Każdy, kto zna kultową „Wojnę światów”, wie jak dla Marsjan skończyła się inwazja na Ziemię. Potężni przybysze z Czerwonej Planety zostali pokonani przez ziemskie bakterie, byli bowiem nieprzywykli do obcego mikrobiomu. Tak wyglądało spotkanie światów w powieści H.G. Wellsa, ale w rzeczywistości to my szukamy śladów życia na Marsie i coraz bardziej upewniamy się w tym, że jeśli jakiekolwiek życie tam znajdziemy, to będzie to życie na poziomie mikro. A ono z kolei, o czym pisał np. Michael Crichton w powieści „Andromeda znaczy śmierć”, mogłoby się okazać niebezpieczne dla nas.

Kosmolog prof. Paul Davies w niedawnym wywiadzie przyznał, że idea kosmitów – jako form życia pozaziemskiego – rozciąga się od życia mikrobiologicznego po super zaawansowane cywilizacje. Ale bez względu na to, jaką formę życia odkryjemy, każdej z nich mogą towarzyszyć wirusy – podkreślił. Czy to oznacza, że scenariusz z „Andromeda znaczy śmierć” mógłby się powtórzyć?

Czy obcy wirus może nam zagrozić?

W obliczu trwającej pandemii COVID-19 doniesienia o tym, że jeszcze więcej nowych i nieznanych wirusów może czyhać na nas w kosmosie, trudno uznać za dobrą wiadomość. Prof. Davis uspokaja jednak twierdząc, że nie ma powodu do paniki.

– Niebezpieczne wirusy to te, które są bardzo ściśle przystosowane do swoich gospodarzy. Jeśli naprawdę istnieją obce [pozaziemskie] wirusy, to istnieje szansa, że nie będą one dla nas niebezpieczne – cytuje naukowca „The Guardian”.

Prof. Davis podkreśla też, że nie wszystkie wirusy są złe, a nawet więcej – większość z nich jest dobra. Jako przykład podaje wirusy infekujące bakterie (tzw. fagi lub bakteriofagi), które pomagają utrzymać populację bakterii na bezpiecznym poziomie. Wirusy są również powiązane z wieloma istotnymi procesami – pomagają przetrwać roślinom rosnącym na ekstremalnie gorących glebach oraz biorą udział w cyklach biogeochemicznych, czyli obiegu pierwiastków w całej biosferze.

Wirusy to część mikrobiomu planety

Prof. Davies uważa, że szeroka gama drobnoustrojów – w tym wirusów i bakterii – jest niezbędna do podtrzymania życia na danej planecie, niezależnie od jego formy. – Słyszymy o mikrobiomie w nas, ale istnieje też mikrobiom planety. Uważam, że bez wirusów nie mogłoby istnieć trwałe życie na Ziemi – mówi prof. Davies.

Kosmobiolog zauważa też, że wirusy odgrywają kluczową rolę w procesie zwanym poziomym transferem genów. Pojęcie to opisuje zjawisko przechodzenia genów między organizmami różnych i nierzadko odległych ewolucyjnie gatunków, najczęściej pozostających ze sobą w ścisłej relacji ekologicznej. Wiele badań sugeruje, że materiał genetyczny ze starożytnych wirusów został włączony do genomów ludzi i innych zwierząt.

– Wirusy faktycznie stanowią część sieci życia. Spodziewam się, że jeśli znajdziemy życie mikrobiologiczne na innej planecie, z pewnością odkryjemy – jeśli [to życie] ma być zrównoważone i trwałe – pełną złożoność, której będzie towarzyszyć możliwość wymiany informacji genetycznej – mówi prof. Davies. Za wymianę mogą odpowiadać właśnie wirusy jako „ruchome elementy genetyczne”.

Kosmobiolog uważa też, że obce życie mikrobiologiczne będzie równie złożone jak to, które znamy na Ziemi. Z pewnością nie ograniczy się do jednego mikroorganizmu.

Musimy poznać obce wirusy, jeśli chcemy założyć kolonię

Wywiad prof. Daviesa ukazuje się krótko po publikacji badań, w ramach których odkryto nowy rodzaj egzoplanet, potencjalnie noszących obce życia. Autorzy badań o planetach hyceańskich sugerują, że w ciągu najbliższych trzech lat odkryjemy oznaki życia na jednym z tych światów.

Jeśli zechcemy na obcej planecie założyć ziemską kolonię, to wiedza o tamtejszych mikroorganizmach będzie niezbędna. Davis podkreśla, że nie wystarczy przetransportować na inny świat ziemską technologię i tutejsze gatunki roślin czy zwierząt, aby założyć pozaziemskie hodowle i uprawy. Mikrobiom obcej planety może nie sprzyjać znanym nam gatunkom, ale tu z pomocą może przyjść inżynieria genetyczna.

 

Źródło: The Guardian.