
Przyznam od razu – to najładniejszy wentylator, jaki do tej pory miałam okazję używać. A przede wszystkim najpiękniejszy na jaki miałam okazję patrzeć. Ale czy faktycznie za sam wygląd mam dopłacić? Fenomen tego urządzenia polega na tym, że MF10 próbuje zrobić coś znacznie ciekawszego. Zamiast po prostu dmuchać w jednym kierunku, ma wprawiać powietrze w ruch w całym pomieszczeniu, wykorzystując dwa niezależnie obracające się elementy GyroWing. Do tego dochodzą automatyczne dostosowywanie nawiewu do temperatury, aplikacja, pilot i dziesięć poziomów prędkości nawiewu.
Dreame MF10 wygląda jak sprzęt z przyszłości
Wszyscy dobrze wiemy, jak wygląda klasyczny wentylator stojący. Ma charakterystyczną okrągłą osłonę, widoczne łopatki i podstawę. Można próbować go upiększyć, ale osobiście zazwyczaj żaden wizualnie mi się nie podobał. Dreame poszło więc w zupełnie inną stronę. MF10 ma około metra wysokości, smukły korpus i duży okrąg w górnej części, który tworzą dwa półkoliste elementy odpowiedzialne za nawiew.

Całość jest utrzymana w kolorze określanym przez producenta jako Titanium Gold. I nie jest to absolutnie to takie krzykliwe złoto, tylko stonowany, lekko metaliczny odcień. MF10 wygląda przez to naprawdę bardzo elegancko i zdecydowanie bardziej przypomina sprzęt projektowany z myślą o pozostawieniu go na froncie salonu niż urządzenie, które chowa się gdzieś w kącie. No całość naprawdę prezentuje się bardzo ładnie i nowocześnie.
Konstrukcja ma 101,3 cm wysokości, waży 6,3 kg i stoi na szerokiej podstawie, więc mimo ruchomej górnej części pozostaje stabilna.
To ważne, bo podczas pracy MF10 rusza się naprawdę dużo i w różne strony. Cały korpus może obracać się w poziomie w zakresie 180 stopni, natomiast oba półokrągłe elementy GyroWing wykonują niezależny ruch w pionie w zakresie do 90 stopni. Kiedy uruchomimy jednocześnie wszystkie osie, wentylator zaczyna wyglądać trochę – jak ja to dla żartów nazywam – jak rzeźba żywcem wyjęta z wystawy sztuki współczesnej.


GyroWing to brak łopatek?
W zwykłym wentylatorze dostajemy przede wszystkim strumień skierowany przed urządzenie. Możemy zwiększyć jego moc albo uruchomić oscylację, która przesuwa go z lewej strony na prawą. MF10 dokłada do tego ruch w pionie i, co ważniejsze, pozwala sterować dwoma częściami wylotu niezależnie. Górna część może więc kierować powietrze wyżej, a dolna niżej. Możemy też uruchomić ich ruch jednocześnie i połączyć go z obrotem całego urządzenia.
Producent określa uzyskiwany w ten sposób zasięg jako 270° Spatial Airflow. Nie chodzi w tym przypadku o nawiew ze wszystkich stron urządzenia jednocześnie, bo może początkowo tak to brzmieć. To efekt połączenia oscylacji całej konstrukcji w poziomie z niezależnym ruchem dwóch GyroWingów w pionie, dzięki czemu powietrze może być rozprowadzane zarówno z lewej na prawą, jak i z góry na dół.

