Shark wprowadził właśnie na rynek swoją odpowiedź na topowe odkurzacze konkurencji (z Dysonem Submarine na czele). Zaprezentowany właśnie model Shark AquaReach próbuje rozwiązać największą bolączkę hybrydowych mopów, wprowadzając coś, co wydaje się tak oczywiste, że aż dziw, iż nikt na to wcześniej nie wpadł.
Odłączana rura, która ratuje nadgarstki i czyści kafelki aż do sufitu
Co właściwie sprawia, że wokół tego sprzętu zrobiło się tak głośno? Magia tkwi w wypinanej, elastycznej rurze. Zamiast męczyć się i przestawiać cały kilkukilogramowy korpus urządzenia, by dopasować go do ciasnego kąta za toaletą czy dopchnąć pod niską komodę, wypinasz samą rurę z odpowiednią końcówką. Korpus stoi stabilnie na ziemi, a my operujemy ultralekkim segmentem, który nadal oferuje potężne ssanie i precyzyjny natrysk płynu czyszczącego.

Dzięki temu patentowi można bez problemu podnieść rurę i wyczyścić pionowe kafelki pod prysznicem, załomy wokół wanny, ramki okienne czy zacieki na szafkach. Żadnego schylania się z szmatką i szorowania na kolanach, zero dźwigania cieknących wiader.


Samo mycie podłóg też przemyślano od A do Z. Mamy tutaj osobny obieg wody, który gwarantuje, że do czyszczenia zawsze używamy świeżej mieszanki z detergentem Hydro Multi-Surface, a cały zebrany brud trafia do osobnego pojemnika. Obrotowa szczotka przemywa się na bieżąco w trakcie pracy, dzięki czemu nie rozmazujemy brudu tylko faktycznie sprzątamy. Do tego dodano również światło Reveal LED. Co prawda uwidacznia ono wszystkie zaniedbania na podłodze z poprzedniego sprzątania (a to trochę depresyjne), jednak pomaga usunąć każde, nawet najmniejsze zabrudzenie.
Po skończonej walce odstawiamy natomiast odkurzacz na stację dokującą, która nie tylko ładuje baterię, ale też automatycznie przepłukuje i suszy wałek gorącym powietrzem. Można się więc pożegnać z nieprzyjemnym zapachem stęchłej szmaty, która mimo płukania i suszenia często i tak wydziela brzydki zapach.
Ile kosztuje ten porządkowy pomocnik?
Nie da się ukryć, że spryt z jakim inżynierowie odebrali powód do narzekania wszystkim nudzącym się przy sprzątaniu, zasługuje na uznanie. Zamiast tworzyć kolejny powtarzalny odkurzacz stojący, dali nam uniwersalne narzędzie, które realnie skraca czas spędzony z mopem i szmatą w ręku. A możliwość umycia ścian w łazience bez konieczności robienia treningu siłowego to argument, który mnie kupił.

Cena też w zasadzie nie poraża, bo podstawowa wersja Shark AquaReach w charakterystycznym niebieskim kolorze została wyceniona w USA na 399,99 dolarów. Jeśli ktoś szuka jeszcze bardziej eleganckiego szlifu i bogatszego wyposażenia, do wyboru jest wariant AquaReach Pro w czarno-złotej kolorystyce (kosztujący 529,99 dolarów). Co ciekawe, wyższa cena nie została podyktowana samym kolorem, tylko dłuższym czasem pracy (o 50 minut) i zaawansowaną stacją odkażającą z podgrzewaniem.

Wstępne zapowiedzi sugerują, że sprzęt – tradycyjnie dla tej marki – po premierze amerykańskiej z małym opóźnieniem zawita również do Europy. Jeśli szykowaliście się do zakupu podobnego urządzenia, to zdecydowanie warto chwilę poczekać na dostępność.
