Badacze z Uniwersytetu Otago (Ōtākou Whakaihu Waka) w Nowej Zelandii postanowili przyjrzeć się tym trendom i wyciągnęli jasne wnioski: kobiety mogą bez najmniejszych wyrzutów sumienia zignorować większość z tych popularnych zaleceń.
W przeglądzie naukowym opublikowanym na łamach Proceedings of the Nutrition Society, naukowcy przeanalizowali dowody stojące za czterema powszechnie powielanymi w sieci tezami dotyczącymi treningów na czczo, nawodnienia, zapotrzebowania na węglowodany oraz tzw. okna białkowego. Jak podkreśla współautorka badania, prof. Katherine Black z Katedry Żywienia Człowieka, większość tych wiralowych zasad po prostu nie znajduje potwierdzenia w rzetelnych badaniach naukowych.
Skomplikowane i nadmiernie rozbudowane komunikaty z mediów społecznościowych wprowadzają w błąd, tworząc niepotrzebne bariery i utrudniając kobietom utrzymanie stałej, satysfakcjonującej aktywności fizycznej. Nietrudno sobie wyobrazić, że kiedy mamy do czynienia z samymi restrykcjami i sztywnym, nieznoszącym kompromisów harmonogramem, szybko staje się to męczące. Zamiast budować relację z ruchem opartą na czerpaniu z niego radości, takie treningowe „histy” nakładają presję, że ze względu na swoją płeć kobiety muszą przestrzegać ścisłych procedur.
Cztery popularne mity pod lupą naukowców
Zespół badawczy z Uniwersytetu Otago przeanalizował cztery najpopularniejsze twierdzenia krążące w świecie fitnessu, wskazując na brak solidnych dowodów na ich poparcie:
- Trening na czczo zaburza gospodarkę hormonalną – wiralowa teoria głosi, że kobiety nie powinny ćwiczyć przed pierwszym posiłkiem, ponieważ grozi to rozregulowaniem metabolizmu, zaburzeniami cyklu, spowolnieniem syntezy białek mięśniowych oraz odkładaniem się tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha. Nauka nie potwierdza, by umiarkowany trening na czczo przynosił takie spustoszenie w organizmie zdrowej kobiety.
- Fazy cyklu a drastyczne zmiany w nawodnieniu – kolejny mit zakłada, że wahania hormonalne w trakcie cyklu miesiączkowego tak mocno zmieniają temperaturę ciała i proces pocenia się, że wymagają całkowitej przebudowy strategii nawadniania w fazach o wysokim poziomie hormonów.
- Swoiste zapotrzebowanie na węglowodany – według obiegowych opinii zapotrzebowanie na węglowodany u kobiet różni się drastycznie od męskiego lub zmienia się diametralnie w zależności od konkretnej fazy cyklu.
- Rygorystyczne okno białkowe i metabolizm – teoria internetowa mówi, że kobiety muszą spożywać białko tuż przed treningiem (aby ustabilizować poziom cukru we krwi) oraz dokładnie w przedziale 30–45 minut po jego zakończeniu, ponieważ ich metabolizm jakoby wraca do normy znacznie szybciej niż u mężczyzn.

Kontekst indywidualny jest ważniejszy niż płeć
Okazuje się, że sztywne zasady oparte wyłącznie na płci mają znikome znaczenie w porównaniu z indywidualną sytuacją danej osoby. Cel treningowy, całkowita dostępność energii w diecie, warunki otoczenia oraz ogólny, całodniowy bilans odżywczy mają nieporównywalnie większy wpływ na formę i regenerację niż pilnowanie co do minuty pory spożycia konkretnego składnika odżywczego.
Oczywiście bardzo szczegółowe i skrupulatne planowanie żywieniowe też ma sens, ale dotyczy ono przede wszystkim sportowców wyczynowych, a nie takich zwykłych kobiet, które trenują rekreacyjnie dla utrzymania dobrego zdrowia. Największym problemem jest tu jednak fakt, że nadal zauważalny jest brak dostatecznej liczby badań naukowych dedykowanych stricte zdrowiu i fizjologii kobiet.
Jednak to na pewno nie oznacza, że braki w wiedzy medycznej powinniśmy zastępować niczym niepopartymi teoriami z mediów społecznościowych. W najlepszym razie takie treningi mogą zniechęcić nas do aktywności, a w najgorszym – zaszkodzić naszemu zdrowiu, zwłaszcza gdy przy okazji cierpimy na jakieś schorzenia.
