dogadać się z załogą.
 

HIPOKRYTA CZY ŚWIĘTY?


Razem ze Spencerem Tracym chodzili do tego samego psychoanalityka. Disney miał wiele problemów, w tym jeden wstydliwy – przedłużające się okresy impotencji… Poza tym cierpiał na depresję i fobie. Czy prawdą jest, jak utrzymuje Marc Eliot, że będąc małym chłopcem, Walt zakładał ubrania matki i długo przeglądał się w lustrze? Kto wie… W 1925 roku, mając 24 lata, po kilkumiesięcznej znajomości, ożenił się z Lilian Bounds, dziewczyną, którą zatrudnił w swojej firmie. Nie była specjalnie ładna.

O innych kobietach w jego życiu niewiele wiadomo, prawdopodobnie ich po prostu nie było. Przez pewien czas widywano go z Dolores Del Rio, bożyszczem niemego filmu – to jedyna przyjaciółka, jaką mu kiedykolwiek przypisywano. Nie bez wątpliwości, nie tolerował bowiem flirtów w studiu. Gdy animator Arthur Babbit wdał się w romans z tancerką Mariorie Belcher, modelką w „Królewnie Śnieżce”, zwolnił ich oboje i przyjął ponownie, gdy się pobrali. Kiedy Spencer Tracy rozstał się ze swoją żoną i zamieszkał z Katharine Hepburn, przestał się do niego odzywać.

Jak wynika z listów pisanych do matki, pragnął być ojcem, najlepiej sporej, gromadki dzieci. W jego przypadku okazało się to niełatwe. Pierwsza ciąża Lilian, po 8 latach małżeństwa, zakończyła się poronieniem. Walt przeżył głębokie załamanie – lekarz zalecił mu zmianę otoczenia. (Z pewnością nie zdawał sobie sprawy, jak cieszyli się z tego powodu pracownicy studia Disney – ich szef był w tych dniach jak burza gradowa). Małżonkowie pojechali na Karaiby. Kiedy Lilian zaszła w ciążę drugi raz, Walt zwierzył się siostrze, że płeć dziecka nie ma dla niego żadnego znaczenia. Diane Marie Disney urodziła się 18 grudnia 1933 roku. Kilka lat później Disneyowie adoptowali Sharon Mae. Na początku Walt opierał się pomysłowi żony – miał na tym punkcie prawdziwą fobię, bojąc się, że sam jest adoptowanym dzieckiem. W końcu jednak uległ. To właśnie Sharon stała się później jego ulubienicą, sam ją ubierał i czesał.
 

MYSZKA CZY PSZCZÓŁKA?