Focus: Możemy dziś wyhodować praktycznie wszystkie narządy. Jest tylko jeden problem – możemy to zrobić jedynie w organizmie rozmiarów szczura.

Stephen Badylak: I nawet u szczura te narządy nadal nie działają. Możemy je wyhodować tak, że będą wyglądały, jakby już były gotowe do przeszczepu. Możemy im zrobić ładne zdjęcia, ale nadal nie potrafimy sprawić, by funkcjonowały. Jednak problemy, z którymi się zmagamy, można rozwiązać i potrzeba do tego tylko ciężkiej pracy.

Focus: Ile czasu jeszcze to zajmie?

S.B.: Z każdym narządem mamy trochę inne problemy, ponieważ różnią się między sobą. Moja prognoza jest taka, że najpierw uda nam się rozwiązać problemy z wątrobą. Następne będą płuca, a potem nerki. Serce będzie ostatnie, ponieważ ma inne wymagania. Myślę, że pierwszego przeszczepu wyhodowanej wątroby u człowieka możemy się spodziewać w ciągu trzech lat, czyli dość szybko.

Focus: To brzmi obiecująco,  ale przecież będzie to przeszczep eksperymentalny. Upowszechnienie tej metody potrwa znacznie dłużej.

S.B.: Z technicznego punktu widzenia wszystko, co pierwszy raz stosujemy u człowieka, to eksperyment. Jednak transplantologia ma olbrzymie potrzeby, ponieważ wciąż brakuje dawców narządów. Jeśli jakaś metoda da dobre rezultaty w badaniach wstępnych, to przewiduję, że zostanie bardzo szybko dopuszczona do użytku i rozpowszechniona.

Czy ludzkie palce mogą odrosnąć?

Na razie nie, choć pojawiają się obiecujące doniesienia na ten temat. W 2005 r. amerykański sprzedawca Lee Spievack stracił czubek palca ręki w wypadku. Jego brat Alan, z wykształcenia chirurg, zastosował terapię z wykorzystaniem sproszkowanej macierzy pozakomórkowej (ECM), czyli naturalnego „kleju” dla komórek. Trzy lata później bracia ogłosili, że leczenie poskutkowało, a palec „odrósł”. I choć wielu naukowców twierdziło, że była to pseudonauka, sprawą zainteresował się Departament Obrony USA, który zainwestował w dalsze badania nad tą technologią

Podobne prace prowadzi prof. Stephen Badylak.

Focus: A jakie są największe zalety narządów hodowanych w porównaniu z tymi pobranymi od innego człowieka?

S.B.: Przy przeszczepie narządów od innej osoby trzeba osłabić działanie układu odpornościowego biorcy, a to jest źródłem wielu problemów. Pacjent staje się bardzo podatny na infekcje, musi często bywać w szpitalu i przez cały czas przyjmuje leki. Gdy uda nam się wyhodować narząd z wykorzystaniem komórek własnych biorcy, immunosupresja nie będzie potrzebna. To jest chyba największa różnica. Drugą jest dostępność, ponieważ jeśli dziś potrzebuje pan nerki, to trzeba znaleźć dawcę, który np. umarł w wypadku samochodowym. Jeśli zaś będziemy mogli wyhodować tę nerkę, będzie można ją wykorzystać niemal od ręki.

Focus: Zajmuje się pan także regeneracją kończyn. Kiedyś zapytałem prof. Dietmara Hutmachera  z Queensland University of Technology, kiedy ręce czy nogi będą nam odrastać, tak jak np. u salamandry. Odpowiedział, że prawdopodobnie nie będzie to możliwe za jego życia.

S.B.: Zgadzam się. Moim zdaniem warto jednak prowadzić takie badania, bo pogłębiamy naszą wiedzę na temat regeneracji. Dowiadujemy się, co kontroluje ten proces, jakie sygnały sprawiają, że tkanki salamandry się regenerują – w przeciwieństwie do naszych, w których tworzą się tylko blizny. Kiedy nauczymy się identyfikować te sygnały, będziemy je mogli zastosować do konkretnych procedur w inżynierii tkankowej, robiąc stopniowe postępy. Za naszego życia nie będzie-my mogli regenerować kończyn, ale sądzę, że będzie możliwa regeneracja ich elementów: nerwów, naczyń krwionośnych, mięśni, chrząstek, kości itd. To też pomoże pacjentom, choć oczywiście naszym celem jest pełna regeneracja, taka jak u salamandry.