I właśnie w taki sposób najlepiej opisuje mi się MF10. Nie jako urządzenie, które ma stać jak najbliżej przed nami i dmuchać prosto w twarz, ale jako sprzęt do wprawiania powietrza w ruch w większej części pokoju. Nawiew jest dzięki temu mniej punktowy, a komfort nie zależy aż tak mocno od tego, czy siedzimy dokładnie na linii wentylatora.
To naprawdę słuchajcie jest bardzo przyjemne, szczególnie podczas dłuższej pracy przy biurku. Mocny, nieustanny strumień powietrza skierowany bezpośrednio w człowieka może doprowadzać do szału. A tutaj można stworzyć znacznie łagodniejszy ruch powietrza w pomieszczeniu.
Czy Dreame MF10 naprawdę chłodzi całe pomieszczenie?
Warto uporządkować też jedną rzecz. Dreame podaje, że AirBoost potrafi zwiększyć przepływ powietrza nawet 16-krotnie, a MF10 może w około cztery minuty wprawić w obieg powietrze w pomieszczeniu o powierzchni do 40 m².
MF10 nadal pozostaje wentylatorem. Samo urządzenie nie posiada układu chłodniczego, więc nie obniży temperatury w pokoju z 28 do 23 stopni. Już tłumaczę, co to oznacza, bo początkowo ta informacja brzmi niekoniecznie dobrze, no bo przecież kupujemy taki sprzęt przede wszystkim po to, żeby się ochłodzić. Dreame MF10 zwiększa ruch powietrza, a to poprawia odczuwalny komfort termiczny. I właśnie tutaj przestrzenny charakter nawiewu faktycznie daje mu przewagę.

Ciekawym scenariuszem jest również współpraca z klimatyzacją. Klimatyzator może dostarczyć chłodne powietrze, natomiast wentylator pomaga rozprowadzić je po pomieszczeniu i ograniczyć miejsca, w których powietrze stoi niemal nieruchomo. Samo Dreame wskazuje zresztą takie wykorzystanie MF10 jako jeden z możliwych scenariuszy pracy urządzenia.
Co ciekawe, dokładnie tę samą zasadę można wykorzystać zimą, tylko w drugą stronę. Dreame wskazuje, że MF10 może współpracować również z urządzeniami grzewczymi i pomagać rozprowadzać po pomieszczeniu ciepłe powietrze. Jeśli więc grzejnik mocno ogrzewa przede wszystkim swoją najbliższą okolicę, wentylator może pomóc wymieszać cieplejsze i chłodniejsze warstwy powietrza. Dzięki temu MF10 nie musi być sprzętem wyciąganym ze schowka tylko na lato.



Do dyspozycji mamy dziesięć poziomów prędkości nawiewu, więc zakres regulacji jest naprawdę szeroki. Na najniższych ustawieniach nawiew jest przyjemnie delikatny, natomiast w okolicach maksimum MF10 zaczyna już wyraźnie przypominać, że w środku nadal pracuje dość mocny wentylator o maksymalnej mocy 55 W.
Dziesięć poziomów i trzy tryby pracy w MF10
Nie trzeba jednak cały czas ręcznie wybierać jednego z dziesięciu ustawień. MF10 oferuje trzy dodatkowe tryby nawiewu: Smart, Natural oraz Sleep.
Najciekawszy jest Smart Mode, związany z technologią TempSync. Wentylator ma wbudowany czujnik temperatury i na podstawie aktualnych warunków może sam regulować intensywność pracy. Ta funkcja okazała się przy tym bardzo logiczna.
Wentylator jest przecież urządzeniem, które często uruchamiamy na kilka godzin i chcemy o tym nie myśleć. No więc nie potrzebuję maksymalnego nawiewu przez cały wieczór tylko dlatego, że podczas uruchamiania sprzętu w mieszkaniu było wyjątkowo ciepło. TempSync pozwala zmieniać intensywność pracy wraz z temperaturą bez ciągłego sięgania po pilot.

MF10 potrafi być cichy, ale fizyki nie oszukuje
W przypadku wentylatora kultura pracy jest równie ważna jak sama siła nawiewu i MF10 wypada pod tym względem interesująco. Powiedziałabym, że na wszystkich poziomach działa bardzo dyskretnie. Nie przeszkadzał mi jakoś szczególnie podczas pracy, oglądania filmu czy po prostu odpoczynku. Łagodny przepływ powietrza dobrze pasuje też do charakteru konstrukcji, która ma przede wszystkim zapewniać cyrkulację.
To normalne, że przy najwyższych ustawieniach rośnie również szum. I nie próbowałabym przedstawiać MF10 jako niesłyszalnego wentylatora działającego z maksymalną mocą. Ale uważam, że to nie jest wada, bo przecież mocny przepływ powietrza musi generować jakiś hałas.

