Belgijskie studio projektowe Futurewave najwyraźniej też nie wie, dlatego postanowiło postawić na zupełnie inne rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka nie przypomina niczego innego, co widzieliśmy w kategorii „cyfrowy detoks”. Mamy tu bowiem bransoletę Arc, bez żadnych pikseli, za to z eleganckim projektem. Jak więc ma się jedno do drugiego?
Urządzenie ma formę tradycyjnej, biżuteryjnej ozdoby wykonanej z luksusowego srebra próby Argentium. Mamy tu nieregularny, designerski kształt, w którym ukryto zaawansowaną technologię.
Dyskretny impuls na nadgarstku zamiast natarczywych powiadomień
Jak już zapewne sami widzicie na zdjęciach, Arc nie posiada żadnych ekranów, diod powiadomień ani fizycznych przycisków. Bransoleta komunikuje się ze smartfonem przez energooszczędny moduł Bluetooth Low Energy, a my mamy do dyspozycji aplikację, z poziomu której wybieramy te apki, które najczęściej odciągają nas od rzeczywistości, i ustalamy dopuszczalny czas ciągłej pracy. Gdy ustalony limit dobiegnie końca, bransoleta przypomni nam o odłożeniu telefonu na boczny tor.

Zamiast jednak wyświetlać krzykliwe komunikaty, wykorzystuje element piezoelektryczny, który generuje krótki, delikatny impuls mechaniczny przekazywany bezpośrednio na ciało. I nie, nie chodzi o wyładowania elektryczne (choć może w niektórych przypadkach to zadziałałoby lepiej), tylko o mechaniczne wibracje.
Jeśli mimo pierwszego sygnału nie odłożymy telefonu, po chwili dostaniemy drugi, identyczny impuls. Na tym jednak rola bransolety się kończy. Gadżet nie terroryzuje użytkownika nieprzerwanym wibrowaniem ani nie blokuje dostępu do urządzenia na siłę. Zamiast tego zaufano naszej własnej woli – bransoleta daje delikatny znak i pozostawia ostateczną decyzję w naszych rękach.

Oczywiście, dla osób, które są mocno pochłonięte przez cyfrowy świat, może to być za mało. W wielu przypadkach jednak taki sygnał będzie wystarczał. Bezmyślne scrollowania działa wtedy, kiedy nic nas nie wybija z rytmu. Taki impuls natomiast jest czymś nagłym, odciągającym uwagę od telefonu. Odruchowe spojrzenie na nadgarstek może więc przypomnieć o postanowieniu. Może, ale nie musi. Silna wola jest tu bowiem kluczowa.
Sztuka użytkowa w inspirowanej naturą formie
Projektanci z Futurewave podeszli bardzo ambitnie do kwestii samego wzornictwa. Obły kształt bransolety nawiązuje do dawnych, otwartych naszyjników i bransolet typu torc, a twórcy inspiracji szukali w biologicznych formach – klatkach piersiowych, kościach gnykowych czy strąkach nasion.

Od razu rzuca się w oczy fakt, że konstrukcja pozbawiona jest tradycyjnych zapięć czy zawiasów, tworząc ciągłą, organiczną linię, która świetnie dopełni każdą stylizację. Ma też bardziej uniwersalny rozmiar, co też może mieć znaczenie. Aby ukryć podzespoły wewnątrz płynnej obudowy, inżynierowie zaprojektowali elastyczną płytkę drukowaną dopasowaną do zakrzywienia nadgarstka oraz zakrzywiony akumulator o pojemności 25 mAh. Podczas prac wykorzystano zarówno wydruki 3D, jak i prototypy wykonane ze stali nierdzewnej oraz tytanu.
Biżuteria na całe życie, a nie kolejny elektrośmieć
Jedną z największych zalet projektu Arc jest jego podejście do cyklu życia elektroniki. Wszyscy wiemy, że wiele nowoczesnych opasek po zużyciu baterii czy wygaszeniu wsparcia ląduje w szufladzie z elektrośmieciami, bo zwyczajnie nie ma już co z tym zrobić. Twórcy Arc zadbali o to, by bransoleta zachowała pełną wartość estetyczną jako klasyczna biżuteria nawet wtedy, gdy wbudowane komponenty elektroniczne po latach przestaną działać. Nic tu nie odpada, nic nie straszy. Z wierzchu to po prostu metalowa bransoleta.

Największy minus jest niestety taki, że na ten moment Arc pozostaje konceptem bez ogłoszonej oficjalnej daty rynkowego debiutu ani ceny. Czy finalnie wejdzie na rynek? Ciężko powiedzieć, ale trzymam kciuki. Ostatnio dużo więcej interesuję się podobnymi gadżetami, a ten wydaje się naprawdę nietuzinkowy. Co prawda nie liczę na dostępność u nas, choć z racji, że to belgijskie studio projektowe, to przy dystrybucji w Europie kupno raczej nie stanowiłoby problemu, o ile cena nie zwali mnie z nóg.
Źródło: Futurewave
