Oficjalne dane wskazują, że od początku tego roku na odrę w siedmiu krajach świata zachorowało ponad 22 tys. osób. Najwięcej przypadków zakażenia odnotowano w Kirgistanie (prawie 7,5 tys. przypadków) i w Bośni (ponad 5,3 tys.). Liczne przypadki odry odnotowano także w Rosji i Gruzji - po 3,2 tys. osób, we Włoszech - ponad 1,6 tys. i w Niemczech - ponad 750 zachorowań. Ostatnio świat obiegła informacja o śmierci 1,5-rocznego chłopca, który zmarł na odrę w Berlinie.

Czy w Polsce powinniśmy się bać epidemii odry? W naszym kraju sytuacja jest raczej bezpieczna. Szczepienia przeciwko odrze przeszło ponad 90% populacji. Inaczej może być za kilka lat, ponieważ systematycznie przybywa niezaszczepionych dzieci. 

Lekarze podkreślają, że odra jest chorobą wyjątkowo zakaźną. Do zarażenia dochodzi głównie drogą kropelkową. Pierwsze objawy choroby pojawiają się zazwyczaj 10-12 dni po zakażeniu i są to: wysoka gorączka, katar, przekrwione oczy i maleńkie białe krostki na śluzówce. Kilka dni później pojawia się wysypka, na początku na twarzy, potem na szyi i reszcie ciała.

Wirusem zarazi się ponad 90% niezaszczepionych osób, które będą miały z nim kontakt. Lekarstwo na odrę do tej pory nie zostało opracowane. Sam wirus nie powoduje groźnych reakcji organizmu, ale może prowadzić do bardzo niebezpiecznych powikłań, w tym m.in. utraty wzroku, zapalenia płuc, mózgu, a nawet do śmierci.

Ryzyko powikłań zwiększa się wraz z wiekiem. WHO apeluje do dorosłych mieszkańców krajów europejskich, by kontrolowali u siebie poziom przeciwciał. Przejście szczepienia w dzieciństwie nie oznacza pełnej ochrony przed chorobą przez całe życie.