Pilot, ekran, aplikacja w MF10
MF10 można obsługiwać bez telefonu. Na urządzeniu znajduje się panel z ekranem pokazującym między innymi temperaturę, a w zestawie dostajemy również pilot. Ten ostatni jest magnetyczny i można odłożyć go bezpośrednio na górnej części urządzenia. I to rozwiązanie uwielbiam. Odłożony na magnes pilocik tylko dodaje całemu urządzeniu uroku. Jest też praktyczne, no bo trudniej go w ten sposób zgubić.



Pilot pozwala sterować ruchem urządzenia w poszczególnych osiach. Sterowanie poszczególnymi osiami jest intuicyjne, a układu ikon można nauczyć się właściwie od razu. I w tym przypadku aplikacja Dreamehome, o której za chwilę wspomnę, okazuje się równie czytelna, bo dla niektórych wygodniej jest zobaczyć na ekranie telefonu, co dokładnie próbujemy ustawić.
Połączenie odbywa się przez Wi-Fi 2,4 GHz. Aplikacja pozwala sterować pracą wentylatora zdalnie, ustawiać scenariusze działania i korzystać z automatyzacji zależnych od czasu lub temperatury. W urządzeniu, które może pracować przez sporą część dnia, ma to zdecydowanie dużo sensu.
Myślę, że po początkowej zabawie ustawieniami większość osób wybierze swój ulubiony sposób działania i później będzie przede wszystkim korzystać z trybu Smart albo pilota. I bardzo dobrze. Inteligentne urządzenie nie musi przecież wymagać ciągłego zaglądania do aplikacji.

Bezłopatkowa konstrukcja ma jeszcze jedną bardzo praktyczną zaletę
To teraz omówmy sobie określenie „bezłopatkowy”, bo poza efektownym wyglądem ma ono kilka praktycznych zastosowań. Nie mamy tutaj dużych, odsłoniętych łopatek schowanych za charakterystyczną kratką, więc konstrukcja jest łatwiejsza do czyszczenia i wygląda bardzo futurystycznie.
W dolnej części znajduje się również zdejmowany filtr wstępny, który można umyć. Jego zadaniem jest przede wszystkim zatrzymywanie większych zanieczyszczeń przed dostaniem się do układu.
Sam brak odsłoniętych łopatek poprawia też bezpieczeństwo, szczególnie jeśli urządzenie stoi w miejscu łatwo dostępnym dla zwierząt czy dzieci. MF10 ma ponadto blokadę panelu sterowania, którą można aktywować przytrzymaniem odpowiedniego przycisku.

Czy Dreame MF10 jest wart swojej… sporej ceny?
W przypadku Dreame MF10 płacimy za konstrukcję, możliwości sterowania i sposób rozprowadzania powietrza – płacimy za naprawdę nowoczesny sprzęt. GyroWing nie jest przy tym funkcją dopisaną wyłącznie do „pochwalenia się” w specyfikacjach. Ruch w pionie, poziomie i niezależne sterowanie obiema częściami wylotu faktycznie zmieniają sposób działania wentylatora i pozwalają zamiast mocnego strumienia skierowanego w jeden punkt stworzyć znacznie bardziej równomierny ruch powietrza w pokoju.
Do tego dostajemy bardzo dobry design, szeroką regulację prędkości nawiewu, czujnik temperatury, automatyczny TempSync, kilka trybów pracy, aplikację i wygodny pilot. Jeśli potrzebujemy po prostu mocnego wentylatora postawionego obok biurka, zakup MF10 będzie trudny do racjonalnego uzasadnienia.


Jeżeli jednak wentylator ma stać w salonie, sypialni albo dużym pokoju przez całe lato, ale też zimą, i zależy nam zarówno na wyglądzie, jak i na cyrkulacji powietrza w większej części pomieszczenia, MF10 zaczyna mieć dużo więcej sensu.
Dreame wzięło jedno z najbardziej banalnych urządzeń domowych i rzeczywiście znalazło sposób, żeby zrobić z niego ciekawy technologicznie gadżet, ale też element dekoracyjny w domu, bo samo urządzenie jest po prostu śliczne. Jako sam wentylator jest przemyślany, bardzo funkcjonalny i zdecydowanie warty uwagi.
Czytaj też: AirFryer to obowiązkowy element każdego domu, a ten w wydaniu Dreame, to aż cieszy oko
